Listy od czytelników nr 30/2019

Listy od czytelników nr 30/2019

Lekcja Witosa
Decyzja PSL o odcięciu się od lewicy i tworzeniu własnego bloku wywołuje skojarzenia historyczne. Twórcy ruchu ludowego, ks. Stanisław Stojałowski i Wincenty Witos, byli zwalczani przez kler katolicki. Wincenty Witos nie mógł przystąpić do wielkanocnej spowiedzi u swojego proboszcza, a biskup tarnowski potępiał go i zwalczał. Spowiadał Witosa ksiądz, który uznawał oświatę chłopów za rzecz szlachetną i dawał mu kartkę o odbyciu spowiedzi. Największe zasługi położył Witos, współpracując z socjalistą Ignacym Daszyńskim. Raz – tworząc 7 listopada 1918 r. pierwszy polski rząd, i po raz drugi – w Rządzie Obrony Narodowej w 1920 r. Przecież „zbawca Polski” uciekł z rządu do Nowego Sącza i wrócił do sztabu generalnego, gdy bolszewicy uciekli spod Radzymina. Klęska Witosa zaczęła się, gdy przystał do rządu Chjeno-Piasta. Potem był proces brzeski i wygnanie z kraju. Witos przez długi czas traktował swoją wiarę jako sprawę osobistą, oddzieloną od działalności społecznej i politycznej. Gdy zmienił orientację, przyszły klęski. Czyżby PSL chciało powtórki z historii?

Krzysztof Pachla

Wszystko, co służy większej i sprawiedliwszej redystrybucji, jest dobrym pomysłem. Jeśli faktycznie pieniądze na tę ulgę idą z uszczelnienia innych podatków, np. VAT, i skorzystają z niej tylko ci młodzi ludzie, którzy zarabiają relatywnie mało (maksimum 85 tys. zł brutto rocznie, czyli do ok. 5 tys. zł netto miesięcznie), to czemu nie.

Bruno Skalski

Rozwiązania systemowe powinny mieć określony cel. Nie może nim być kupowanie kolejnej grupy wyborców. Zwolnienie młodych ludzi miałoby sens, gdyby było uzależnione od wielkości dochodu. Są młodzi ludzie zatrudnieni w firmach rodziców i zarabiający ogromne pieniądze. Zwolnienie ich z PIT jest demoralizujące. W prywatnych firmach rodzinnych może to też prowadzić do rozwiązań omijających prawo.

Bożena Miernik

Tylko nie Arłukowicz
W felietonie z 28. numeru red. Jerzy Domański postawił interesującą diagnozę i niezbyt trafną opinię dotyczącą przyszłego kandydata na urząd prezydenta. Kandydatura Bartosza Arłukowicza byłaby fatalna z wielu powodów. Ale po kolei.

Zgadzam się z red. Domańskim, że urząd prezydenta przerósł Andrzeja Dudę. Jest niesamodzielny, łamie konstytucję, na którą przysięgał, popełnia błędy, które wiele kosztują nas wszystkich. Ale Andrzej Duda pozostaje liderem sondaży i bardzo poważnym kandydatem do reelekcji. Jego rywalem nie może być zatem byle kto. Musi to być lider z prawdziwego zdarzenia, mający ideowy kręgosłup. A tego z pewnością nie można powiedzieć o byłym polityku SLD.

Wszyscy pamiętamy woltę Bartosza Arłukowicza w 2011 r., gdy Donald Tusk powołał go na stanowisko sekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i pełnomocnika premiera ds. przeciwdziałania wykluczeniu społecznemu. Przeszedł od razu do klubu PO, odcinając się od lewicowej tożsamości. A funkcja pełnomocnika premiera ds. przeciwdziałania wykluczeniu społecznemu zadziwiająco szybko została zlikwidowana. Donaldowi Tuskowi potrzebny był głos lewicowych wyborców, aby wygrać wybory i osłabić SLD.

Arłukowicz dał się kupić, choć wcześniej nie zostawiał na Tusku i PO suchej nitki. W 2009 r., kiedy był jeszcze posłem lewicy, na pytanie o PO stwierdził: „Jezus Maria, jest tak plastikowa, że aż mnie to boli. Nie rozumiem, dlaczego ten plastik tak strasznie podoba się ludziom. (…) Jest obła, śliska, taka masa, która się podporządkowuje oczekiwaniom zewnętrznym. Mistrzem plastikowości jest Donald Tusk”. Jaką my, wyborcy, mamy pewność, że dziś Bartosz Arłukowicz jest tym, kim jest?

Aby uniknąć błędu wizerunkowego i nie powtórzyć katastrofalnego wyniku z 2015 r., jak to było z Magdaleną Ogórek, lewica powinna wystawić kogoś rozpoznawalnego i z dorobkiem. Jest to w tej kadencji o tyle trudne, że lewicy nie ma w parlamencie. SLD musiałby zatem postawić na którąś ze swoich samorządowych gwiazd. W grę może wchodzić Krzysztof Matyjaszczyk, były poseł, a od 2010 r. prezydent Częstochowy. Trudno będzie powtórzyć sukces Aleksandra Kwaśniewskiego, ale wybory prezydenckie są mniej przewidywalne niż wybory parlamentarne. Byliśmy wszyscy tego świadkami w 2015 r. Jeżeli w przyszłym Sejmie lewica utworzy klub parlamentarny, jest czymś naturalnym, że mając kadry i struktury, będzie musiała wystawić własnego kandydata lub kandydatkę, a w drugiej turze poprzeć przeciwnika urzędującego prezydenta.

Przemysław Prekiel

Nie muszę się wstydzić, że jestem Polakiem
Od lat czytam PRZEGLĄD i felietony prof. Bronisława Łagowskiego. Cenię jego głęboką mądrość, racjonalne poglądy i doskonałą polszczyznę. Te parabole stylistyczne i jakby nacięcia skalpelem chirurgicznym. Właśnie studiuję też nową książkę prof. Andrzeja Walickiego „O Rosji inaczej”. Taką publicystykę czy poważne rozprawy czyta się z prawdziwą przyjemnością, tym bardziej że – niestety – w obecnej dobie polscy profesorowie legitymują się miernymi kwalifikacjami intelektualnymi i moralno-etycznymi, a czasami sprawiają nawet wrażenie, jakby zaprzeczali teorii Kopernika i jeszcze głosili, że Ziemia jest płaska. Dzięki takim osobom jak profesorowie Łagowski i Walicki nie muszę za granicą kompletnie się wstydzić, że jestem Polakiem. Choć nie wiem, czy można mieć jakąś nadzieję na rugowanie polskiego kołtuna.

Ryszard Wiśniewski, Toruń

Modna książka o czasach Gomułki
Jestem zbudowany recenzją książki Zbigniewa Siemiątkowskiego („Gorące lata Gomułki”, PRZEGLĄD nr 27). Zwłaszcza zwróceniem uwagi na rozmaite grupy, frakcje, koterie, które walczyły o wpływy i władzę w PRL za czasów Władysława Gomułki. Jest to szczególnie ważne w obecnym, gorącym czasie, w odniesieniu do obecnej władzy, która prezentuje się jak beton. Kto by ich więc nie lubił? Nie ma żadnych koterii, przecieków, głosów krytyki na swoich, żadnych zamachów na władzę, jedynie czegoś tam chce totalna opozycja.

Nie zgadzam się tylko, że jest to książka niemodna. Jest to książka jak najbardziej modna i użyteczna, szczególnie w okresie przedwyborczym, kiedy ludziom w naszym kraju należy pokazywać, jaki to bałagan panował w Polsce Ludowej, w porównaniu do sielskich czasów, które zafundowało nam PiS.

Jest to istotne również dla zrównoważenia tego, co wypisują i pokazują tzw. wolne media – wszędzie pełno ludzi prawicy. Nie wspomnę o telewizjach, gdzie zwykle aż się roi od zadowolonych, uśmiechniętych twarzy, głównie pisowców. Tak sobie wyobrażam ten sposób przekazu, bo przecież nieważne, co się pisze i pokazuje – grunt, żeby odpowiedni ludzie byli cały czas na widoku.

I jeszcze jedna refleksja – siły demokratyczne uważają, że wolność i demokracja polegają na obronie praw mniejszości. W tym rozgardiaszu zapomina się o większości, o jej prawach i problemach. Dobrze więc, że przynajmniej PiS i jego sojusznicy nie zapomnieli. I dlatego suweren też robi, co należy, głosując na tych, którzy o nim pamiętali niezależnie od intencji, jakie temu towarzyszyły i towarzyszyć dalej powinny.

Edward Kałwiński, Marki

Kto ty jesteś? Polak mały
Cytowana przez prof. Jana Widackiego w felietonie „Kto ty jesteś? Polak mały” (PRZEGLĄD nr 29) piosenka zaczynająca się od słów „O mamo, otrzyj oczy…” nie jest o Jurku Bitschanie. To „Orlątko” Oppmana. Piosenka o Jurku Bitschanie jest autorstwa Anny Fischerówny i zaczyna się tak:

Mamo najdroższa, bądź zdrowa,
Do braci idę w bój –
Twoje uczyły mnie słowa,
Nauczył przykład Twój.

Też śpiewała to moja Mama.

Jadwiga

Wydanie: 30/2019

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy