Macedońska afera taśmowa

Macedońska afera taśmowa

Na ujawnionym nagraniu premier żąda 18 mln euro łapówki za budowę autostrady Mimo że w Macedonii od 2006 r. odbywały się wybory na różnych poziomach, niezmiennie wygrywa je ta sama partia – konserwatywna WMRO-DPMNE (Wewnętrzna Macedońska Organizacja Rewolucyjna-Demokratyczna Partia Macedońskiej Jedności Narodowej). Czy to oznacza, że obywatelom tego kraju, w którym bezrobocie wynosi ponad 27%, jest tak dobrze? Jak wynika z materiałów, które odkrywa opozycja, raczej nie, ale elita rządząca z premierem Nikołą Gruewskim na czele stworzyła system kontroli obywateli, którego pozazdrościłby jej niejeden reżim. Kryzys polityczny w Macedonii trwa od kwietnia ub.r. – odbyły się wtedy wybory prezydenckie i parlamentarne, lecz opozycja uznała je za sfałszowane i dotychczas nie zasiadła w macedońskim parlamencie, Sobraniu. Od końca stycznia br. kryzys nabrał jednak nowego wymiaru. Przewodniczący największej partii opozycyjnej SDSM (Socjaldemokratycznego Sojuszu Macedonii), Zoran Zaew, został oskarżony o próbę puczu wraz z byłym szefem wywiadu Zoranem Weruszewskim oraz jego żoną. Dziesięć dni później szef opozycji zorganizował konferencję prasową, podczas której stwierdził, że 20 tys. obywateli dwumilionowej Macedonii (wraz z elitą rządzącą) było podsłuchiwanych, ale on dotarł do nagrań tych rozmów i w ramach projektu „Prawda o Macedonii” będzie prezentował materiały świadczące o korupcji, malwersacjach wyborczych, klientelizmie, bezgranicznym oddaniu mediów rządowi itd. Od tego czasu robi to regularnie podczas swoich konferencji, nazywanych bombami, szokując nowymi i coraz smakowitszymi dowodami autorytarnych działań premiera i jego najbliższego otoczenia. Główni aktorzy nie komentują nagrań, w odniesieniu do „bomb” najczęściej używają określeń: wykreowane i zmontowane, a odpowiedzialnością za podsłuchy obarczają zagraniczne wywiady. Podsłuchiwano przywódców religijnych, działaczy opozycji, ponad 100 dziennikarzy, ale i najważniejsze osoby w państwie. – Dziś udowodniliśmy, że bezpodstawne i głupie jest twierdzenie rządzących, jakoby ktoś z zagranicy słuchał 20 tys. mieszkańców Macedonii – mówi PRZEGLĄDOWI po 27. „bombie” wyemitowanej 28 kwietnia wiceprzewodniczący SDSM Aleksandar Kiracowski. Według niego, za podsłuchy odpowiedzialni są premier i jego kuzyn będący dyrektorem służb specjalnych, Saszo Mijalkow. Na pytanie, skąd mają te materiały, odpowiada: – Nagrania, które posiadamy, otrzymaliśmy od ludzi, którzy sami pracowali dla macedońskiej tajnej policji. Nie mogli oni już żyć z tym ciężarem i pod wpływem wyrzutów sumienia postanowili przekazać nam nagrania oraz pozostałe dokumenty potwierdzające kryminalną działalność elity rządzącej. Kiracowski twierdzi, że „patrioci” – bo tak nazywa ich opozycja – są bezpieczni, znajdują się poza krajem i przyjdzie dzień, kiedy będzie można z dumą ujawnić ich nazwiska. Nie mamy na chleb, ale jemy czekoladę Podczas gdy Zaew emituje kolejne „bomby”, premier organizuje mityngi, na których chwali się sukcesami ekonomicznymi. I to po tym jak minister finansów Zoran Stawrewski skarżył się na nagraniach na rozrzutność szefa rządu minister spraw wewnętrznych Gordanie Jankulowskiej, a sytuację kraju przedstawiał następująco: „Nie mamy na chleb, ale jemy czekoladę”. Nic w tym dziwnego, aby kupić sobie wyborców, państwo zatrudnia coraz to nowe fale wiernych, oddanych partii, którzy aktywnie działają w lokalnych komitetach WMRO-DPMNE. Dzięki nagraniom polityzacja budżetówki nie jest już tajemnicą poliszynela. Kilka osób w kraju decyduje o tym, kto będzie pracował w szpitalach, kto dostanie awans profesorski, a kto będzie sędzią. Minister Gordana Jankulowska po wyborach w 2011 r. mówiła o ludziach, którzy w trakcie kampanii popierali ich politycznych przeciwników: – Nie będą pracować w MSW, nigdzie nie będą pracować. Ta sama pani minister decyduje zresztą o egzystencji wielu osób. Za przykład może posłużyć jej rozmowa z sekretarzem rządu Kiriłem Bożinowskim, w której skarżyła się na pewnego policjanta: zdegradowała go, a on nadal ją denerwuje. – Myślę, że on musi wylecieć. Jego żona też, teraz zacząłem sprawdzać, gdzie pracuje, musimy ich zostawić bez niczego – mówił Bożinowski. Ofiarą partyjnych zwolnień jest Jasminka Koczewska z Bitoli, która mimo kwalifikacji i przeszło 15-letniego doświadczenia została zwolniona z posady nauczycielki. – Od zawsze byłam politycznie określona jako zwolenniczka SDSM – przyznaje i opowiada o swojej walce o utrzymanie się na stanowisku. – Powiedziano mi, że jako komuch nie będę pracowała, i dotrzymano słowa. Do dziś mimo wieloletniej walki

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 19/2015, 2015

Kategorie: Świat