Gabinet cieni

Gabinet cieni

Pełnomocnicy, czyli jak rząd Morawieckiego dba o swojaków

Na stronie internetowej www.gov.pl jest licząca ponad 60 pozycji lista pełnomocników rządu i prezesa Rady Ministrów do spraw różnych. Dla jednych to gabinet cieni dublujący pracę rządu, dla drugich – „odstojnik” dla towarzyszy partyjnych, którzy chwilowo znaleźli się na uboczu głównego nurtu polityki, oraz ciepła posadka dla niektórych koalicjantów.

W założeniach Rada Ministrów może powołać pełnomocnika rządu, by zajął się konkretną sprawą, którą niekoniecznie musi się trudzić odpowiedzialny minister. Pełnomocnikowi przysługują: gabinet, samochód z kierowcą, sekretarka, diety na delegacje i środki na inne wydatki związane z pełnioną funkcją.

W odpowiedzi na interpelacje poselskie dotyczące wysokości wynagrodzenia pełnomocników powtarzana jest formuła, że oni nic nie kosztują, bo to funkcja, a nie stanowisko. I jest to prawdą w odniesieniu do urzędujących sekretarzy stanu. Poseł lub senator, który zostaje pełnomocnikiem rządu lub premiera, ma rangę sekretarza stanu i może liczyć na dodatki.

Bywa tak, niejednokrotnie, że zadania powierzone pełnomocnikom rządu dublują się z obowiązkami wiceministrów. Co jednak nie prowadzi do konfliktów personalnych, gdyż zainteresowani wiedzą, że pełnomocnik to nie samodzielna figura, lecz synekura. Często niezwykle barwna figura… i zawsze kosztowna.

Wojaże senator Anny Marii Anders

W poprzedniej kadencji Senatu córka gen. Władysława Andersa została pełnomocnikiem prezesa Rady Ministrów ds. dialogu międzynarodowego. Piastowała tę funkcję w latach 2016-2019, by następnie zostać ambasadorem RP we Włoszech.

Dzięki dociekliwości posłów składających liczne interpelacje dotyczące aktywności pani senator oraz kosztów jej zagranicznych wojaży wiemy, że te podróże służbowe w latach 2016-2018 obciążyły budżet państwa kwotą 611 625 zł. Do tego musimy doliczyć 51 tys. zł nagrody za rok 2017. Kontrowersje wzbudził zwłaszcza fakt, że pani senator latała klasą biznes.

Jako pełnomocnik Anna Maria Anders ożywiała i zacieśniała kontakty z partnerami zagranicznymi „istotnymi z punktu widzenia interesów Polski”. Byli wśród nich nieżyjący już senator John McCain, kongresmeni: Steven Russell z Oklahomy, Dennis Ross z Florydy, Marcy Kaptur z Ohio czy Steve King z Iowa. Lista amerykańskich oficjeli, którzy ściskali dłonie i fotografowali się z córką gen. Andersa, jest znacznie dłuższa.

Stany Zjednoczone były ulubionym kierunkiem podróży wdowy po oficerze US Army Robercie Coscie. Na przykład między 7 a 18 lipca 2017 r. pani senator spotkała się z burmistrzem Las Vegas i miała wykład w tamtejszym World Affairs Council; inna persona, z którą się spotkała, to senator Marco Rubio, poza tym wzięła udział w Paradzie Pułaskiego w Nowym Jorku, uroczyście otworzyła wystawę „Armia Andersa-Szlak Nadziei” w ramach 39. Polish American Festival, a w Buffalo Club wystąpiła z wykładem „Contemporary Polish Relations with USA, UE and Polonia” (Współczesne stosunki Polski z USA, UE i Polonią).

Kolejna tura spotkań na terenie Stanów Zjednoczonych miała miejsce między 23 września a 8 października 2017 r. Z ważniejszych wydarzeń należy wymienić Dzień Polski w Central Parku na Manhattanie, spotkanie z burmistrzami Reno i Las Vegas oraz uhonorowanie Briana Sandovala, gubernatora stanu Nevada, nagrodą Amicus Poloniae.

Natomiast 20 dni później, między 27 października a 11 listopada 2017 r., Anna Maria Anders uczestniczyła w 17. Uroczystej Gali Nowodworski Foundation jako honorowa przewodnicząca komitetu fundacji oraz wzięła udział w konferencji naukowej „Refleksje nad wiekiem spustoszenia” zorganizowanej przez Fundację Pamięci Ofiar Komunizmu w 100. rocznicę rewolucji bolszewickiej. Szczegółowy wykaz podróży pani senator w latach 2016-2018 znajdziemy w jej odpowiedziach na zapytania posłów.

Gdy w 2019 r. córka gen. Andersa, szykując się do objęcia stanowiska ambasadora RP we Włoszech, zrezygnowała z zaszczytnej funkcji pełnomocnika, premier Morawiecki powołał na jej miejsce posłankę PiS Annę Schmidt-Rodziewicz, która otrzymała też stanowisko sekretarza stanu w KPRM. Ucichły plotki o wojażach, uroczystych balach, sutych kolacjach i bizantyjskich wydatkach. Dziś Anna Schmidt jest sekretarzem stanu w resorcie rodziny i polityki społecznej i mało kto się nią interesuje.

Błyskotliwa kariera kierowcy

Cezariusz Lesisz, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu, w czerwcu 2018 r. został powołany przez premiera Mateusza Morawieckiego na pełnomocnika ds. rozwoju gospodarczego. W latach 1982-1987 był on osobistym sekretarzem i kierowcą Kornela Morawieckiego oraz jednym z założycieli Solidarności Walczącej.

W 1989 r. wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Jednak nie udało mu się urzeczywistnić swojego „amerykańskiego snu”. Źli ludzie opowiadają, że prowadził małą firmę remontowo-budowlaną, która upadła, a on sam po 20 latach wrócił do ojczyzny. Tu założył nową firmę, mającą budować drewniane domy, ale i ten biznes Lesiszowi nie wypalił.

W latach 2016-2017 ekskierowca Kornela Morawieckiego został jego asystentem poselskim, a w roku 2017 awansował na szefa gabinetu politycznego Mateusza Morawieckiego, który jeszcze jako minister finansów powołał go na stanowisko pełnomocnika ds. kontaktów z parlamentem i organizacjami społecznymi. Gdy Morawiecki syn został premierem, Lesisz zajął specjalnie utworzone nowe stanowisko – pełnomocnika prezesa Rady Ministrów ds. rozwoju gospodarczego. We wrześniu 2018 r. Cezariusz Lesisz został prezesem Agencji Rozwoju Przemysłu. I wszyscy by o nim zapomnieli, gdyby nie pandemia oraz rządowy program „Polskie Szwalnie”.

Zrobiło się o nim głośno w ubiegłym roku, gdy w mediach pojawiły się informacje o uszytych za 258 mln zł 178 mln maseczek, z których większość nie spełniała norm sanitarnych. Koordynatorem feralnego programu była Agencja Rozwoju Przemysłu. I tak prezes Lesisz znalazł się w krzyżowym ogniu pytań, podejrzeń i supozycji. Posłowie opozycyjni złożyli w Sejmie kilkanaście interpelacji. Interesowało ich, ile pieniędzy poszło na narodowe szycie maseczek. Kto uczestniczył w tym procederze i czy ktoś poniósł konsekwencje. Nie poznali prawdy. Urzędnicy z godnością odpowiadali, że szczegóły umów objęte są tajemnicą handlową. A poza tym wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Sprawą zajęła się Najwyższa Izba Kontroli, która na początku bieżącego roku wezwała na rozmowę szefa KPRM Michała Dworczyka i marszałek Sejmu Elżbietę Witek, która miała lobbować za jedną z prywatnych firm, zainteresowaną udziałem w tym jakże dochodowym programie. A potem wybuchła wojna w Ukrainie i o maseczkach zapomniano. Zapewne jednak inspektorzy NIK ujawnią w przyszłości więcej pikantnych szczegółów programu „Polskie Szwalnie”. Szkoda, że nie będzie to miało większego znaczenia. Generalnie o efektach poczynań Lesisza jako pełnomocnika prezesa Rady Ministrów ds. rozwoju gospodarczego niewiele wiadomo. I tak pewnie zostanie.

Niezatapialny

Wśród w większości pozbawionych charyzmy pełnomocników rządu i premiera zdarzają się postacie wyjątkowe. Ich wpływ na gospodarkę i politykę jest większy, niż wynikałoby to z zajmowanej funkcji. Od listopada 2015 r. sekretarzem stanu w KPRM oraz pełnomocnikiem rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej jest Piotr Naimski. Działacz Komitetu Obrony Robotników i NSZZ Solidarność, potem w ZChN, Ruchu Odbudowy Polski i Ruchu Katolicko-Narodowym. Nie dość, że pełni swoją funkcję od prawie siedmiu lat, to jeszcze uchodzi za architekta zmian w polskiej energetyce, gazownictwie i branży paliwowej. Naimski od zawsze głosił potrzebę uniezależnienia się od dostaw rosyjskich surowców energetycznych. Był promotorem budowy gazoportu w Świnoujściu, gazociągu Baltic Pipe i opowiadał się za budową elektrowni atomowych w Polsce.

Nie obchodzą go bieżące walki buldogów pod dywanem, interesuje go strategia. Prezentuje pogląd, że bezpieczeństwo naszego kraju będzie zapewnione tylko wtedy, gdy zerwiemy z Kremlem i umocnimy sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. Wojna w Ukrainie potwierdziła wiele głoszonych przez niego tez.

A ponieważ nie podejmuje on żadnych decyzji personalnych ani nie prowadzi działalności gospodarczej, jest wolny od powszechnych w środowisku Zjednoczonej Prawicy podejrzeń o kumoterstwo, nepotyzm i sprzedajność. Za to ceni go Jarosław Kaczyński. I jak długo prezes będzie miał wpływ na partię i rząd, Naimski może być spokojny o swoją pozycję.

Soboń dobry na wszystko

Artur Soboń to polityk uniwersalny. Zdaniem premiera Morawieckiego sprawdza się na każdym stanowisku. Był sekretarzem stanu w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju, potem w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej. Po wyborach 2019 r. trafił do Ministerstwa Aktywów Państwowych i został pełnomocnikiem rządu ds. transformacji spółek energetycznych i górnictwa węglowego.

Miał dużo szczęścia. W 2020 r. sytuacja w polskich kopalniach była fatalna, lecz wszystko można było zwalić na pandemię. Poza tym w ramach kolejnych tarcz antykryzysowych rząd wpompował w spółki węglowe sporo pieniędzy, więc z wypłatą pensji nie było problemów. Rok później ceny węgla ruszyły w górę i górnicza brać poczuła moc. Artur Soboń jako wiceminister i pełnomocnik prowadził rozmowy ze związkowcami. Prochu nie wymyślił, ale też niczego nie popsuł. W październiku ub.r. przeniósł się do resortu rozwoju i technologii i został pełnomocnikiem rządu ds. rozwoju lokalnego. A na początku tego roku, po kompromitacji Polskiego Ładu, trafił do resortu finansów, by zrobić tam porządek. Zobaczymy, jak mu pójdzie.

Dworczyk, Horała i inni

Gdyby nie afera mejlowa, Michał Dworczyk, szef KPRM, miałby szansę zostać kandydatem prawicy na prezydenta RP w wyborach 2023 r. Do niedawna uchodził za sprawnego organizatora, ale nie tylko poległ na fatalnym przecieku, lecz także nie poradził sobie z funkcją pełnomocnika rządu ds. narodowego programu szczepień przeciw SARS-CoV-2. Nie dość, że Polacy nie chcieli się szczepić, to jeszcze rząd kupił za dużo szczepionek i w magazynach zalega 25 mln dawek. Co gorsza, czeka nas dostawa kolejnych 67 mln dawek, za które powinniśmy zapłacić 6 mld zł koncernowi Pfizer. I które, jeśli nie znajdzie się rozwiązanie, zostaną zmarnowane, bo Polacy nadal nie chcą się szczepić.

Trwa szukanie winnych. Jedni wskazują Dworczyka – jako pełnomocnika rządu – drudzy ministra zdrowia Adama Niedzielskiego. Czas pokaże, kto zostanie rozliczony.

W równie mało komfortowej sytuacji znalazł się Marcin Horała, który jest pełnomocnikiem rządu ds. centralnego portu komunikacyjnego. W ramach pierwszego etapu port miałby obsługiwać 40 mln pasażerów rocznie i stworzyć 150 tys. nowych miejsc pracy. Wartość inwestycji szacowana jest obecnie na 35 mld zł, choć zdaniem NIK należy przeprowadzić rzetelną analizę kosztów i korzyści.

Posłowie opozycji zwracają uwagę, że pieniądze płyną (tylko do końca 2020 r. nakłady na CPK wyniosły ok. 96,5 mln zł), a na planowanej budowie nic się nie dzieje. Za to mnożą się wątpliwości i protesty mieszkańców, którzy uważają, że „kosztem rolników i zwykłych ludzi ma powstać gigantyczne lotnisko”, a „rząd PiS chce wywłaszczyć ich bez konsultacji”. Rzecz jasna chodzi o pieniądze. Spółka CPK proponuje za mało za grunty. I nie wiadomo, czym to się skończy. Tak czy inaczej Marcin Horała zawiódł.

Bywa znacznie gorzej. Pełnomocnik rządu ds. gospodarki wodą oraz inwestycji w gospodarce morskiej i wodnej, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, Marek Gróbarczyk, wyłożył się na słynnej stępce promu, która z udziałem premiera Morawieckiego została położona w czerwcu 2017 r. w Morskiej Stoczni Remontowej Gryfia w Szczecinie. Miał to być początek odrodzenia się polskiego przemysłu stoczniowego, a wyszła wielka hucpa.

Bardzo krótka okazała się kariera Danuty Dmowskiej-Andrzejuk, którą Morawiecki powołał na pełnomocnika prezesa Rady Ministrów ds. utworzenia Narodowego Centrum Sportu. Po czym szybko zdjął, bo koncepcja NCS padła. Danuta Dmowska-Andrzejuk to była mistrzyni świata i Europy w szpadzie, do polityki weszła, zastępując na stanowisku ministra sportu Witolda Bańkę, gdy ten został szefem Światowej Agencji Antydopingowej. Jednak kiedy po wyborach 2019 r. resort sportu został połączony z ministerstwem kultury, w którym rządził prof. Gliński, dla pani Danuty zabrakło miejsca. Morawiecki chciał jej coś załatwić, dając fuchę pełnomocnika, i załatwił ją ostatecznie. Nasza mistrzyni świata szpadzistka powinna wiedzieć, że polityka to nie szermierka, lecz dupniak.

Prawdziwym meteorem wśród ponad 60 pełnomocników był Łukasz Mejza, niezrzeszony poseł z Zielonej Góry. W zamian za wsparcie w głosowaniach Prawo i Sprawiedliwość zaoferowało mu stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu oraz funkcję pełnomocnika prezesa Rady Ministrów ds. nowych technologii w sporcie. Gdy oferta została przyjęta, w mediach rozpętała się burza. Na jaw wyszły pikantne szczegóły działalności biznesowej posła Mejzy, co w atmosferze skandalu zmusiło go do złożenia rezygnacji z wszystkich piastowanych funkcji. Został mu tylko mandat posła.

Na zakończenie egzotyka wśród pełnomocników. 21 października 2021 r. dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich Adam Eberhardt został pełnomocnikiem prezesa Rady Ministrów ds. wspierania reform w Republice Mołdawii. Jednym z jego pierwszych rozmówców w Kiszyniowie był sekretarz stanu, szef Departamentu ds. Relacji z Republiką Mołdawii w rządzie Rumunii, Adrian Dupu.

Fot. YouTube

Wydanie: 21/2022

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy