Lokatorzy na froncie

Lokatorzy na froncie

Opór

Jedno z pierwszych wspomnień Wandy związanych z Warszawskim Stowarzyszeniem Lokatorów to blokady eksmisji. Bronili lokatorów przed komornikiem i policją. – Nie mogli się dostać dołem, to wybijali na górze ścianę i jeden po drugim wchodzili. Jak już kilku weszło, to był koniec. Ściągali nas za głowy po schodach. Nieraz człowiek dostał policyjną pałą – opowiada Wanda. Blokady trwały cztery-sześć godzin, zdarzało się, że komornik ustępował. Wzywali karetkę, lekarze często pomagali. Mówili, że chory nie może opuścić mieszkania. – Eksmisje działały na naszą psychikę: znowu się nie udało, znowu bruk i ta obezwładniająca bezradność – wspomina. Przez lata spędziła wiele godzin na schodach kamienic.

Walka z mafią – bo tak mówią o tzw. spadkobiercach – oznacza dla nich wielki stres i wiele ran. Mimo niepowodzeń nie poddają się. – To był bój o być albo nie być. Nieprzespane noce, człowiek budził się zlany potem i miał przed oczami kamienice. Lęk przed eksmisją, załamania nerwowe, leki na uspokojenie, wypadające włosy, problemy z paznokciami i żołądkiem – wylicza Wanda. Stres dał jej w kość podwójnie. Jest astmatyczką. Miewała ataki. Jednak na pytanie o to, co by odpowiedziała, gdyby ktoś ją wybudził w środku nocy hasłem: Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów, mówi zdecydowanie:

– Przyjaźń! Zwarcie, opór, walka, klema, która ścisnęła nas, dodając nam sił.

Wanda zawsze powtarza innym członkom Lokatorów: – Zobaczycie, kiedyś będzie lepiej.

Święta własność

Jan mieszkał w 20-metrowej klitce. Jego dobytek stanowiły pralka, lodówka i kuchenka. Nowy właściciel wyrzucił to wszystko przez okno. Wystarczyło, że pomachał świstkiem – „aktem własności”. Własność spadkobiercy tym się różniła od własności obywatela, że była chroniona przez państwo. Metody nowych właścicieli z czasem stały się normą. Wystawiali dobytek na klatkę schodową, ładowali do kontenera, wybijali okna na klatce albo je zamurowywali. Ogradzali teren, żeby można było przejść tylko dookoła. Ze świętym prawem własności lokatorzy zawsze sromotnie przegrywali. Od policjantów słyszeli, że nic nie można zrobić, nawet wejść bez pozwolenia nie mogą, bo to jest własność prywatna.

– Pamiętam, jak na Hożej rozwalali drzwi i okna. Zastawiliśmy im drogę, czym się dało, blokowaliśmy, to było małe mieszkanko, kobieta o kulach z synem. Masa ludzi.
Na takie blokady przychodziło wiele osób związanych z Warszawskim Stowarzyszeniem Lokatorów, ale też członkiń i członków kolektywu Syrena czy Lewicowej Alternatywy. Wanda: – Były drastyczne sceny, siłą nas wynosili. Jeden za ręce, drugi za nogi i wynocha. Własność pomagała odzyskiwać armia antyterrorystów. Mieli kominiarki, karabiny, potężne, wysokie buty, jakbyśmy byli terrorystami.

Strony: 1 2 3 4 5

Wydanie: 40/2016

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. ...
    ... 8 października, 2016, 20:04

    myślę że taka sama sytuacja byłaby w Falkowie gdyby mieszkańcy nie zrobili sobie indywualnego ogrzewania…!!!!!!także proszę wszystkich o przemyślenie tego artykułu…

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy