Marcinkiewicz – największy produkt medialny

Jak oceniam sondażowy wynik Kazimierza Marcinkiewicza? Jako efekt przemyślanej kampanii medialnej. Jestem pod wrażeniem. Marcinkiewicz umiejętnie schodzi z linii ciosu, nie uczestniczy w pyskówkach, nie pojawia się w kontekście negatywnym sytuacyjnie.
Ale jego medialne zabiegi dla kraju będą klęską. Bo zasadzają się one na tanim amerykańskim populizmie. Premier to ma być swój chłop. Tańczy więc na studniówce. Ale kto mi powie, jak ta studniówka może przełożyć się na losy gospodarcze kraju? Drugi przykład – jeden z tabloidów donosi: „Premier mieszka jak my!”. To z kolei odwoływanie się do populistycznych stereotypów narodowych. Polska jest jedynym krajem, w którym istnieje antagonizm między być a mieć. U nas człowiek uczciwy musi być biedny. A jak się dorobi, to się go traktuje zgodnie z syndromem badylarza, ewentualnie syndromem związanym z bezinteresowną zawiścią. Więc po cóż takie postawy rozwijać?
Zauważyłem też, że premier jest nienaturalnie uprzejmy wobec dziennikarzy, podlizuje się im. To jest sztuczne, podobnie jak owe „yes, yes, yes”. Mogę się założyć, że wcześniej aktorsko trenował to przed lustrem. Bo ze spontanicznością miało to tyle wspólnego, ile słup betonowy z wrażliwością.
Premier wolno mówi. To jest genialne! Jego elektorat jest radiomaryjny, tam stopień zrozumienia komunikatu wynosi 5%. Więc żeby z komunikatem się przebić, trzeba go pięć razy powtórzyć albo mówić pięć razy wolniej. To jest super!
W sumie możemy powiedzieć ludziom: to wy stworzyliście Kazimierza Marcinkiewicza, on jest taki, jaki wy chcielibyście, żeby był!
I jeżeli ktoś mi powie, że Michał Wiśniewski jest produktem medialnym, to pęknę ze śmiechu. Bo największym produktem medialnym w historii Polski jest Kazimierz Marcinkiewicz. I do wyborów to wystarczy.

Wydanie: 5/2006

Kategorie: Sylwetki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy