Ludzie wciąż listy piszą

Ludzie wciąż listy piszą

Poczta Polska stopniowo traci monopol, a to oznacza, że strajków i protestów może być coraz więcej

Strajk pocztowców trochę przypomina górę, która urodziła mysz, bo zapowiedzi były znacznie groźniejsze niż rzeczywistość. Obie strony – związki zawodowe uczestniczące w strajku oraz dyrekcja – podają zupełnie odmienne dane dotyczące skali protestu. Zdaniem związków – a strajkuje NSZZ „Solidarność” oraz kilka drobnych organizacji spośród prawie 40, które usadowiły się w Poczcie Polskiej – w akcji uczestniczy prawie 13 tys. pracowników, z czego połowa listonoszy. Zdaniem kierownictwa poczty, te liczby trzeba podzielić co najmniej przez dwa.
Jak na prawie 100 tys. zatrudnionych na poczcie nie jest to porażająca liczba. Z ok. 4,5 tys. urzędów pocztowych, prawie 250 było pod koniec tygodnia zamkniętych. Niby niewiele, ale pamiętajmy, że 3 czerwca zaczęło się od strajku w zaledwie 80 urzędach.

Zawsze ktoś jest niezadowolony

Strajk, choć bardziej się tli, niż bucha płomieniem, jest jednak dość uciążliwy. Cały czas nie pracuje kilka węzłów ekspedycyjnych, z których przesyłki rozsyłane są do poszczególnych urzędów pocztowych, a to oznacza, że w niektórych regionach sparaliżowana mogła być działalność większości urzędów. Tak było np. w woj. pomorskim, gdzie w opinii związkowców strajkuje lub strajkowało ponad 70% pracowników poczty, a w rzeczywistości niespełna 30% co i tak jest jednak bardzo wysoką liczbą.
Jest też w skali kraju parę tysięcy emerytów i rencistów, którzy z powodu strajku nie dostali jeszcze świadczeń. Ich irytację łatwo sobie wyobrazić.
Strajki i protesty na naszej poczcie są już niemal codziennością. Ta instytucja z samej swej natury jest łatwo podatna na tego rodzaju akcje – państwowe zatrudnienie, prawdziwe etaty zamiast jakichś umów zleceń, skrupulatne przestrzeganie wszystkich przywilejów pracowniczych (a im więcej przywilejów, tym łatwiej któryś z nich naruszyć, co daje asumpt do protestu), pełna swoboda i bezpieczeństwo działalności związkowej, wielka liczba związków z których zawsze jakiś będzie niezadowolony, wielu ambitnych szefów, którzy muszą się wykazywać, by nie stracić etatów związkowych – słowem, strajkować nie umierać. A do tego relatywnie niezbyt wysokie płace, choć nie przesadzajmy: listonosze zarabiają 2-3 tys. zł brutto miesięcznie plus 300-1,2 tys. zł w postaci różnych dodatków i napiwków; kasjerki w okienkach 3-5 tys. zł zależnie od wysługi lat. To już nie są głodowe stawki.
Skrzynka dla każdego
W każdym razie wypada się raczej dziwić, że poczta i tak dość rzadko stawała się terenem różnych buntów i protestów. Pewnie już mało kto pamięta duży strajk z jesieni 2006 r. W tym roku protest wybuchł na wiosnę, istniało niebezpieczeństwo, że pocztowcy odmówią pracy pod koniec kwietnia, utrudniając milionom Polaków terminowe wysłanie PIT-ów. Ugaszono go podwyżkami, wynoszącymi średnio 400 zł na głowę i mającymi obowiązywać od sierpnia. Wiadomo było jednak, że kupiono tylko parę miesięcy spokoju, bo porozumienie podpisały związki branżowe, a „Solidarność” nie zrezygnowała z protestu. Związkowi chodzi o to, by cała podwyżka wynosiła średnio 537,50 zł i obowiązywała z mocą wsteczną od 1 stycznia tego roku.
Straty Poczty Polskiej z tytułu strajku sięgają 3 mln zł dziennie, niewykluczone, że coraz więcej klientów zacznie wybierać usługi prywatnych operatorów, którzy już od 2009 r. będą mogli świadczyć takie same usługi jak poczta. Na razie ma ona jeszcze monopol na typowe, najlżejsze listy (do 50 gramów), omijany przez prywatnych operatorów, dociążających koperty, by ważyły ponad 50 g. W sierpniu poczta straci monopol na skrzynki pocztowe – wszystkie firmy doręczające przesyłki będą mogły z nich korzystać.

Marzenie o prywatyzacji

Strajk może przyśpieszyć utratę dominującej pozycji przez pocztę. To nie jest jednak zmartwieniem związkowców, którym chodzi o to, by zagwarantować sobie jak największe pensje – a więc i odprawy – gdy w przyszłym roku zacznie dochodzić do nieuniknionych zwolnień na poczcie, związanych z coraz aktywniejszym wkraczaniem na rynek innych firm, realizujących przekazy oraz dostarczających przesyłki. Oczywiście ta konkurencja nie jest w pełni uczciwa, bo poczta musi się zajmować wszystkimi usługami pocztowymi, a prywatne firmy tylko tymi, które będą się im opłacać – ale monopol na tym rynku jest nie do utrzymania, bo narusza ustawodawstwo unijne.
W rok swego jubileuszu – regularne usługi pocztowe pojawiły się w Polsce równo 450 lat temu – Poczta Polska wkroczyła nękana protestami związkowców. Tak naprawdę wielkim marzeniem liderów związkowych jest rozpoczęcie prywatyzacji poczty. Wtedy będą mogli podjąć strajki, domagając się gwarancji jak najdłuższego zatrudnienia dla pracowników. Na prywatyzację naszej poczty trzeba jednak będzie jeszcze poczekać.

Wydanie: 24/2008

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy