Mądrzejsi przed nową szkodą

Mądrzejsi przed nową szkodą

Ilu ochroniarzy musi mieć ekspremier Kaczyński, by zbyt boleśnie nie dotknęła go fala entuzjazmu ze strony społeczeństwa? Kiedyś miał kilkunastu, a borowcy byli traktowani przez dygnitarzy PiS jak prestiżowy dodatek do funkcji. Panowie od wszystkiego, tacy, co to i po zakupy skoczą i na wakacje z VIP-em pojadą. Przerwanie tej paranoi w czystej postaci uważane jest przez byłych właścicieli byłej IV RP za niebywałą szykanę, a przez zaprzyjaźnione z nimi media za tani chwyt ze strony PO. Czy można tej przypadłości jakoś zaradzić? Chyba tylko dobrą radą. Są firmy, które mogą PiS-owskim frustratom zapewnić nawet cały tabun ochroniarzy. Wystarczy zapłacić. Byle nie z budżetu.
Hipokryzja minionej władzy miała tyle ciemnych stron, że długo jeszcze będzie o czym pisać. Ku pamięci i ku przestrodze obecnie rządzących.
Wali się wykreowany przez PiS-owskie media obraz Ziobry. Zamiast groźnego szeryfa, bezlitośnie zwalczającego wszelkiej maści przestępców, mamy zadufanego w sobie niedouczonego magistra, który nie był chlubą Uniwersytetu Jagiellońskiego, a po sobie zostawił nie tylko wielki bałagan. Ziobro znajduje się dziś w tak trudnym położeniu, że dla PiS sprawą absolutnie najważniejszą jest konfrontacja z ministrem sprawiedliwości, prof. Ćwiąkalskim. W ciągu zaledwie trzech miesięcy Ćwiąkalski został setki razy zaatakowany, i to przez cały prawicowy obóz polityczny. W niechęci do niego i wokół kampanii dyskredytacji ministra zjednoczyli się wszyscy, którzy z coraz większym lękiem obserwują kolejne działania Ćwiąkalskiego. Czego się boją? Co mają do ukrycia? Co się stało z głośnymi kiedyś apologetami Zbigniewa Ziobry? Może choć trochę się wstydzą? Bo takiego ministra sprawiedliwości jeszcze nie mieliśmy. Stawiane są mu zarzuty kryminalne. Niszczenie i ukrywanie dokumentów i kasowanie twardych dysków. W głowie się nie mieści, że były prokurator generalny Ziobro mógł mieć tak wielkie upodobanie do tajnej policji, że na porządku dziennym było inwigilowanie i podsłuchiwanie polityków zarówno opozycji, jak i na wszelki wypadek własnych. Ziobro działał w ramach szerszego planu Kaczyńskiego budowania państwa autorytarnego. Państwa, w którym byłaby możliwość manipulowania każdym obszarem życia. Polacy mieli być w nim traktowani wedle obrazu, który w swojej wyobraźni namalował twórca PiS. Nie starczyło mu jednak czasu, by po opanowaniu wszystkich najważniejszych instytucji przeprowadzić odgórnie rewolucję. Zdaniem wielu analityków niewiele brakowało, by ten plan udało się zrealizować. Łatwość, z jaką politycy PiS weszli w struktury państwa, i skala patologii, które mają na sumieniu, pokazują, jak ciągle słabe są instytucje zabezpieczające porządek demokratyczny w Polsce.
By nie było powtórki z historii, musimy bardzo dokładnie i precyzyjnie przeanalizować wszystkie potencjalne zagrożenia. I wbudować w system polityczny instytucje trwalsze i bardziej odporne na najbardziej nawet cyniczne i brutalne zakusy polityków. Po rządach PiS lepiej niż kiedyś wiemy, jakie są te zagrożenia i do czego mogą być zdolni niektórzy politycy.

Wydanie: 8/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy