MafiaLeaks kontra cosa nostra

MafiaLeaks kontra cosa nostra

Włoscy informatycy wydają wojnę przestępczości zorganizowanej

Włochy zadają dotkliwe ciosy mafii. W ostatnich ośmiu miesiącach władze skonfiskowały aktywa i zasoby cosa nostry o wartości – jak się ocenia – 1,9 mld euro. Nastąpiło to w ramach jednego tylko śledztwa, prowadzonego przeciw Matteowi Messinie Denarowi. Ukrywający się od 20 lat mężczyzna, skazany zaocznie na dożywocie, uważany jest za szefa wszystkich szefów (capo di tutti capi) sycylijskiej cosa nostry (naszej sprawy). Podobno Denaro zabił ok. 50 ludzi, czym zresztą chełpił się przed podwładnymi: „Sam jeden zapełniłem cmentarz”. Służby bezpieczeństwa przejęły należące do niego liczne firmy budowlane, wille, luksusowe samochody i pieniądze na kontach bankowych.

Samobójstwo egzekutora

W połowie października funkcjonariusze specjalnego wydziału do walki z mafią La Direzione Investigativa Antimafia, DIA, skonfiskowali willę, posiadłość, mieszkania, działki i aktywa finansowe należące do biznesmena Giancarla Capobianca, mającego powiązania z apulijską mafią sacra corona unita (SCU). W pierwszej instancji Capobianco został skazany na osiem lat więzienia za udział w wymuszeniach i machinacje podatkowe. Jest oskarżony wraz ze wspólnikami o przemycanie kałasznikowów i granatów ręcznych, zakupionych za 20 tys. euro podobno od agentów rosyjskich sił specjalnych. 10 listopada pod Syrakuzami policja osaczyła groźnych zabójców na usługach cosa nostry – poszukiwanych od pięciu lat braci Mignacca. 41-letni Vincenzino Mignacca działał we Włoszech i w Hiszpanii. Skazany zaocznie na dożywotnie więzienie znajdował się na liście 30 najgroźniejszych kryminalistów Włoch. Vincenzino nie chciał znaleźć się w więzieniu, więc kiedy przyszli po niego karabinierzy, strzelił sobie w głowę. Aresztowany został jego brat Calogero. W kryjówce obu zabójców stróże prawa znaleźli prawdziwy arsenał.
Mimo tych spektakularnych akcji sił bezpieczeństwa przestępczość zorganizowana we Włoszech jest potężniejsza niż kiedykolwiek. Mafijne klany, których tradycyjnym bastionem jest zacofane, przeważnie rolnicze południe kraju, zagnieździły się także w północnych, uprzemysłowionych regionach, o kluczowym znaczeniu dla włoskiej gospodarki. W połowie października rząd w Rzymie rozwiązał magistrat Sedriano, miasta w Lombardii, na północ od Mediolanu. W Sedriano wprowadzono zarząd komisaryczny. Pozbawiony stanowiska burmistrz Alfredo Celeste został oskarżony o związki z kalabryjską mafią – ’ndranghetą. To pierwsze miasto w tej północnej prowincji, którego władze rozwiązano z powodu związków ze światem przestępczym.

Miliardy „ludzi honoru”

Mafie działają z sukcesem na całym świecie, od Niemiec po Brazylię i Dominikanę. Inwestują zyski z handlu kokainą i bronią, wymuszeń, haraczy i oszustw na gigantyczną skalę. Sprawnie zagarniają środki, które włoski rząd kieruje na rozwój południa, oraz dotacje z Unii Europejskiej. Według ocen urzędników unijnych, część z 494 mln euro, które Bruksela przeznaczyła na odbudowę zniszczonego przez trzęsienie ziemi w 2009 r. miasta L’Aquila, trafiła do przestępczych syndykatów. Kontrakty otrzymywały bowiem przedsiębiorstwa niemające wymaganego przez władze certyfikatu antymafijnego. Budowały za ceny nawet o 158% wyższe od przyjętych na rynku, przy czym niektóre domy nie nadawały się do użytku.
Włoski dziennikarz Roberto Saviano, autor wydanego także w Polsce bestselleru „Gomorra. Podróż po imperium kamorry”, opowiada: „Obecnie przestępczość zorganizowana zagraża przede wszystkim Europie. Gospodarki Niemiec, a także Hiszpanii i Wielkiej Brytanii są głęboko spenetrowane przez mafię, co rządy tych państw ukrywają przed obywatelami”.
Jak ocenia Federalne Biuro Śledcze Stanów Zjednoczonych, organizacje przestępcze z Włoch – sycylijska cosa nostra, neapolitańska kamorra, kalabryjska ’ndrangheta i SCU stworzyły światowe imperium gospodarcze, przynoszące rocznie 100 mld dol. zysku, przy czym Kalabryjczycy stali się potężniejsi nawet od sycylijskiego syndykatu.
„Ludzie honoru”, jak z dumą mówią o sobie mafiosi, mają nieograniczone środki na korumpowanie policjantów i polityków. Tym ostatnim w zamian za poparcie i ochronę dostarczają wyborczych głosów. Ale najskuteczniejszym sposobem obrony mafii przed represjami ze strony państwa jest słynny kodeks milczenia – omerta. Stare przysłowie sycylijskie głosi: „Najlepsze jest to słowo, którego się nie wypowiada”. Kiedy na wyspie, a także w Kalabrii i w znacznej części Kampanii zostaje popełniona zbrodnia, jest pewne, że nikt niczego nie widział, nie słyszał ani nie wie. Ofiary przestępstw, zwłaszcza wymuszeń, bardzo rzadko zgłaszają się na policję.

Zburzyć mur milczenia

Tajemnicza grupa włoskich informatyków postanowiła to zmienić. Założyła portal internetowy www.mafialeaks.org (mafijne przecieki), poprzez który obywatele mogą przekazywać informacje o przestępstwach i aferach syndykatów zbrodni. Informatorzy obawiają się zgłaszać skargi władzom, bo niekiedy skorumpowany policjant czy urzędnik jest na usługach mafii. Telefon może być na podsłuchu, przestępcy kontrolują pocztę, a nawet komunikację internetową. Ale przemyślni informatycy wykorzystują system Tor, który prowadzi dane internetowe przez wiele serwerów, tak że adres IP nadawcy pozostaje ukryty. „Nie wzywamy was, żebyście nam ufali. Wzywamy, abyście także nam nie ufali. Przekazujcie informacje anonimowo, nie podawajcie żadnych danych, które mogą doprowadzić do wykrycia waszej tożsamości”, apelują twórcy portalu. Oni także nie znają nazwisk ani internetowych adresów informatorów i nie chcą ich znać. Liczą, że wartościowe wiadomości będą potajemnie przekazywać sami członkowie mafii, ich ofiary, zwłaszcza przedsiębiorcy zmuszani do płacenia haraczy, a także osoby, które przypadkowo coś wiedzą. Informatycy czekają na wiadomości, zeskanowane dokumenty, pliki audio i wideo. Twierdzą, że ludzie zaczęli już za pośrednictwem portalu demaskować machinacje przestępczych klanów.
Zebrane w ten sposób informacje są przekazywane do analizy publicystom gazety „Il Fatto Quotidiano”, sycylijskiej telewizji Telejato oraz niezależnej dziennikarce Antonelli Beccarii tropiącej zbrodnie „ludzi honoru”. Informatycy zwrócili się też o wsparcie do DIA.
Jednym z inicjatorów MafiaLeaks stał się specjalista komputerowy występujący pod pseudonimem Andrea, który po latach wrócił z zagranicy do miasteczka w północnych Włoszech. Ta część kraju długo uchodziła za wolną od przestępczości zorganizowanej. Tymczasem w pięciotysięcznym mieście wiele sklepików i drobnych przedsiębiorstw zostało zamkniętych. Drzwi barów podziurawiono kulami. Przyjaciele wyjaśnili Andrei, że miasto przejęła rodzina mafijna z południa, która doprowadziła małe firmy do upadku, zmuszając właścicieli do płacenia pizzo, czyli wysokiego haraczu za „ochronę”. „Wszyscy o tym wiedzieli, nikt nic nie powiedział. My, Włosi, jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Ale Andrea, który długo przebywał poza ojczyzną, był zszokowany”, mówi inny twórca portalu, występujący jako Bobby.
Wzorem dla informatyków stały się znane w dawnej Republice Weneckiej boche de leon, zwane też boche per le denunzie segrete. Były to liczne otwory w murach, najczęściej w kształcie lwiej paszczy. W otwory te każdy obywatel mógł anonimowo wrzucić list ze skargą na niezgodne z prawem działania urzędników Wenecji lub na jej mieszkańców. Portal ma się stać elektroniczną lwią paszczą, która zagrozi przestępczym syndykatom.
Według informacji Bobby’ego, udzielonej dziennikarzowi gazety „La Repubblica”, twórców antymafijnego portalu jest „od pięciu do dziesięciu”, poświęcają na tę inicjatywę swój wolny czas, a wszystkie koszty pokrywają z własnej kieszeni.
W manifeście informatycy ogłosili, że zamierzają wykorzystać nowoczesne środki przekazu w celu przerwania zmowy milczenia, która panuje w sprawie organizacji przestępczych. Zajmujący się walką z mafią prokurator Nicola Gratteri stwierdził, że w ten sposób mur milczenia może zostać jeśli nie obalony, to przynajmniej wyszczerbiony. Prokurator obawia się jednak, że przebiegli przestępcy mogą wykorzystać portal MafiaLeaks do szerzenia fałszywych informacji lub do wzięcia odwetu na tych mafijnych klanach, z którymi toczą walkę o terytorium, wpływy i władzę. Tak jak w Meksyku, gdzie kokainowe kartele rozpowszechniały fałszywe wiadomości poprzez Blog del Narco, którego rzeczywistym celem było relacjonowanie ich krwawej wojny. Podobna inicjatywa zakończyła się jednak sukcesem w Bułgarii, gdzie dziennikarze śledczy z portalu BalkanLeaks postawili pod pręgierzem skorumpowanych dygnitarzy.
Można więc mieć nadzieję, że MafiaLeaks przynajmniej w pewnym stopniu skruszy mur milczenia i doda odwagi ofiarom „ludzi honoru”, choć szanse na to są raczej marne. Sędzia Giovanni Falcone, który w maju 1992 r. zginął wraz z żoną i ochroniarzami w zamachu bombowym zorganizowanym przez mafię sycylijską, w wywiadzie książkowym „Cosa di Cosa Nostra” powiedział: „Mafia (…) nie jest rakiem, powstałym przez przypadek na zdrowej tkance. Żyje w doskonałej symbiozie z ogromną liczbą opiekunów, wspólników, informatorów, z ludźmi zastraszonymi bądź ograbionymi. Oto właśnie żyzna ziemia naszej sprawy”. Te słowa niezłomnego obrońcy prawa są teraz bardziej aktualne niż kiedykolwiek przedtem.

Wydanie: 47/2013

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy