Listy od czytelników nr 14/2015

Listy od czytelników nr 14/2015

Wybory elektoratów

Prof. Piotr Żuk w felietonie „Poza spojrzeniem kamerdynera: lewica 2020” (PRZEGLĄD nr 13), pisząc o nudnej i pozbawionej jakiejkolwiek wizji politycznej kampanii wyborczej, zauważył: „A wystarczyłoby zorganizować społeczną kampanię wokół kwestii żałośnie niskich płac w Polsce czy podziału środków z PKB, aby przerwać rządową propagandę. Więcej redystrybucji, mniej manipulacji – tak mogłaby wyglądać lewicowa taktyka. Tylko kto ją ma zorganizować? Raczej nie ci, którzy myślą jedynie o tym, aby samemu nie wypaść z polityczno-partyjnego obiegu”. Moim zdaniem, felietonista niesprawiedliwie potraktował lokalnych działaczy, wrzucając wszystkich do jednego worka. Np. była kandydatka SLD na prezydenta Zielonej Góry Jolanta Danielak i jej sztab wyprodukowali serię spotów wyborczych, których treść odpowiadała postulatom felietonisty. Lokalni działacze SLD lepiej lub gorzej realizują to, co postuluje felietonista. Problemem jest bardzo niska frekwencja wyborcza, z czym boleśnie zderzył się zielonogórski SLD w wyborach samorządowych. Ludzie są zniechęceni do polityki. Życiem publicznym kompletnie się nie interesują, są zatomizowani i skoncentrowani na ochronie swojego statusu zawodowego i materialnego oraz na rodzinie. Dlatego do wyborów chodzą głównie twarde elektoraty partii, które mają interes w tym, by poprzeć swoich kandydatów. Wybory w Polsce nie są powszechne, są wyborami partyjnych elektoratów. Szkoda, że żaden z poważnych publicystów nie przeanalizował przebiegu wyborów samorządowych w Zielonej Górze, bo stanowią one zapowiedź tego, co czeka nas jesienią w wyborach parlamentarnych.

Krzysztof Olszak

TT IP i doktryna szoku

TTIP będzie gwoździem do trumny Unii Europejskiej. Trudności państw południowej Europy, zerowy wzrost, taniejące euro, niemądra polityka wschodnia, której skutkiem są małe obroty z Rosją, naturalnym zapleczem i odbiorcą, uleganie USA – to wszystko może doprowadzić do masowych rozruchów. Ameryka Południowa już przerabiała politykę USA i dyktat wielkich koncernów. Szkoda, że nasi rządzący nie wyciągają z tego wniosków. Cieszą się z TTIP, z zaostrzenia stosunków z Rosją, przejazdów wojsk NATO itd. Czarno to widzę.

Fly

IPN w Gross-Rosen

W Muzeum Gross-Rosen w Rogoźnicy kolejny dowód opanowywania pamięci o przeszłości przez IPN. Poprzednia wystawa dotyczyła 17 września 1939 r., teraz do końca kwietnia br. prezentowana jest – wypożyczona ze szczecińskiego oddziału IPN – wystawa pt. „Zbrodnia katyńska”. Wygląda na to, że lepszego miejsca na nią nie ma na całym Dolnym Śląsku. Wystawa to 17 plansz: rys historyczny, biogramy ofiar, zdjęcie z ekshumacji, fragment rozmowy z jednym z funkcjonariuszy NKWD biorących udział w rozstrzeliwaniach. Dodatkowe dwie plansze poświęcone są okolicznościowym monetom. Tu ofiary zbrodni, a tu monety… Wymóg sponsora i znak czasów. Wystawa eksponowana jest w jednej z sal, w której wyświetlane są filmy o obozie Gross-Rosen. Ciekawe, co zapamiętują uczestnicy szkolnych wycieczek po jednoczesnym obejrzeniu filmu i wystawy? Jeżeli w muzeum jest za dużo miejsca, można przygotować ekspozycję o innych obozach: Dachau, Sachsenhausen, Mauthausen, Treblince, Majdanku, Stutthofie, Theresienstadt… Nawiasem mówiąc, tego ostatniego brak jest na mapie rozmieszczenia obozów w Europie znajdującej się u wejścia do muzeum. Dlaczego? Można też przypomnieć mieszkańców regionu, którzy przeszli przez obozy koncentracyjne. To konkretni ludzie – ten ze Świdnicy, inny z Wrocławia. Każdy z nich jest lub był świadkiem i uczestnikiem. Gotowy temat, aczkolwiek wymagający pracy w terenie. Natomiast opisywana wystawa może być eksponowana w innych instytucjach kultury. Uroczyście, a nie ukradkiem i w sumie nie wiadomo po co.

Janusz Kobryń

Wydanie: 14/2015

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy