Listy od czytelników nr 37/2019

Listy od czytelników nr 37/2019

Wojenne decyzje
Każda rocznica klęski wrześniowej zapisuje się sporami dotyczącymi odpowiedzialności ludzi mających większy lub mniejszy w niej udział. Artykuł Pawła Dybicza (PRZEGLĄD nr 35) jest solidnie udokumentowany. Ale od pewnego czasu pojawiają się autorzy, którzy „w obronie prawdy”, bez dokumentacji historycznej, snują własne wersje zdarzeń i oceniają bohaterów września. W „imię prawdy” został m.in. spostponowany przez Mariusza Borowiaka mjr Henryk Sucharski, komendant składnicy tranzytowej na Westerplatte, za próbę poddania placówki już 2 września. Nie dopuścili do niej podlegli Sucharskiemu oficerowie, jakoby z użyciem siły wobec załamanego dowódcy. Sucharski miał prawo podjąć taką decyzję, nie uchybiając honorowi żołnierza. Minęły wszelkie terminy obrony wyznaczone przez naczelne dowództwo. Wiedział, że pomoc nie nadejdzie. Placówka była po ciężkim bombardowaniu i zniszczeniu wraz z załogą jednego z głównych punktów obrony. Przybywało zabitych i rannych. Zgodnie z pragmatyką wojskową o osobistej odpowiedzialności dowódcy miał prawo sam podjąć decyzję o zakończeniu walki. Podlegli mu oficerowie mieli natomiast obowiązek poddać się jego decyzji. Nie poddali się, okazali się buntownikami (nie wykonali rozkazu) i bardziej straceńcami niż bohaterami.

Miesiąc później gen. Franciszek Kleeberg poddał swoje zgrupowanie, które nie wyczerpało jeszcze możliwości walki. W znanym rozkazie uzasadnił to koniecznością zachowania krwi żołnierskiej, która może być jeszcze potrzebna. Wiadomo, i to nie plotki, że część oficerów była przeciwna decyzji o kapitulacji i uciekła, lecz nie buntowała się przeciw rozkazowi. Jak opowiadali mi mieszkańcy okolic Kocka, wielu w obliczu klęski, w rozpaczy wybrało samobójczą śmierć, co nie było oznaką buntu, lecz zadośćuczyniło ich pojęciu honoru. Nikt nie potępia gen. Kleeberga, co więcej, stawia się go za wzór dowódcy.

Prof. dr hab. Ryszard Turski, Lublin

Jak szkoła?
Niszczenie szkół publicznych zaczęło się już w 1989 r. Zarzucano nauczycielom, że rozwiązują za uczniów prace maturalne, nie uczą, tylko podpowiadają i – co najgorsze – wymagają. Szkołę, której korzenie sięgały okresu międzywojennego, postanowiono „odkomuszyć”. Efektem były m.in. reforma matur oraz wprowadzenie trzyletnich gimnazjów i trzyletnich liceów. Efekty? Dawna matura np. z historii sprawdzała umiejętność posługiwania się językiem polskim, znajomość faktów, umiejętności analizy i syntezy materiału. Nie bez znaczenia były egzaminy ustne, których dziś brakuje. Gimnazja można by pozostawić przy podstawówkach, uczniowie o większych możliwościach intelektualnych mogliby zaliczyć gimnazjum przy szkołach maturalnych. Co roku „Perspektywy” tworzą rankingi szkół. Czołowe miejsca zajmują w nich szkoły publiczne czy prywatne?

Bogdan

Wydanie: 37/2019

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy