Pamiętajmy, żeby nie wróciło

Pamiętajmy, żeby nie wróciło

Nie chcę dokonywać imiennego podziału środowisk politycznych i naukowych w związku z prowadzonym przez nie czczym dyskursem wokół nazwania rzezi wołyńskiej ludobójstwem. Taki podział jednak istnieje, ale nie chodzi przecież o formalne użycie tego pojęcia. Chodzi o budowanie współczesnej polityki Europy Wschodniej, chociaż może nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. I nie wiem, która opcja jest bliższa szacunku dla narodu ukraińskiego.
Tym, którzy chcieliby sprawę pamięci tamtych lat zamieść pod dywan, wydaje się, że zapobiegają poniżaniu narodu, a może i młodego jeszcze państwa ukraińskiego. Tym, którzy żądają bezwzględnej prawdy, zdaje się, że tylko na niej można zbudować prawdziwe pojednanie.
A przecież naprawdę chodzi tylko o kształt współczesnych stosunków w Europie Wschodniej. O to, czy uda się odciągnąć Ukrainę od Rosji, czy uda się przekonać Ukrainę, że jesteśmy dla niej lepszym partnerem. 11 lipca w TVN pani marszałek Ewa Kopacz powiedziała, że „musimy wyrwać Ukrainę ze szponów Rosji”. Wypsnęło jej się to tylko raz. W innych programach już tego nie powtórzono, ale jest to cała prawda o podjętej 12 lipca uchwale Sejmu.
To wpychanie dziś Ukrainy do Wspólnoty Europejskiej jest przecież działaniem wymierzonym przeciwko Rosji. Przypomina mi to wbijanie do ciasta nadpsutego jajka. Przecież z natury rzeczy Ukraina jest od wieków bardziej zbliżona z Rosją niż z Polską. Ukraińcy pamiętają, że w II Rzeczypospolitej jako mniejszość narodowa byli wprawdzie formalnie traktowani jako pełnoprawni obywatele, ale pojedynczy Mychajło czy Iwaś był dla polskich „panów” zwykłym „mużykiem”, choćby oni byli tylko sklepikarzami czy referentami w gminie.
Godność narodowa Ukraińców utwierdza się nie dlatego, że zapominamy o mordach dokonywanych przez upowców, wyrodnych synów tego narodu, lecz dlatego, że już nie mają wokół siebie „panów”. Oni dojrzewają do europejskiego partnerstwa, ale trzeba im dać czas i pomóc poznać własną historię, która tak tragicznie splotła się z naszą. Oni nie potrzebują naszej łaskawej niepamięci. Ale są wśród nich tacy, którzy z takiej niepamięci wyciągają niewłaściwe wnioski. Na zachodniej Ukrainie cichutko sączy się nowy, ale wyrastający z „dumy” dokonań rzezi wołyńskiej, jad nacjonalizmu. I to jest groźne, o wiele bardziej niż dziś już niezbyt prawdopodobny alians z Rosją.
W lipcu 2003 r., kiedy szliśmy przez Poryck na uroczystość 60-lecia rzezi wołyńskiej, wzdłuż drogi stały gromadki ludzi trzymających transparenty z powitalnymi hasłami. Zapadło mi w pamięć jedno: „Pamiętajmy, żeby nie wróciło”. Żeby nie wróciło – i to jest najważniejsze.

Wydanie: 31/2013

Kategorie: Od czytelników
Tagi: Maria Berny

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy