Cień konklawe (1) (gdy się mówi, pisze, oczekuje)

Cień konklawe (1) (gdy się mówi, pisze, oczekuje)

Zamieszanie i impas, w jakie popadł Kościół katolicki w związku z aferami pedofilskimi w wielu krajach świata jest może najpoważniejszym kryzysem, jaki dotyka tę instytucję od czasów Reformacji. Sytuacja przypomina niesłychanie epokę poprzedzającą wystąpienie Marcina Lutra, kiedy to przybił na drzwiach kościoła zamkowego w Wittenberdze (31.10.1517) swe słynne 95 tez. Niebawem więc minie 501 lat od tego znamiennego wydarzenia. Ów kryzys, dający o sobie znać coraz bardziej poprzez oświadczenia, listy, materiały, audycje, wypowiedzi (w zachowawczo-katolickich mediach atakujących jawnie papieża Franciszka z pozycji konserwatywnych i tradycjonalistycznych), zapowiada gorący okres w dziejach Kościoła, owocujący zazwyczaj soborem powszechnym bądź… kolejnym konklawe. Zresztą sam Bergoglio kilka razy wypowiedział się w kontekście pójścia drogą papieża Benedykta XVI, co samo w sobie jest również sygnałem dla tej wizji.

Ci, którzy przemawiają w imieniu Boga
powinni pokazać listy uwierzytelniające.
Julian Tuwim

Zgodnie z zasadami elekcji papieży konklawe musi się rozpocząć nie wcześniej niż 15 i nie później aniżeli 20 dni od śmierć namiestnika św. Piotra. Novemdiales to dziesięć dni oficjalnej żałoby, ale wtedy już toczy się nieoficjalna kampania wyborcza przed konklawe. Kardynałowie elektorzy spotykają się oficjalnie, półoficjalnie czy zupełnie prywatnie na różnego rodzaju mniej i bardziej licznych konwentyklach, rautach czy lunchach. Oczywiście kurialni purpuraci są w dogodniejszej sytuacji. Są na miejscu i mogą już wczesnej snuć alianse, zawierać sojusze, tkać pajęczyny struktur, które przyniosą zwycięstwo ich faworytowi, a który z kolei zapewni dotychczas funkcjonujące zależności i układy (czynią to jeszcze zanim trumna z papieżem stanie na pl. św. Piotra w Rzymie). Należy dodać, że wyboru mogą dokonywać kardynałowie wyłącznie do 80-tki.

Warto jest zapoznać się z kilkoma terminami bezpośrednio związanymi z każdym konklawe. Są to:

Sede vacante – to zwrot łaciński oznaczający „czas, gdy miejsce jest wolne”. To określenie okresu między śmiercią papieża (czy dymisją, jak było w przypadku Benedykta XVI i… Celestyna V w końcu XIII w., ostatniego biskupa Rzymu przed Ratzingerem, który usunął się sam z urzędu) a elekcją jego następcy.

Kamerling – to szambelan, mistrz ceremonii, najważniejsza w Watykanie osoba w okresie od śmierci papieża do wyboru
następcy. W tym czasie administruje on dobrami oraz finansami Stolicy Apostolskiej. Dawniej kamerling podejmował także decyzje w zastępstwie papieża, kiedy ten opuszczał Rzym, ale dziś, w epoce nowoczesnych technologii, takie pełnomocnictwo jest zbędne.

Skrutatorzy – podczas konklawe najmłodszy stażem kardynał diakon losuje nazwiska trzech kardynałów do roli skrutatorów. Ich zadanie to liczenie głosów. Sprawdzają też, czy ich obliczenia są zgodne, a potem potwierdzają to tzw. rewizorzy.

Rewizorzy – to kolejnych trzech kardynałów (pochodzących z losowania), których zadania ograniczają się do sprawdzenia ważności każdej karty do głosowania. Po zakończeniu każdego głosowania oni właśnie palą karty, z których dym zawiadamia o wyborze (lub nie) kolejnego papieża.

Biały dym – jak wspomniano, po każdym głosowaniu kartki głosujących kardynałów są palone. Dym uchodzi przez komin w Kaplicy Sykstyńskiej. Przed 1550 r. palono głosy w lufie armatniej stojącej w kaplicy. Od pontyfikatu Juliusza III, kiedy zainstalowano specjalny piec w kaplicy, dym wydostaje się na zewnątrz (Juliusz obawiał się jego negatywnego wpływu na freski i rzeźby w kaplicy, a jako koneser sztuki, typowy renesansowy papież, nie mógł na to pozwolić). Czarny dym oznacza, iż głosowanie nie przyniosło rezultatu, biały – odwrotnie: papież został wybrany. Kolor dymu jest wymuszony specyfikami chemicznymi dodawanymi do palonych kartek.

Papabile – włoskie słowo oznaczające tego, kto może zostać papieżem. Dziś to termin odniesiony do tego kardynała (lub kardynałów), który jest poważnym kandydatem na kolejnego Następcę św. Piotra. W rzymskich gazetach, ale nie tylko, stale wskazuje się listę faworytów do papieskiego tronu. To są spekulacje, choć często oparte o przecieki z kurii rzymskiej, odpowiadające trendom i zakulisowym działaniom, stale obecnym w tej niezwykle ważnej strukturze Kościoła katolickiego.

Dziś sytuacja jest bezprecedensowa. Obok urzędującego papieża, będącego w zasadzie ostatnim feudalnym władcą we współczesnym świecie (choćby symbolicznie, tytularnie itd.), w Watykanie przebywa cały czas papież emeryt, poprzednik Franciszka Benedykt XVI. W tym kontekście trzeba zauważyć, że dopóki Benedykt żyje, spacerując po ogrodach i grając na fortepianie ulubione kawałki „klasyków” (na ile mu pozwala zdrowie), drugi papież emeryt jest dla struktury Kościoła nie tyle niepożądany, ale wręcz niemożliwy do zaakceptowania. Już obecna sytuacja, gdzie półprywatne enuncjacje czy wywiady Benedykta fruwają w przestrzeni kościelnej i medialnej, jest dość uciążliwa dla urzędującego papieża i funkcjonowania nawy Kościoła. Zwłaszcza kiedy obaj Następcy św. Piotra – papież emeryt i urzędujący papież – różnią się doktrynalnie, osobowościowo, pod względem wizji przyszłości katolicyzmu na świecie, temperamentu etc. Sama obecność Benedykta, przy jego zachowawczych poglądach na wiele kwestii dotyczących Kościoła we współczesnym świecie, pobudza opozycję i prokuruje debaty wprost podważające hierarchiczność Kościoła i pozycję Namiestnika św. Piotra w strukturze instytucji.

W kolegium kardynalskim istnieją oczywiście nieoficjalne frakcje, koterie czy orientacje quasi-polityczne czy nawet – polityczne sensu stricte. Watykan to przecież polityka, w globalnym, międzynarodowym wymiarze. Specjaliści i znawcy zagadnienia (watykaniści), tacy jak m.in. Amerykanin John C. Allen jr, wyróżniają trzy zasadnicze frakcje czy stronnictwa. Umownie nazywa się je „patrolem granicznym”, „solą ziemi” (od słynnego wywiadu-książki Petera Seewalda z kard. Józefem Ratzingerem z 1996 r.) i „reformatorami-progresistami”. Z grubsza taki podział – ale na konserwatystów-montanistów i reformatorów-progresistów – utrzymuje się de facto od Vaticanum II. Stosunek do ostatniego Soboru Powszechnego i interpretacja dokumentów oraz uchwał tego gremium (a przez to relacje ze światem zewnętrznym, dzisiejszym, ze zmieniającą się w szybkim tempie społeczną rzeczywistością) są tu zasadniczym probierzem i podstawą klasyfikacji.

Patrol graniczny grupuje purpuratów o poglądach konserwatywnych, przeciwnych zdecydowanie relatywizmowi (jaki zarzucają współczesnej kulturze), jak i laicyzacji życia. Relatywizm ich zdaniem to przede wszystkim panujący pogląd, że „ludzie mają prawo do swojego, indywidualnego zdania” we wszystkich sprawach. Pozbawia ono bowiem człowieka bojaźni bożej i czołobitności wobec kościelnych – hierarchicznie zadekretowanych i historycznie ugruntowanych – autorytetów. W laicyzacji oraz towarzyszącemu jej sekularyzmowi widzą zagrożenie dla kierowniczej roli Kościoła w życiu publicznym, w kulturze, we wszystkich dziedzinach życia społecznego. Remedium na te bolączki widzą w ścisłym przestrzeganiu doktryny, a nawet powrocie do tzw. epoki Piusów. To wspólnota traktowana jako „łódź podwodna”, „oblężona twierdza” w dzisiejszym świecie. Są to przeważnie nominaci Jana Pawła II. Benedykt XVI jest uosobieniem tego sposobu patrzenia na świat, Kościół i lud boży. A także – na całą ludzkość.

„Sól ziemi” to tytuł książki zawierającej wywiad niemieckiego dziennikarza i watykanisty Petera Seewalda z ówczesnym (1996) szefem Kongregacji Doktryny Wiary (dawne Św. Oficjum, a jeszcze wcześniej – instytucja rzymskiej inkwizycji), kard. Józefem Ratzingerem. Późniejszy papież uważał wówczas, iż Kościół będzie dryfował ku małej, ale silnie spolaryzowanej wobec świata wspólnocie, mającej atakować zło niemieszczące się w fundamentalistycznie pojmowanej doktrynie. Wzorem ma tu być funkcjonowanie i rola w społeczeństwie pierwotnych gmin chrześcijańskich (w I-II w. n.e.). Zdaniem tych kardynałów lud boży (czyli hierarchia i laikat) nie mogą pozostawać bierną masą, lecz aktywnie włączać się w zwalczanie niezgodnych z nauką magisterium tendencji i trendów. Widzą aktywną rolę Kościoła także w polityce i decyzjach administracyjno-politycznych. Dzieli ich stosunek do spraw społecznych – czy ma to być model konserwatywno-neoliberalny czy demokratyczno-liberalny z akceptacją solidarności społecznej i ekonomicznej sprawiedliwości.

I wreszcie reformatorzy. To grupa kardynałów zwolenników zwiększania kolegialności wewnątrz Kościoła, decentralizacji władzy na rzecz wspólnot lokalnych oraz aktywizacji (także w liturgii) laikatu, przychylnie patrzących na demokrację oraz tolerancję dla pluralizmu kulturowego, różnorodności interpretacji doktryny (w zależności od lokalnych, uwarunkowanych miejscową kulturą, sytuacji). Chcą, aby kuria rzymska nie była apriorycznym urzędem w stylu feudalno-absolutystycznym, a strukturą pomocną w rozwiązywaniu problemów lokalnych, specyficznych dla różnych regionów i kultur. To kontynuacja ducha Vaticanum II i progresywnego trendu w Kościele i teologii, który doprowadził do jego zwołania. To w tym gronie debatuje się nad zniesieniem (czy powolnym ograniczaniem roli) celibatu wśród duchowieństwa, wyświęcaniem – ewentualnym – kobiet i zwiększaniem ich roli w życiu Kościoła, zmianą stosunku do antykoncepcji i tego, co wiąże się z seksualnością człowieka. Powołują się na zalecenie Pawła VI, że zadaniem Kościoła w dzisiejszym świecie jest występowanie „z dobrą wolą, a nie bezpardonową naganą”.

Ciekawym zjawiskiem, odwrotnym do czasów II Soboru Watykańskiego i lat tuż po nim, jest to, iż bardziej progresywnymi, bardziej reformatorskimi i postępowymi jawią się hierarchowie z Zachodu (Europa i USA), a w mniejszym stopniu – z Ameryki Łacińskiej zaś purpuraci z Afryki i Azji są odbierani (w swej masie i liczebności) jako ostoja konserwy, doktrynalnego fundamentalizmu i teologicznego wstecznictwa. Ten trend obserwowany jest zresztą także w innych denominacjach chrześcijańskich (zwłaszcza wspólnot ewangelikalnych, które w obu Amerykach stały się nośnikiem neoliberalizmu społecznego i obyczajowego ultrakonserwatyzmu). Wielki wpływ na taki rozwój sytuacji miały nominacje kardynalskie i biskupie dokonywane przez Karola Wojtyłę podczas niezwykle długiego, bo 27-letniego pontyfikatu. Także nadanie przez papieża Polaka nauce Kościoła wybitnie konserwatywnego i dogmatycznego charakteru – w wymiarze teologicznym i doktrynalnym – miało tu niewątpliwie spore znaczenie.

Dość charakterystyczne i dające jakiś pogląd na przewidywany – ewentualnie – przebieg konklawe są bukmacherskie zakłady. Zwłaszcza zamiłowanie Anglosasów do hazardu jest tu niezwykle charakterystycznym. To w tych agencjach cały czas przyjmuje się zakłady w przedmiocie zwycięzcy przyszłego konklawe: najbardziej znane to irlandzka agencja Paddy Power czy angielska William Hill.

Wydanie:

Kategorie: Od czytelników

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy