Niemcy czarno-żółte

Niemcy czarno-żółte

Nowy konserwatywno-liberalny rząd Angeli Merkel czekają trudne czasy Kampania wyborcza w Niemczech była nudna, ale rezultat elekcji – dramatyczny. Socjaldemokracja doznała druzgoczącej klęski i po 11 latach rządzenia wróci na twarde ławy opozycji. Angela Merkel stanie na czele mieszczańskiej, jak to się w Niemczech mówi, koalicji chadeków i liberałów, od koloru partii zwanej Schwarz-Gelb, czyli czarno-żółtej. Powstanie rząd bez lewicy. Kanclerka federalna nie ma jednak wielu powodów do radości. Chadecy (CDU/CSU) zdobyli zaledwie 33,8% głosów), a więc mniej niż przed czterema laty (por. tabelka). Nowa konstelacja rządowa powstanie tylko dzięki zdumiewającemu sukcesowi żółtych, czyli liberałów z partii FDP (Wolni Demokraci). FDP w przeszłości miewała trudności z przekroczeniem pięcioprocentowego progu wyborczego. W wyborach 27 września uzyskała aż 14,6% poparcia i zdobyła więcej mandatów w Bundestagu niż bawarska CSU. Od 2005 r. w Republice Federalnej rządziła bez wielkich porażek i sukcesów wielka koalicja chadeków i socjaldemokratów z Angelą Merkel na czele. Takie układy budzą niechęć wyborców. Dlatego obie partie ludowe czy też narodowe (w znaczeniu „powszechne” – Volksparteien), CDU/CSU i SPD, utraciły głosy. Zyskały natomiast ugrupowania mniejsze – FDP, socjaliści z Die Linke (Partia Lewicy, 11,9% poparcia) oraz Zieloni (10,7%). Niemiecka klasa średnia – drobni przedsiębiorcy, urzędnicy, lepiej zarabiający – nie zamierza ponosić kosztów kryzysu i dostrzegła w Wolnych Demokratach najlepszych obrońców swych interesów. Chadecy programowo bardzo bowiem zbliżyli się do socjaldemokracji i kładli większy nacisk na program socjalny niż na reformy i rozwój gospodarczy. Kryzys zatrwożył także najuboższych, emerytów, rencistów, bezrobotnych pobierających najniższy zasiłek, znienawidzony przez lewicę Hartz IV. Wielu spośród tych tradycyjnych wyborców SPD oddało głosy na Die Linke, która jako jedyna partia domaga się zniesienia Hartz IV i zastąpienia go bardziej godziwym wsparciem. Angela Merkel i dygnitarze CDU zapewniali podczas kampanii wyborczej, że koalicja rządowa z liberałami jest dla nich wymarzoną konstelacją. W rzeczywistości Merkel lepiej się czuła w aliansie z socjaldemokratami, których skutecznie obciążała odpowiedzialnością za brak reform i decyzji oraz niepowodzenia swego rządu. Nie trzeba dodawać, że chwała za wszelkie prawdziwe czy domniemane osiągnięcia gabinetu przypadała pani kanclerz. Socjaldemokraci jako słabszy partner w koalicji szybciej tracili popularność niż dominujący konserwatyści. Przez trzy pierwsze lata Merkel w dobrej współpracy z SPD tylko administrowała krajem, unikając podejmowania niepopularnych rozstrzygnięć. Skutecznie stworzyła wizerunek spokojnej, unikającej konfliktów, moderującej matki narodu. Dopiero kryzys zmusił rządzących do działania – przeznaczono ogromne środki na wsparcie dla banków, pobudzanie gospodarki, ratowanie koncernu Opel i premie za złomowanie starych samochodów. Rezultatem jest największe zadłużenie w dziejach Republiki Federalnej, które będą spłacać przyszłe generacje. Według Federalnego Urzędu Statystycznego, w pierwszej połowie bieżącego roku łączny dług państwa, krajów związkowych, gmin i miast oraz urzędów ubezpieczeń społecznych wyniósł 57,2 mld euro, czyli wzrósł o 7 mld w ciągu zaledwie roku. Teraz jednak Merkel będzie musiała sprawować władzę w sojuszu z liberałami dążącymi do rynkowych reform i wspierania przedsiębiorczości. Z FDP współrządził do 1998 r. także Helmut Kohl, tylko że wtedy żółci byli słabi. W pełni posłuszni chadekom odgrywali dekoracyjną rolę. W nowym Bundestagu będą mieli znacznie silniejszą frakcję. Merkel zamierza podporządkować sobie Wolnych Demokratów w rządzie, ale z pewnością jej się to nie uda. Magazyn „Der Spiegel” napisał, że w wyniku wyborów Merkel stała się „przepołowioną kanclerką”. Liberałowie zapowiadają twarde rokowania koalicyjne. Być może przewodniczący FDP Guido Westerwelle zażąda dla siebie nie teki ministra spraw zagranicznych, jak uprzednio oczekiwano, lecz superresortu ekonomicznego, czyli połączonych Ministerstw Finansów i Gospodarki. Wolni Demokraci zapowiadają, że wejdą tylko do takiej koalicji, w której będą mogli zrealizować swój program, a obejmuje on przede wszystkim zwiększenie nakładów na oświatę i obniżenie podatków, a także prywatyzację urzędów pracy, likwidację Funduszu Zdrowia. Chadecy w socjaldemokratycznym stylu sprzeciwiają się jednak zwiększaniu roli prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych. Komentatorzy podkreślają zaś, że w czasach kryzysu obniżka podatków nie będzie możliwa. Czarno-żółta koalicja będzie za to musiała

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2009, 40/2009

Kategorie: Świat