Ludzie wreszcie wyjdą na ulicę

Ludzie wreszcie wyjdą na ulicę

Ułuda leżaczków

Jak w takich warunkach będzie wyglądała solidarność społeczna między ludźmi, których umowy o pracę są pisane pod konkretną osobę? To wręcz wymusza życie na zasadzie: każdy sobie rzepkę skrobie.

– Pytanie o solidarność społeczną jest bardzo ważne. Bo czy od teraz, zgodnie z koncepcją zindywidualizowanych warunków pracy, będzie ona problemem tylko każdego z nas z osobna? Pytał pan, jak żyć. Może lepiej zapytać, jak walczyć? Czy pokolenie, które wchodzi na rynek pracy i nigdy nie miało w rękach Kodeksu pracy, nie powinno go wreszcie przeczytać? Wynotować sobie przepisy, które go dotyczą, i zacząć się zastanawiać, jak można poprawić ten świat i swoje warunki pracy? Wtedy łatwiej zrozumieć, że nie da się tego zrobić bez współpracy z innymi pracownikami, koleżankami i kolegami. Bez wzajemnego zaufania i solidarności.

Nie widzę, żeby moi rówieśnicy zaczytywali się w Kodeksie pracy. Z jednej strony, słyszę, że nie mają kontroli nad swoim życiem, a z drugiej, że jakoś to będzie.

– Niepokoją mnie postawy lekceważenia coraz trudniejszej sytuacji. Mówiąc szczerze, jestem przerażony, gdy idę przez miasto i widzę ludzi, którzy wyciągają się na leżaczkach przed różnymi knajpami i uważają, że wszystko jest OK. W wielu takich miejscach pracuje się od świtu do nocy, bez żadnych zabezpieczeń, zarabiając grosze. Te wszystkie leżaczki, które zamiast Kodeksu pracy wprawiały nas w dobry nastrój, to jakieś nieporozumienie.

Nieświadomi prekariusze beztrosko leżakują przed modnymi knajpami, a życie bez zabezpieczeń społecznych trwa.

– Odnoszę wrażenie, że tylko osoby starsze, te w wieku 50+, martwią się dzisiejszymi warunkami pracy. Tym, że musimy pracować po 60 godzin tygodniowo, że pracodawcy często obiecują nową umowę, która będzie umową stałą, ale z miesiąca na miesiąc nic się nie zmienia. Leżaczki, piwo, wyluzowanie, jest fajnie, tymczasem człowiek wstaje rano w poniedziałek i zaczyna liczyć od nowa. Myślę, że ludzie zbyt łatwo kupują opowieść o tym, że „jest dobrze”. Jeżeli coś idzie nie tak, głosują na Korwin-Mikkego. To może się skończyć dramatycznie.

Ci, którzy głosują na prawicę, mogą liczyć na pomoc maniaków przywiązanych do neoliberalnych rozwiązań.

– Rzeczywiście, Leszek Balcerowicz krzyczy, że to nie fair nazywać umowy śmieciowe śmieciowymi. Dlaczego nie fair, skoro deprecjonują nas jako ludzi pracy? Marek Belka, gdy wchodziliśmy do Unii Europejskiej, obiecał, że Polacy będą pracować dłużej i ciężej. O co mu tak naprawdę chodziło? Młodzi, którzy pracują na umowach śmieciowych, takich deklaracji nie składali.

Podjęto decyzję za nich, ignorując fakt, że będzie rozstrzygająca dla ich przyszłego życia.

– Ludzie w pewnym momencie jednak powiedzą „nie” i wahadło zacznie się odchylać w drugą stronę. Bo jeżeli się nie odchyli, społeczeństwo się rozpadnie. Autorytarne stosunki i niestabilne warunki pracy przenikają do sfery publicznej i politycznej. Jak można, będąc przez wiele godzin w rygorze stosunków autorytarnych, funkcjonować jako wolny obywatel poza miejscem pracy? To trudne, bo te relacje determinują nasze wyobrażenie o tym, jak powinny wyglądać stosunki międzyludzkie w ogóle.

Widzi pan potencjał do odchylenia się wahadła?

– To odchylenie odbywa się przy presji protestów społecznych, które krok po kroku obnażają system. Nowe zabezpieczenia, lepsze warunki pracy, wyższe płace – tego żądają protestujący na całym świecie. Po 2008 r. w wielu krajach dostrzeżono, że ten system nie działa. Obietnice awansu społecznego i ekonomicznego, o których mówiliśmy, składano ludziom młodym, kształcącym się. Wmawiano im, że za moment staną się klasą średnią, ale okazało się, że są co najwyżej drobnomieszczanami i nawet na tym poziomie ich aspiracje nie zostaną spełnione.

Powstanie ważniejsze niż strajk?

Żeby jakaś fala protestów się przetoczyła, ludzie muszą się zorganizować. Jakiś czas temu rozmawiałem z wykładowcą akademickim, który opowiadał, że na jego zajęciach studenci mówią wprost, jak bardzo brzydzą się związkami zawodowymi. Gdyby mogli, nie wpuściliby ich do Warszawy, bo przeszkadzają im palone opony.

– Związki zawodowe nie są warunkiem koniecznym protestu, ale to, o czym pan mówi, jest niepokojące. Związki zawodowe są bardzo ważne. Media, przedstawiając demonstracje związkowców, skupiają się na oponach palonych przez górników. Ale nawet nie zająkną się o przyczynach protestów: że w Polsce w ciągu 25 lat zatrudnienie w tej branży spadło z 400 do 100 tys., że praca jest wymagająca, trudna, że to sektor o najwyższym wskaźniku wypadków przy pracy na 1000 zatrudnionych (według danych GUS za lata 2010-2012). Obrzydzanie świata pracy jest skandaliczne. Na początku lat 80., jak pisze David Ost w „Klęsce Solidarności”, Lech Wałęsa powiedział, że nie zbudujemy wolnej Polski ani dobrobytu, jeśli będziemy mieć silne związki zawodowe. Ta linia jest cały czas realizowana. Ikona związków zawodowych strzeliła związkom zawodowym w oba kolana naraz.

Może trzeba młodym przypomnieć, jaką rolę odgrywają związki zawodowe i co to jest strajk?

– Rozmawiamy o powstaniu warszawskim, o wojnie polsko-radzieckiej, ale nie o tym, skąd się bierze prawo do strajku. Ilu ludzi musiało zginąć, żebyśmy dziś mogli wyjść na ulicę. Studenci być może nie rozumieją tego języka, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby coś powiedzieli swoim językiem. Oczywiście związki zawodowe nie są idealne, ale nie można wylewać dziecka z kąpielą. Wybite szyby, palone opony to tematy poboczne. Kluczowe problemy leżą gdzie indziej. Tutaj zresztą ujawnia się kolejne znaczenie tzw. polityki historycznej.

O jakich grupach zawodowych możemy powiedzieć, że należą do prekariatu?

– Prekariat jest procesem i tak naprawdę można do niego zaliczyć wiele grup. To np. górnicy, których branża jest demontowana. Duża część górników, którzy zginęli w Halembie, była prekariuszami, nie mieli uprawnień górniczych, ale pracowali pod ziemią. Prekariuszami są pracownicy centrów handlowych, usługowych, również pracownicy specjalnych stref ekonomicznych, którzy są nową przemysłową klasą robotniczą. Bezpośrednio zatrudnionych w takich strefach jest ok. 250 tys. ludzi.

Wszyscy oni mają wspólne problemy, ale są rozproszeni. Czy coś może ich połączyć?

– Wiele osób, które należą do tych grup, ma wspólne biografie, przechodzą przez uczelnie. Przy produkcji okien czy samochodów spotykam ludzi, którzy studiują lub studiowali, a teraz są robotnikami z wyższym wykształceniem. Jeżeli połączymy to z faktem, że większość studentów dziennych więcej czasu poświęca na pracę niż na naukę, to mamy względnie spójną grupę. To studenci zasilają swoją pracą centra handlowe czy telefoniczne. Ci ludzie nie przekroczyli jeszcze wieku 26 lat, próbują jakoś zarobić na życie.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 4/2015

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. PPP
    PPP 25 stycznia, 2015, 13:09

    Miło mi poinformować, że na Facebooku zaczyna się gromadzić Polska Partia Prekariatu – zachęcam do odwiedzin i aktywności. Trzeba zacząć kruszyć tę skałę.

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Kyuubix
    Kyuubix 25 stycznia, 2015, 16:21

    Strach bierze, jak się słucha takich idiotyzmów. Pan Urbański chyba mentalnie wyrwał się z czasów kiedy Carl Marx mówił o koniecznej walce klas i rewolucji ogólnoświatowej. Prezentuje tu jakąś dziwną i niespójną karykaturę wywodu na temat społeczeństwa, przy okazji obrażając mnie jako młodego człowieka i zupełnie nie rozumiejąc DLACZEGO wielu młodych ma poglądy liberalne… Ponadto kłamstwem jest, iż na uczelniach promuje się aktywnie neoliberalizm, wręcz przeciwnie prym wiedzie Keynes i jego planowana „wolna” gospodarka, zresztą wystarczy spojrzeć na to co uchwala się w UE, żeby to zobaczyć. Młodzi nie brzydzą się strajkami, paleniem opon ani nawet wybijaniem szyb, mało tego wielu z nich robi to samo co roku na marszu 11. listopada (czego akurat nie popieram). Młodzi brzydzą się wyższości i uprzywilejowania budżetówki i rozrostu biurokracji. Pan Urbański z ekonomią jak widać jest też mocno na bakier, gdyż zauważa, że górników jest już „tylko” 100 tys., ale jakoś pominął to, że dziś zapotrzebowanie na węgiel jest dużo niższe, bo gospodarki są mniej energochłonne, a energia odnawialna w wielu krajach jest już podstawą energetyki. Ponadto jakby celowo unika tematu urynkowienia cen, tzn. pozwolenia by ludzie, czyli rynek pracy sam mógł zdecydować za ile zgodzi się pracować. Jako socjolog powinien też przynajmniej w moim mniemaniu powiedzieć, że to, iż ludzie po studiach mają problemy na rynku pracy jest w głównej mierze ICH WINĄ!! Ja mam 20 lat, znam biegle 2 języki obce, studiuję, a oferty pracy, jakie rozważam oscylują wokół średniej krajowej (w pierwszej pracy). Można? Można! Tylko trzeba się przyłożyć i coś dać od siebie i nie studiować notabene SOCJOLOGII. Każda miernota chciałaby mieć równo, tylko zapracować na to równo już się jej nie chce.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Gooral_UK
      Gooral_UK 25 stycznia, 2015, 17:34

      Kolejny komentarz młodego zarozumiałego studenciaka – oferty pracy to każdy sobie może porozważać – a z faktycznym zatrudnieniem to już ciężko. Choć gwoli ścisłości wypada przyznać że też wypowiadałem się podobnie gdy miałem 20 lat – i nie tylko. Czytałem Misesa, v Hayeka, chodziłem na spotkania UPR i paru innych grup o dość libertariańskich poglądach. Pracowałem, nieraz było tak że studia dzienne łączyłem z pełnym wymiarem godzin (ale zawsze te śmieciówki…) I co? I w końcu z tego „dobrobytu” i „perspektyw” musiałem wyjechać do UK.
      Aha, i nie studiowałem nigdy socjologii czy czegoś podobnego.

      Odpowiedz na ten komentarz
      • tez emigrant
        tez emigrant 25 stycznia, 2015, 20:58

        Bo czlowiek zaczyna madrzec, jak ma lat 30 i okazuje sie, ze jest w punkcie wyjscia. A chcialoby sie zalozyc rodzine… A potem okazuje sie, ze od wyscigu szczurow zaczyna sie sypac zdrowie, a inne szczury juz tylko czekaja, zeby dobic slabszego. I tyle, szkoda czasu na dyskusje z zarozumialym smarkiem. Poczuje kiedys na wlasnej skorze swoje teorie i pogarde, ktora dzis okazuje innym.

        Odpowiedz na ten komentarz
        • PPP
          PPP 26 stycznia, 2015, 09:31

          Ale zamiast antycypować Schadenfreude, może lepiej zacząć coś zmieniać – dla siebie, dla kolejnych pokoleń i dla pokoleń starszych, które nie zdążyły uciec z systemu na emerytury i renty. Zachęcam jeszcze raz do zajrzenia na stronę PPP (www.facebook.com/polskapartiaprekariatu) nie wiem czy uda się nam coś zmienić, ale jeśli mamy mieć na to szanse, to musimy zacząć działać, a przestać zachowywać się jak te agresywne szczury, zdobyć się na transgresję i przemodelowanie słynnej „polskiej mentalności”.

          Odpowiedz na ten komentarz
  3. Kyuubix
    Kyuubix 25 stycznia, 2015, 21:07

    Żebyś mnie źle nie zrozumiał Panie Gooralu… Nie jestem libertarianinem, jestem centrowcem. Z polityką rządu zarówno tego, jak i obecnego się wybitnie nie zgadzam tak samo jak uczestnik powyższego wywiadu. To co mnie różni od niego to ocena zjawiska. Pan Urbański nawołuje niemal do wojny domowej w myśl przekonania, że za PRL było lepiej, bo wszyscy mieli socjal… No niestety ale czasy się zmieniły, życie i zmiany przyspieszyły a jedyne co dzisiaj jest gwarancją bezpieczeństwa to uczenie się przez całe życie lub zawód typu grabarz, lekarz itd. bo na to zawsze będzie koniunktura. Socjaliści, jak wymieniony już Pan Urbański nie rozumieją natomiast tego, że pieniądze na socjal to pieniądze wyrzucone w błoto, bo państwo powinno dotować i zapewniać tylko równe szanse, a nie równy poziom życia. Przecież w UK i całej Europie są pazerni lenie siedzący na socjalu i śmiejący się w twarz tym debilom, co mówią o wspólnocie społecznej. Człowiek jest sam odpowiedzialny za swoje decyzje i tak samo jak nie zabijasz cygana, który żebrze, nie dając mu do puszki, nie jest twoim obowiązkiem dotować gorzej sobie radzących, jeśli tylko mieli szanse równe twoim. Jedynymi celami Państwa powinno być zapewnienie bezpieczeństwa, równego i przyjaznego obywatelowi prawa, oraz równości szans. Oczywiście jest to w pewnym sensie utopia, lecz im bliżej niej, tym socjal będzie mniej potrzebny, bo jako taki zawsze pozostanie, jednak im bardzie szczątkowy, bo niepotrzebny (czyt. i równiejsze będą szanse), tym lepiej

    Odpowiedz na ten komentarz
    • antybuc
      antybuc 25 stycznia, 2015, 23:55

      jesteś tak przekonany o swojej zajebistosci ze az szkoda sie wdawac z toba w jakiekolwiek dyskusje.wyrywasz jakies zdania czy mysli z ogólnego kontekstu artykułu.pożyj jeszcze z 15 lat.idz do pracy ,spróbuj sie ustabilizowac(chociaz spróbuj)zacznij płacic podatki kup mieszkanie badz zajebisty tak jak ci sie wydaje ze jestes.facet mówi o ogromnym rozwarstwieniu społecznym a ty pierd…sz o keynsizmie i o UE.o PRL chociaz gówno z niego pamietasz ,ale za PRL wszyscy mieli prace a teraz praca za głodowe pensje to marzenie dla niektórych..no ale ty jestes zajebisty bo masz oferty pracy za srednia krajowa ..no gratulacje.prezes juz zaciera rece ze wyrasta mu nowy nastepca pana hofmana.walnij sie wgłowe dzieciaku

      Odpowiedz na ten komentarz
    • Gooral_UK
      Gooral_UK 26 stycznia, 2015, 11:30

      @ Simonwizard – ja nikogo nie obrażam
      @ Kyuubix – Cameron w UK też myśli podobnie jak wy. Bardzo podobnie. I wciela to myślenie w życie, dlatego w UK jest coraz gorzej, nie tylko imigrantom ale także Brytyjczykom. Żeby odwrócić uwagę od nierówności społecznych, pogłębiającego się „pay gap” itd. rozpętano nagonkę antyimigracyjną. Czy to jest mądre

      Nie mój drogi, pieniądze MĄDRZE wydane na socjal to NIE pieniądze wyrzucone w błoto. Nawet jeśli mówimy o najgorzej rokujących grupach społecznych. Moja ś.p. ciotka jeszcze za PRL pracowała nad „resocjalizacją” bezdomnych – to była jej misja, jej powołanie – nie założyła rodziny, nie wyszła za mąż, poświęciła dla tego całe swoje życie zawodowe i nie tylko (organizowała też różne akcje społeczne) Dało się np. w niecały miesiąc załatwić na stałe dom pogorzelcom? Dało się. Większość z bezdomnych którymi się zajmowała wyszło z bezdomności na trwałe – część jednak do niej wróciła po transformacji ustrojowej.
      Cóż, nie wszyscy ją lubili bo była „partyjna” (szczególnie księża) – później potrafili tylko ją poniżać i dołować gdy już PRL upadł i gdy ona była już starszą osobą.
      A co do wojny domowej – Polacy nie mają tradycji obywatelskiego sprzeciwu, przez stulecia większość z nich to byli chłopi pańszczyźniani, głupie woły*. Niezdolne do buntowania się na większą skalę (za wyjątkiem gór i Podkarpacia – ale tak po prawdzie w tych okolicach to nawet pochodzenie etniczne ludu było inne). Nawet Ruskie miały swojego Pugaczowa, który miał szansę na obalenie caratu – Polska tylko lokalnie miała J. Szelę i Kostkę-Napierskiego.

      Toteż rewolucji raczej nie będzie bo lud jest za głupi i za słaby, pełowski carat nadal będzie rządził. Także ze względu na to że jesteśmy najbardziej rozbrojonym narodem w Europie – najmniej sztuk broni palnej na głowę. Nie mogłem tego zdzierżyć, nie mogłem patrzyć na tych nijakich, wiecznie ogłupionych ludzi – i to była moja główna motywacja do wyjazdu z Polski !

      BTW przyznam że ta inicjatywa „Polska Partia Prekariatu” to chyba najciekawsza rzecz jaka pojawiła się w tej dyskusji. Choć za wiele to pewnie nie zmieni, poczytać i poprzeć warto

      *Plus biedna szlachta-gołota tudzież zaściankowa którym do życia wystarczyła duma „jam szlachcic” – nie brzmi znajomo?

      Odpowiedz na ten komentarz
  4. Simonwizard
    Simonwizard 26 stycznia, 2015, 07:12

    Szanowani Czytelnicy,

    nie rozumiem tego agresywnego najazdu na pana Kyuubix – przedstawił swoje zdanie, brutalne, ale jednak kulturalnie i logicznie (tylko ten inwektyw, ale cóż). Zaznaczam, jeśli tego nie zrozumiano, że on, mówiąc o braku socjalu itp., odnosi się do sytuacji, gdy państwo zapewnia przygniatającej większości RÓWNOŚĆ SZANS w sięgnięciu po własne, rozmaicie rozumiane, szczęście. Jeśli założymy rzeczywistą RÓWNOŚĆ MOŻLIWOŚCI tym 99% obywateli, to każdy nierób czy nieuk powinien zdychać z głodu, a pomoc takim w postaci pieniędzy ciężko pracujących ludzi powinna być zabroniona prawnie, bo demoralizuje. Tak oczywiście nie jest, szanse nie są równe, co więcej, ludzie są rozgoryczeni, ja sam, studiując na uniwersytecie, przykładów mam mnóstwo kolesiostwa, promocji miernot etc. Chciałbym zauważyć jednak, że wynika to po części z Waszej, drodzy czytelnicy, postawy względem świata, a raczej podobnych Wam ludzi – tj. zlitować się nad nierobem. Nie chcąc oceniać Was, bo nikogo tu nie znam poza Kyuubichim, wykładowcy MASOWO przepuszczają ludzi z poziomem ameby (akurat studiuję rosjoznawstwo na UJ, i na 28 osób 20 ma po 2 latach problemy z odmianą czasownika, nie wspominając o „trudniejszych rzeczach” z zakresu literatury, filozofii, sztuki etc. etc.). I co te ameby – one nic nie robią, jak tylko narzekają na to, jak im jest ciężko, czego to nie muszą robić itd. Wniosek z MOJEGO doświadczenia, przeciwstawnego Waszemu, jest niestety taki, że za własną nędzną sytuacją stoi bardzo często sam tępy człowiek, który przekonany, że i tak przejdzie, nic nie robi w tym kierunku. Efektem jest wysyp magistrów o umyśle dziecka.
    Do czego to mówię – otóż wydaje się, że pomoc wszystkim nieszczęśliwym 🙁 jest z definicji błędna, wprost proporcjonalnie do ich liczby, która im większa, tym więcej w niej indywiduuów sobie zawdzięcza swój stan. Pomagać trzeba ludziom, którzy chcąc – nie mogą. A i tu b. ciężko jest określić, kto jak chce – bo u mnie na wydziale bardzo chcą, tak bardzo, że jedna dziewczyna CAŁĄ NIEDZIELĘ pisała pracę semestralną przepisując ją z opracowania (zmieniając przy okazji temat – nie, nie dostanie niezaliczenia za pracę nie na temat). Oczywiście mam nadzieję, że pojmujecie, drodzy Czytelnicy, ironię.
    I ostatnia rzecz, tycząca się już bezpośrednio pana Kyuubix – po pierwsze kim Wy jesteście, żeby go obrażać i wyzywać od głupich smarków? Pomijając fakt, że on Wam nie ubliżał, szanowni Sfrustrowani, to jest osobą, którą w swoim krótkim, owszem, życiu rozumiała lepiej niż niejeden starszy, że jego los jest w jego rękach. I zamiast płakać nad tym, co my nie wychodzi, brał tyłek w troki i uczył się, czego ma teraz efekty. Czy to zarozumiałość móc mówić o swoim sukcesie pośród ludzi, którym najwidoczniej się nie wiedzie? Otóż nie. Zobaczymy, jak mu się życie ułoży dalej, ale wątpię, by położył się i czekał na to, aż mu ono coś da. Ludzie, którzy sobie zawdzięczają swoje sukcesy, a chociażby i małe dążąc do wielkich, tylko od siebie oczekują zmian i poprawy swojego statusu materialnego czy społecznego. Tak więc radzę się zastanowić wszystkim geniuszom tutaj, pierwszym do ubliżania i besztania każdego, kto ma jaskrawo odmienne poglądy, bo obie strony mają po trochu racji i nie ma z tego powodu co drzeć kotów. Chyba, że Czytelnicy Przeglądu to jednak grupa docelowo inna, niż do tej pory zwykłem uważać.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Anonim
      Anonim 28 stycznia, 2015, 22:06

      Sprawa pierwsza

      Szanowny Panie skończ Pan wypisywać ten typowy dla Korwinstcznego upośledzenia umysłowego bełkot.

      Sprawa druga

      Co to znaczy sięgać po moje (mówił Pan o szczęściu- ja założę że w aspekcie materialnym bo jak nie wiadomo o co chodzi to wiadomo o co chodzi )? Co jest Pana ? W ilu sprawach które wpłynęły na rozwój cywilizacyjny i ludzkości Pan osobiście w sposób znaczący się przysłużył? Co Pan uczynił takiego żeby coś było Pana? Powiem Panu coś NIC nie jest Pana ani moje ani nikogo innego. Jest to nasze wspólne dobro. Korzysta Pan z osiągnięć i wiedzy poprzednich pokoleń i owoców ich pracy. My wszyscy z tego korzystamy i zostało nam to dane z chwilą naszego narodzenia. To wypracowały poprzednie generacje natomiast naszym zadaniem jest tego przynajmniej nie zniszczyć a utrzymać i rozwijać. Nawet największy naukowiec nie zdziała nic bez udziału innych ludzi którzy wykonują określone zadania związane pośrednio lub bezpośrednio z jego pracą. Nawet najbogatszy człowiek świata może sobie wsadzić w dupę swoje pieniądze i majątek bez podstawowych działalności prowadzonych przez inne jednostki w strukturze społecznej. Bo przecież pieniędzy nie zje ! Bez pozostałych ludzi on nie ma możliwości egzystencji. Więc skąd te brednie w stylu „sięgać po moje” , „mniej lub bardziej zasłużony”, „mnie się należy więcej niż jemu”, „jemu się nic nie należy”. Uważa Pan że ludzie prości którzy wykonują prace fizyczne niezbędne do tego aby intelektualista mógł zrobić cokolwiek pożytecznego dla siebie i innych to są podludzie? Uważa Pan że ludzie których tory życiowe sprowadzone zostały na manowce na skutek wpływu patologii ogólnosystemowej w jakiej obecnie żyjemy zasługują na miano „ameb”, nieudaczników? Dla mnie są to ludzie pokrzywdzeni są to ludzie, których potencjał jest marnowany a który mógłby się przysłużyć nam wszystkim .
      Uważa się Pan za samo-wystarczalnego że, może Pan istnieć bez społeczeństwa. Energia elektryczna, bieżąca woda, gaz, technologia z której Pan korzysta, żywność nie powstaje za Pana sprawą ale jest wynikiem kolektywnych działań milionów ludzi. Gdyby Panu to zabrać, Pana życie wróciło by do epoki kamienia łupanego i jedyne co by Pan mógł zrobić jako „kowal własnego losu” to wystrugać sobie dzidę (zwłaszcza Po Pana kierunku studiów tj. rosjoznawstwo ). Czy Panu się to podoba Czy nie ludzkość żyjąca w zaawansowanej technicznie cywilizacji stanowi złożony kolektyw.

      Sprawa trzecia

      Dzisiejsze systemy społeczno-ekonomiczne są tak zaprojektowane aby celowo powodować dysproporcje w dystrybucji surowców i dóbr po to tylko żeby garstka ludzi z pozycji siły mogła dowolnie sterować ich dostępnością dla pozostałej części ludzkości. Dzięki temu trzymają nas za mordę a dzięki rozpowszechnianiu swojego bełkotu po postaciami modeli ekonomicznych które są bardziej dogmatami religijnymi niż modelami opartymi na wielopłaszczyznowej analizie podstaw naszej egzystencji trzymają nas w mentalnym szachu byśmy nigdy nie widzieli drugiego dna. To jest zasadniczy problem innego problemu nie ma.

      Sprawa czwarta

      Nie nadymaj się Pan tak swoim kierunkiem studiów bo naprawdę nie ma czym się podniecać. Radze nabrać trochę rezerwy do siebie i nieco wyregulować swój egocentryzm bo może się Pan niesmacznie zdziwić w życiu które Pana bezlitośnie przetestuje.

      Sprawa piąta

      Pan Kyuubix to przypadek dość beznadziejny w swej istocie. Twierdzenia że rynek wyreguluje („niewidzialna tajemnicza magiczna ręka rynku”), zapominając zupełnie o tym że na ten tzw. rynek wpływ mają ci najpotężniejsi bo to oni posiadają kontrole nad największa częścią zasobów, lobbują prawo, mają w garści mas media i wszelkie inne narzędzia prawne, techniczne by móc robić swój dobry biznes (dla nich dobry niekoniecznie dla ogółu). Reszta to pachoły wyżerające obierki które im rzucają. Więc ręka rynku to ręka z tłustymi palcami właścicieli korporacji, banków, wielkich obszarów handlu i przemysłu. Mówienie o tym wolnym rynku to zwyczajna mrzonka i nic więcej. Obietnica dla naiwnych.

      Sprawa szósta

      Pożyj Pan poobserwuj, dotknij Pan. Przeżyj Pan trochę porażek i sukcesów a może w końcu dojdziesz Pan do sedna albo i nie. W każdym bądź razie jeżeli tak dalej pójdzie to z tego kraju zostanie tylko trawa i rezerwuar wyrobników fizycznych i umysłowych pracujących na rzecz swoich Panów głoszących swą ewangelię i prawidła które choć z nazwy będą inne to sprowadzą wszystko w te samo gnojowisko.

      Odpowiedz na ten komentarz
  5. Simonwizard
    Simonwizard 26 stycznia, 2015, 07:42

    A, i warto jeszcze myślę dodać taką znamienną rzecz – ciesząc się stypendium rektora dla najlepszych studentów nie pojmuję, jak może być ono niższe o 250(!) zł od stypendium socjalnego? Zastanawiające, że promuje się biednych, a nie pracowitych i zdolnych. Bo argument, że biedni potrzebują pieniędzy, jest niestety inwalidą (invalid) – JA też potrzebuję pieniędzy, to po pierwsze, a po drugie jeśli biedny tak bardzo ich potrzebuje, bardziej ode mnie, to niech ma motywacje do nauki w postaci wyższego stypendium rektorskiego niż zasiłku, który mu się przynależy za to, że jest. To już jest totalne kuriozum.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • SzkodaGadać
      SzkodaGadać 26 stycznia, 2015, 11:24

      Simonwizard i Kyuubix , zgadzam się ze wszystkim co napisaliście. Mam 35 lat, ciężko pracuje żeby utrzymać swoja małą działalność, ale efekty są bdb. Jestem uczciwy, moi pracownicy zarobią dużo więcej niz średnia krajowa a mi wbrew pozorom zostaje na czysto niewiele więcej niż im, pomimo tego ze mam duzo wiecej na głowie niż oni… Niestety większość frustratów, pracowników, osoby „szukające” pracy tylko narzekać potrafią, obija się taki ile wlezie i czeka aż im gwiazdka z nieba spadnie. Nie wspominając o tym, że trza oszukac i okraśc swojego pracodawcę ile wlezie. Żal dupę ściska że ma wiecej. To idź leniwy czlowieku, załóz swoją działalność, opłać rachunki, opłać ZUS, opłać pracownika, opłać podatki, wydaj na materiały potrzebne ci do pracy i zawojujesz wtedy świat. Nikt nie widzi drugiej strony medalu że pracodawca też ma „przesrane” z takimi „pracownikami”, Nie tylko pracownicy z pracodawcami….

      Odpowiedz na ten komentarz
      • Gooral_UK
        Gooral_UK 26 stycznia, 2015, 15:54

        @ SzkodaGadać : A jakich kwalifikacji wymagasz? Czym się zajmujecie? Jakie miasto / miasta? Daj znać !! Za 2 tyg. przyjeżdżam do Polski na miesiąc (teraz jest martwy sezon w UK) to mogę nawet wpaść na rozmowę kwalifikacyjną do Ciebie. Pod warunkiem że to nie jakaś praca typu sprzedaż telefoniczna – ja nie uznaję takich czarów-marów, mam swoje zasady

        Spotkałem co prawda wielu miłych i porządnych Brytyjczyków, jednak nie wszyscy są tacy – tu zawsze będziemy obywatelami drugiej kategorii (nawet nasi inżynierowie, prawnicy czy pracownicy sektora bankowego w UK też czasem to czują…). To co mi z tego że zarobię trochę więcej jak w Polsce? Dajcie spokój, brytyjska ekstrema zniszczyła ostatnio pomnik upamiętniający pilotów Dywizjonu 303 w Dugeness. Taka ich wdzięczność…

        Odpowiedz na ten komentarz
  6. Anonim
    Anonim 26 stycznia, 2015, 17:30

    Przeczytałam komentowany tekst w Przeglądzie oraz powyższe wypowiedzi i powiem tak:

    trzeba trochę pożyć, znaleźć się na wozie i pod wozem, aby móc poważnie i mądrze oceniać wszelkie sytuacje. Szczególnie to wszystko co dzieje się obecnie w naszym kraju. A dzieje się naprawdę źle, lecz kolorowe reklamy, piwo i nie oparta na niczym konkretnym nadzieja nastrajają ludzi pozytywnie. I dobrze, że tak działają, bo liczba depresji i samobójstw w Polsce i tak już ogromna.

    Dwudziestolatek i nawet trochę starszy ma pełne prawo uważać, że Pan Urbański plecie bzdury. Gdy ja miałam 20 lat, to wydawało mi się, że jestem najmądrzejsza. Potem mi przeszło – z czasem zobaczyłam, że życie nie jest czarno-białe. Gdy się ma 20 lat, to całe życie jest przed człowiekiem i co tam kłopoty! Zlikwiduje się je!
    A ja właśnie zaczęłam emeryturę po 40 latach pracy i inaczej widzę świat, niż gdy zaczynałam pracę. Boję się niekompetencji wokół, boję się agresji młodszych pokoleń, boje sie czy dam radę przeżyć od pierwszego do pierwszego mimo że przepracowałam 40 lat.
    Poznałam PRL i poznałam nową Polskę. Nie podobało mi się wówczas wiele rzeczy, ale dzisiaj nie podoba mi się więcej. Przede wszystkim brak PODSTAWOWEGO BEZPIECZEŃSTWA SOCJALNEGO, zarówno dla młodych, dla mojego syna jak i dla starych.
    Państwo znika z naszego życia, chociaż upomina się o różne daniny i rozrasta się biurokracja mimo pomocy komputerów. A Państwo jest niezbędne, bo organizuje społeczeństwo i ma OBOWIĄZEK dbać o naszą WSPÓLNOTĘ narodową i państwową!

    Zgadzam się całkowicie z ocenami dr Urbańskiego! Jego obserwacje, opinie i wnioski przerażająco celnie trafiają w sedno. Odważył się powiedzieć to co powiedział! Gratuluję mu!
    Młodzi komentatorzy jak pożyją, to zobaczą jak bardzo teraz się mylą, gdy go krytykują. Niechaj zapamiętają to co tutaj napisałam i kiedyś sobie przypomną. Żaden głośny krzyk nie zagłuszy prawdy!

    A tym którzy, chcą się wypowiadać na temat Karola Marksa i jego roli w ekonomii KAPITALIZMU, nie socjalizmu!, polecam biografię K.Marksa autorstwa Francisa Wheena. Bez demagogii opisał to, czego niby uczono nas w PRL-u, nie tłumacząc jjednak o co dokładnie chodziło Marksowi. Wówczas indoktrynacja wzięła górę nad rozsądkiem i prawdą ekonomiczną oraz historyczną. To nie przypadek, że w najlepszych uczelniach na świecie naucza się ekonomii kapitalizmu według Marksa. Niestety czy stety, ale tak właśnie jest! Na świecie, nie u nas. W Polsce ciągle obecne są kompleksy i prowincjonalizm. I jeszcze ogromna, przeogromna amatorszczyzna!

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Gooral_UK
      Gooral_UK 26 stycznia, 2015, 17:49

      Poczytam, to na pewno. Może nawet w oryginale – moi angielscy znajomi są w większości troszkę lewicujący i czytają dużo, swoją drogą – sporo ciekawej literatury tu krąży, zwłaszcza w środowiskach studentów lub byłych studentów… Dziękuję, droga Anonimowa !!
      Wielu ludziom w Polsce tak się wydaje że Europa zachodnia jest taka super i wow – ale prawda jest taka że dysproporcje społeczne są też duże, za to dla wielu ludzi w praktyce nie ma zaworu bezpieczeństwa w postaci emigracji (unemployed British – Australię to może sobie na obrazku zobaczyć, bo nie bez naprawdę mocnych kwalifikacji nie pozwolą mu zostać) – i dlatego to własnie tu niedługo może zawrzeć jak w ulu.

      Odpowiedz na ten komentarz
  7. huri
    huri 27 stycznia, 2015, 22:03

    Stary papa Marx stworzyl pojecie Falszywej swiadomosci… odnosic sie ono do przekonania grup/y uciskanej przez warunki instytucjonalne o ich faktycznie pozytywnym wplywie na sytuacje bytowa…. stad paradoks, w moim skromnym przekonaniu, wielu utyskujacych na artykul nie rozumie zaleznosci miedzy systemem instytucjonalnym i wartosciami przezen promowanymi a ich osobistym losem….

    przyklad nr1
    Zapytalem zacietrzewionego Korwiniste czy jego przyszla firma znajdzie sie w prozni? Tj. czy uklady i ukladziki rzadzace branza i pozwalajace na stosowanie cen nieomal dumpingowych nie wykoncza jego przedsiebiorstwa z relatywnie malym zapleczem finansowym….. nastala cisza

    pytanie o rownosc w ramach systemu prawnego.
    czy faktycznie nie jest tak, ze oczekuje sie od panstwa zabezpieczenia systemu prawnego (zabezpieczajacego relacje pomiedzy przedsiebiorstwami) jako libertarianskiego eldorado a jednoczesnie odmawia sie pracownikom podobnego zabezpieczenia w stosunku do pracodawcy?

    Dziwi mnie fakt, ze mozna ludzic sie, iz ja sam…. swoimi staraniami i ciezka praca …dam rade… czy tak trudno jest zrozumiec, ze nie jestesmy sami w spoleczenstwie, i ze wielu podobnych nam mysli tak samo, czesto uniemozliwiajac sobie nawzajem ow mityczny sukces, ze oprocz ‚nas’ jest tez cale mnostwo ludzi powyzej i ponizej od ktorych moze zalezec nasze wlasne powodzenie

    to tak dla entuzjastow prywatnej przedsiebiorczosci

    A dla patrzacych nieco realniej (znow w mojej opinii) faktem jest, iz nie wszyscy moga byc prezesami, pracownicy przyczyniajac sie do sukcesu swojego przedsiebiorstwa maja prawo (i obowiazek) domagac sie godziwych warunkow zatrudnienia. Cholerna szkoda, ze takie misie nie potrafia pojac zasad wspoldzialania i solidarnosci spolecznej… kiedys obudza sie z reka w nocniku… przykre

    Odpowiedz na ten komentarz
  8. Meme
    Meme 29 stycznia, 2015, 18:08

    Tezy tego artykułu nie będą miały pokrycia w rzeczywistości. Właściwie bujanie w obłokach. Żadne tego typu protesty zainicjowane przez „prekariuszy” nie nastąpią. To jest kraj w takiej fazie rozwoju ekonomiczno-społecznego jak wczesne etapy opisane przez Hobbesa; tu nie ma żadnej mitycznej solidarności grupowej, klasowej czy wiekowej, a jest walka wszystkich ze wszystkimi, ci którzy są za słabi będą wymierali lub wyemigrują, ale nie będą się skupiać w żadne protesty. Dlaczego? bo dotychczas blisko 2 mln z nich wolało wyjechać wykonywać proste prace za granicą niż tutaj próbować reformować polską rzeczywistość. Ich drogą będą szły miliony następnych Polaków w najbliższych dekadach. Jeśli jakieś masowe bunty mają nastąpić to dopiero za około 30 lat, czyli wówczas gdy w skutek dzisiejszej b.niskiej dzietności zabraknie Polaków w wieku produkcyjnym co spowoduje pauperyzacje milionów ludzi w tym kraju. Więc to nie będą protesty studencików (oni nie mają żadnych realnych powodów żeby się buntować, bo mama i tata płacą kieszonkowe), a bunt starszych ludzi w obliczu głodu.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Gooral_UK
      Gooral_UK 31 stycznia, 2015, 16:44

      Owszem, do tej pory emigracja stanowiła swoisty „wentyl bezpieczeństwa” – a z Polski wyjechało prawie 3 mln ludzi, nie 2 mln. Jednak zachód się sypie, droga Meme – o pracę wszędzie coraz trudniej, coraz częściej śmieciówki i part-time. Jestem w miejscu gdzie (oficjalnie) stopa bezrobocia jest najniższa w całej Wielkiej Brytanii – i co? Ano to że z pracą coraz ciężej, już nawet tubylcy jej nie mają – przejeżdżasz koło Jobcentre a tam już kolejka czeka na otwarcie o 9 rano. I bynajmniej nie są to „elementy społeczne”, większość z nich to porządni ludzie którzy autentycznie szukają pracy. Wiem bo poznawałem takowych na różnych szkoleniach zawodowych. Huraoptymistyczne statystyki Camerona kłamią, wielu Brytyjczyków ma już dość, ich frustracja narasta. Ludzie boją się o przyszłość. A z ulic znikają kolejne patrole policji – bo u nich też są redukcje…
      W wielu krajach Europy zach jest tak samo, o ile nie gorzej. To gdzie wyjadą kolejne miliony Polaków? Do czego?
      Z drugiej strony są też znaki zaniepokojenia po stronie najbogatszych członków społeczeństwa – coraz częściej kupują samowystarczalne nieruchomości w jakichś odległych zakątkach świata typu Nowa Zelandia. Oni też się boją. Ostatnio pisała o tym brytyjska prasa, ba, nawet jeden z nich (zapomniałem nazwiska) ostatnio się wypowiedział podobnie
      Ten system w końcu pierdyknie, i to potężnie. Bynajmniej nie tylko Polsce

      Odpowiedz na ten komentarz
  9. bogna
    bogna 9 lutego, 2015, 09:14

    antybuc – popieram Twoją wypowiedź w całej rozciągłości!

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy