Listy od czytelników nr 25/2017

Listy od czytelników nr 25/2017

Reprywatyzacja – legalizacja grabieży
Świetny tekst o reprywatyzacji w PRZEGLĄDZIE nr 22. Można tylko dodać trzy kwestie:
1. W Sejmie I i II kadencji III RP (1991-1997) dość licznie były reprezentowane środowiska prawnicze i szybko zadbały o swoje sprawy korporacyjne, takie jak prywatyzacja notariatów, ranga sędziów i finanse sądów, ranga radców prawnych itd. Po załatwieniu tych spraw zapał środowiska wyraźnie ostygł. Nie było inicjatyw zmierzających do uproszczenia procedur, zmian w Kodeksie postępowania administracyjnego ani innych przedsięwzięć mających usprawnić postępowania.

2. Nawet w rządzie Tadeusza Mazowieckiego poziom wiedzy i umiejętności tzw. elit solidarnościowych w zakresie zarządzania i ekonomii był dość niski (z wyjątkiem otoczenia prof. Balcerowicza). Jednak w tym czasie dyrektorami departamentów i ważnymi specjalistami w ministerstwach byli jeszcze ludzie wykształceni i zdobywający doświadczenie za PRL. Jacek Kuroń jako minister pracy całą robotę administracyjną oraz zarządczą powierzył Jerzemu Szreterowi, który już wcześniej był wiceministrem, a przez dwa lata kierownikiem w KC PZPR. Panowie świetnie współpracowali, mieli do siebie zaufanie. Podobnie było w Ministerstwie Finansów za pierwszej kadencji Balcerowicza. Potem z każdym rządem było coraz gorzej.

3. Wiele negatywnych procesów uruchomił prezydent Wałęsa. Moim zdaniem najgorszym ruchem było nawiązanie ciągłości z tzw. rządami londyńskimi. Myślę, że to bardzo wzmogło tupet zadłużonych po uszy „pokrzywdzonych przez komunę” właścicieli ziemskich, których banki nie zlicytowały przed wojną, bo musiałyby ujawnić złe aktywa i same by padły, a także właścicieli kamienic zniszczonych w powstaniu wywołanym po to, aby przywrócić władzę obszarników i burżuazji.

Stefan Szpalerski

Czy państwo powinno bronić taksówkarzy przed firmami takimi jak Uber?
Jak się już zabrać, to na full. Uberowcom dać wymagania formalne, jakie muszą spełniać licencjonowani taksówkarze. Na wszystkich przewożących nałożyć obowiązek przynależności do korporacji zawodowej (dopuszczającej do fachu, dbającej o standard usług, limitującej liczbę kierowców np. na podstawie liczby mieszkańców miasta). Wtedy korporacje konkurowałyby między sobą – renomą, sprzętem, ceną usług, personelem. Dla mnie zakałą rynku taksówkarskiego są „wolni strzelcy” – od mafii dworcowych, lotniskowych, naganiający klientelę agencjom, naciągający na wygórowane stawki. Od lat korzystam z jednej i tej samej korporacji z tradycjami. Dwa razy trafiłem na cwaniaków, dwa razy na „ociężałych”. Ale to promil na tle bardzo dobrze wykonanych usług.

Andrzej K. Radzikowski

To była racja stanu
Dr Zbigniew Caputa z Uniwersytetu Śląskiego wyraża sprzeciw wobec argumentacji prof. Partacza, który przesiedlenia ludności ukraińskiej w 1947 r. określił jako działanie w imię polskiej racji stanu (artykuł „Akcja »Wisła« – banderowcy mordowali, Polacy wysiedlali”, nr 17-18). Pan doktor podkreśla, że „czym innym jest walczyć z partyzantami czy buntownikami, a czym innym przesiedlać i skazywać na cierpienie cywilów”. To bardzo powierzchowna ocena działań ówczesnych władz. Żeby być obiektywnym, trzeba odwołać się do historii I i II Rzeczypospolitej. W roku 1945 PRL została obdarowana spuścizną konfliktów polsko-ukraińskich. A przecież budowa powojennego ładu i nowej rzeczywistości była grą interesów wielkich tego świata. To oni ustalili granicę, która zresztą nie odpowiadała części Polaków i Ukraińców. Nie była to granica pokoju. Rejon Przemyśla i Bieszczady były ziemiami spornymi, na których iskrzyło między obu stronami. Po 1945 r. trwała tam wojna partyzancka, lała się krew. UPA miała we wsiach zorganizowane oddziały, a poszczególne wsie były zapleczem logistyczno-gospodarczym organizacji zbrojnych. Bez odcięcia ich od zaplecza ta wojna mogłaby trwać jeszcze długo. Ilu ludzi mogłoby jeszcze stracić życie? Uważam także, że zamiast odwetu za Wołyń przesiedlenie ok. 100 tys. ludzi na ziemie zachodnie i północne było nawet aktem humanitarnym. Wielu z nich uratowano życie. Wprawdzie wyrwano ich z ojcowizny, ale mogli rozpocząć inne życie.

Jarosław Żodzik, Białystok

Polityk z klasą
Tekst „Strzały do de Gaulle’a” (PRZEGLĄD nr 22) przypomniał tego wybitnego polityka. De Gaulle to mąż stanu, jakich teraz w Europie brakuje. Dużą sympatią darzył Polskę. W latach 20. ubiegłego stulecia przebywał w Polsce jako oficer francuskiej Misji Wojskowej, która z ramienia Ligi Narodów nadzorowała realizację porozumień traktatu wersalskiego. Dla przypomnienia – po powstaniach na Górnym Śląsku na linii demarkacyjnej stacjonowały francuskie wojska w ramach misji pokojowej Ligi Narodów.

Przypominam sobie wizytę gen. de Gaulle’a w Krakowie w 1967 r., kiedy na Rynku Głównym, przed kościołem Mariackim, przerwał kordon ochrony i wszedł w tłum witających go krakowskich studentów, skandujących: Vive la France! Vive la Pologne! Vive cher général de Gaulle! Rozmawiał z nimi przez dobre 15 minut, a cała świta musiała czekać. Czekać musiał też prałat Machay, który przed kościołem miał przywitać dostojnego gościa.

Po wizycie generała w Krakowie modne stały się czapki zwane degolówkami. Najlepsze można było nabyć u mistrza Kurzydły na Floriańskiej. Gen. de Gaulle zawsze podkreślał historyczne związki Francji z Polską. Brakuje teraz polityków jego miary.

Ruda z Dajworu

Warto przypomnieć, że de Gaulle był w Polsce już w czasie wojny polsko-bolszewickiej i razem z marsz. Fochem przyjechali do Bronowic (wtedy była to jeszcze wieś pod Krakowem), gdzie odwiedzili wybitnego malarza, pisarza i polityka, działacza ludowego i niepodległościowego Włodzimierza Przerwę-Tetmajera (Gospodarza z „Wesela”, brata poety Kazimierza). Notabene niedawno w Krakowie upamiętniono 100. rocznicę rezolucji majowej Tetmajera. Włodzimierz Tetmajer był w porzo gościem. Był megaextracool.

Fan Muminków

Prośba o pomoc
W styczniu przyszłego roku skończę 80 lat. W lutym 2016 r. przeszłam operację złośliwego nowotworu. Mieszkam samotnie z niepełnosprawną córką, wymagającą mojej pomocy w codziennym życiu. Teraz walczę o swoje zdrowie i o córkę. Codziennie zawożę córkę na zajęcia terapeutyczne. Na szczęście mam prawo jazdy i 15-letni samochód Seat Arosa, bez którego bym sobie nie poradziła. Nie mam jednak na paliwo, na leki i nie potrafię szukać pomocy. Córka ma subkonto w Fundacji Avalon. Aby żyć i przeżyć, zaciągnęłam kredyt, pieniądze się skończyły, a teraz muszę spłacać raty. Rzeczywistość mnie przerosła. Nie radzę sobie. Bardzo proszę o pomoc. Przeszłam radioterapię, ze względu na wiek chemię biorę w tabletkach. Muszę być silna, żeby walczyć, zwłaszcza że nie mamy nikogo, obie jesteśmy wdowami. Córka ma syna, ale od roku jest w więzieniu za niezapłacone zobowiązania. Wyjdzie w październiku. Zresztą też ma lekki stopień niepełnosprawności i kiedy wyjdzie, musimy mu pomóc. Takie jest życie.

Janina Michalska,
nr konta 50 1020 4027 0000 0002 0771 8499

Wydanie: 25/2017

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy