Ludzie i granice

Ludzie i granice

Jest tylko jedna droga do pokoju na Ukrainie: zapytanie mieszkańców Donbasu i Krymu, jaką przyszłość państwową chcą wybrać

Podejmuję temat o wielkiej wadze, bo skutkujący od lat trudnymi do wyobrażenia katastrofami dotykającymi ludzi w wielu miejscach naszego niespokojnego globu. Wszyscy jesteśmy obywatelami jakiegoś państwa, członkami pewnego społeczeństwa, żyjemy w kraju mającym określone granice. Jestem zadowolony z granic mojego kraju, jak pewnie większość współobywateli. Jednak nie wszyscy na świecie są zadowoleni z kraju, w którym przyszło im żyć. Wielu chce coś zmienić.

Swego czasu miałem wielu przyjaciół w Czechosłowacji – w Bratysławie, Pardubicach, Pradze. Pewnego razu dowiedziałem się, że Słowacy chcą wydzielić sobie z Czechosłowacji własne państwo. Byłem zaskoczony i zdumiony. Pytałem przyjaciół Słowaków, czemu podjęli to dzieło. Moim zdaniem wyjaśnienia nie były przekonujące. Jednak Słowacy byli zdeterminowani i zamierzali utworzyć własne państwo; uznali się za naród i skorzystali z prawa do samostanowienia, czyli z prawa do utworzenia własnego państwa. 1 stycznia 1993 r. Czesi i Słowacy podzielili sprawnie Czechosłowację na Czechy i Słowację, bez cienia wrogości, bez jednego wystrzału, zachowując znakomite relacje i wzajemny szacunek. Co za wspaniałych sąsiadów mamy na południu!

Szkoci lepsi niż Ibo

Czy ludzie zamieszkujący określone terytorium, połączeni językiem, religią, pochodzeniem plemiennym, kolorem skóry itp. mają prawo uznać się za naród i zażądać utworzenia własnego państwa? Z największym przekonaniem twierdzę, że mają takie prawo. Brytyjczycy niedawno zapytali Szkotów, czy chcą być z nimi we wspólnym państwie, czy wolą utworzyć własne. Większość Szkotów opowiedziała się za Zjednoczonym Królestwem. Z uznaniem przyjęliśmy referendum, z szacunkiem ich decyzję. Kto wie, czy w najbliższych latach Hiszpanie nie zadadzą Katalończykom podobnego pytania.

Jednak 50 lat temu Wielka Brytania odmówiła uznania istniejącego w latach 1967-1970 państwa Biafra. Utworzone przez lud Ibo państwo obejmowało wschodni region Nigerii, dawnej kolonii brytyjskiej. Lud Ibo miał prawo do samodzielnego państwa, encyklopedia szacuje jego liczebność na 34 mln, wobec 190 mln mieszkańców całej Nigerii. Jednak rząd centralny Nigerii, a także rząd Wielkiej Brytanii były innego zadania. Wojskowa interwencja Nigerii spowodowała, że zginęło ok. 1 mln ludzi, i państwo Biafra po trzech latach zniknęło z mapy. Dlaczego ludowi Ibo odmówiono prawa do samodzielnego bytu?

Za mało wiem, by odpowiedzieć na to pytanie. Okazało się, że państwa kolonialne uznały ustanowione przez siebie granice za święte i nienaruszalne. Granice między dawnymi koloniami angielskimi, francuskimi, belgijskimi, portugalskimi wytyczono przy użyciu linijki i ołówka, bez zwracania uwagi na ludzi, którzy zamieszkiwali dzielone przez Europejczyków tereny. Wytykając niegodziwości i zbrodnie faszyzmu czy komunizmu, warto pamiętać o niegodziwościach i zbrodniach kolonializmu. Po zamrożeniu zasadą „nienaruszalności granic” obszarów dawnych kolonii powstał zbiór zamrożonych chwilowo konfliktów między zamieszkującymi je ludźmi. Konflikty te są jak bomby z opóźnionym zapłonem – jeśli do tej pory nie wybuchły, zrobią to wcześniej czy później. Rozgrywający się na naszych oczach konflikt Tutsi i Hutu kosztował życie setek tysięcy ludzi, rozpadł się utopiony we krwi Sudan, rozpadła się Libia, Tuaregowie nie spoczną bez utworzenia własnego państwa. Czy pomagamy ludziom w Afryce rozwiązać ich konflikty, zapobiegać nieszczęściom i rozlewowi krwi? Owszem, Legia Cudzoziemska pomaga utrzymać pokój tu i tam (np. w okolicach obfitych w uran). Ale tylko zastosowanie prawa do samostanowienia może trwale rozwiązać plemienne i narodowe konflikty.

Prawo Kurdów

Bliski Wschód jest regionem, w którym rozpad imperium osmańskiego pieczętowano ustanowieniem nowych granic, często także wytyczanych wzdłuż linijki. Wielka Brytania i Francja były zadowolone. Kurdów przy podziale tortu nie było.

Od kilku dekad obserwujemy, jak ten naród bezskutecznie usiłuje utworzyć własne państwo. Jego wysiłki okupiono dziesiątkami tysięcy zabitych i setkami tysięcy rannych. Uważam, że Kurdowie mają prawo do samodzielnego państwa, a obowiązkiem Europy jest pomóc im w tym dziele. Jednak Europa spętana kolonialną przeszłością, politycznymi grami, przywiązana do zasady nienaruszalności granic zapomniała o pryncypiach, zgodnie z którymi premier Cameron postawił pytanie Szkotom. Podobnie USA zaabsorbowane zwalczaniem skutków własnej nieodpowiedzialności nie uznają, że prawo do samostanowienia jest niezbywalnym składnikiem praw człowieka. Stany Zjednoczone zapomniały o słynnej deklaracji prezydenta Woodrowa Wilsona, przyznającej m.in. Polakom prawo do posiadania państwa.

Na terytorium Iraku i Syrii rozgrywa się tragedia dziesiątków milionów ludzi, jest ponad 1 mln ofiar, rozpadły się dwa państwa. Patrzymy bezradnie na śmierć i cierpienia, bo Turcja nie wyraża zgody na podzielenie Iraku na trzy państwa: szyickie, sunnickie i kurdyjskie. Obawiamy się otworzyć puszkę Pandory, a nie widzimy, że ona już jest otwarta. Najwyższy czas dać ludziom zamieszkującym Irak i Syrię prawo do samostanowienia i pomóc im inaczej, niż wysyłając broń, amunicję i instruktorów wojskowych.

Wygodny konflikt na wschodzie

Związek Radziecki rozpadł się w wyniku pewnej decyzji podjętej w sierpniu 1991 r. w Puszczy Białowieskiej, a zatwierdzonej w grudniu tegoż roku. Wielkie terytorialnie państwo podzieliło się na kilkanaście mniejszych. Liniami pęknięć były wewnętrzne granice ustalone między republikami na podstawie różnych, czasami przypadkowych kryteriów. Miliony ludzi na całym świecie odetchnęły z ulgą, ale nie wszyscy. Kilka milionów obywateli dawnego ZSRR załamało ręce. Euforia 15 nowych prezydentów nie pozwoliła im zająć się losem tych kilku milionów obywateli, chyba w większości Rosjan, którzy po rozpadzie ZSRR znaleźli się nie tam, gdzie chcieli. Na liście źle rozwiązanych problemów pojawiły się nowe pozycje. Nie czekaliśmy długo… Najpierw Gruzja, potem Ukraina. Prawu do samostanowienia po raz kolejny przeciwstawiono zasadę nienaruszalności granic. W rezultacie zginęło kilka tysięcy ludzi, dziesiątki tysięcy straciły domy i dobytek, fala nieszczęścia zalała Donbas. Ludzie giną nadal. A przecież wystarczyło, wzorem premiera Camerona, zapytać w referendum mieszkańców Krymu i Donbasu, jaką przyszłość państwową wybierają. Ta droga nadal jest koniecznością, jeśli chcemy powstrzymać pochód śmierci i nieszczęścia na Ukrainie. Niestety, nikt nie oczekuje, że mieszkańcy Ukrainy zaakceptują sposób myślenia Czechów i Słowaków.
Trudno w to uwierzyć, ale żarzący się konflikt na Ukrainie jest akceptowany przez wiele rządów i ich ministrów, także przez wielu polityków w Kijowie. Z wielu powodów osłabianie Rosji jest celem polityki państw, które sięgają po arsenał zimnej wojny. Nie ulega wątpliwości, że konflikt na Ukrainie jest wygodnym narzędziem dla zwolenników zimnej wojny.

Europa powinna jednak mieć na uwadze ogrom nieszczęść, które dotknęły mieszkańców Kijowa, Odes­sy (wypróbowano tam zapomniany sposób pozbywania się przeciwników politycznych), Krymu i Donbasu. Jest tylko jedna dobra droga do akceptowalnego pokoju: użycie prawa do samostanowienia i zapytanie mieszkańców Donbasu i Krymu, jaką przyszłość państwową chcą wybrać. Trzeba uznać ich nienaruszalne i niezbywalne prawo, bo to jest ich terytorium, ich ziemia, a oni są tam suwerenem. Pomóżmy mieszkańcom Lwowa i Kijowa zrozumieć to prawo i pogodzić się ze skutkami tego zrozumienia. Znaczna część odpowiedzialności za los mieszkańców Ukrainy spoczywa na nas, mieszkańcach Europy.

Autor jest emerytowanym profesorem Politechniki Warszawskiej

Wydanie: 13/2017

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy