Czy w mediach jest więcej informacji niż propagandy?

Czy w mediach jest więcej informacji niż propagandy?

Prof. Janusz Adamowski,
dyrektor Instytutu Dziennikarstwa UW
Nawet jeśli jest informacja, to jest ona podporządkowana w dużej mierze propagandzie. Niepokoi postępująca tabloidyzacja mediów, nie tylko drukowanych, lecz także elektronicznych, i zastraszający spadek jakości informacji. Kojarzy mi się to trochę z szumem informacyjnym, w którym każdy usiłuje złowić coś dla siebie, jednak okazy złowione w mętnej wodzie są dosyć podejrzanego kształtu.

Prof. Jacek Hołówka,
filozof, etyk, UW
Media bardzo łatwo zapominają o informowaniu i bezstronnym komentowaniu. Przyciśnięte sytuacją rynkową starają się uczynić skandal z każdej drobnej sprawy, która będzie ociekała dużą ilością krwi, podejrzeń i oskarżeń. Jako przykład niech posłuży sprawa żołnierzy w Afganistanie. Opinia publiczna nie wie prawie nic, poza tym, że był incydent, kiedy z moździerza strzelano do wioski. Podobnie było ze strajkiem lekarzy i zagrożeniem pacjentów. Najpierw pokazywano zagorzałe dyskusje, jak rozwiązać problemy służby zdrowia, a potem okazuje się, że nie ma ani decyzji, ani reform. Albo więc doszło do cichego porozumienia rządu z lekarzami, albo za chwilę będzie można znów straszyć pacjentów. Zamiast ekscytowania grozą dorosły człowiek chciałby być poinformowany, na jakim etapie rozwiązywania problemu jesteśmy, co już ustalono, gdzie są kwestie sporne. W debacie telewizyjnej, jeśli ktoś zaczyna mówić konkretnie i rzeczowo, natychmiast mu się przerywa i oddaje głos komuś, kto nie ma żadnych argumentów, tylko prezentuje zdanie przeciwne. Dyskusja musi trwać, nawet jeśli nie ma sensu.

Prof. Adam Chmielewski,
filozof, Uniwersytet Wrocławski
Media jak całe społeczeństwo mają charakter stadny. Stadność przejawia się w doborze tematyki. Najlepszą, bo najbardziej obiektywną gazetą polską jest „Nowy Dziennik Polski” wydawany w Nowym Jorku, przedstawia bowiem informacje na podstawie serwisów różnych agencji. W Polsce media prześcigają się w narzucaniu nowego tematu na dwa, trzy dni lub miesiąc. I to nazywam stadnością, a tematy narzucane mają na celu nie tyle poinformowanie, ile osiągnięcie jakiegoś efektu, np. skompromitowania jakiegoś ministra, zakazania zapłodnienia in vitro itd. Zamiast rzetelnie informować, lepiej uprawiać propagandę, nawet jeśli nikt o to nie prosi, bo to się lepiej sprzedaje.

Prof. Stanisław Filipowicz,
historia myśli politycznej
Różnica pomiędzy informacją i propagandą jest nieoczywista. Nawet czysta informacja nie jest wolna od pewnej intencji. Nie ma niewinnych faktów, bo to my tworzymy fakty, poświęcając czemuś uwagę. Informując, propagujemy określony obraz rzeczywistości i taka informacja zawsze jest propagandą. Łączenie informacji z pojęciem prawdy jest pewnym nadużyciem, bo informacje są często wyselekcjonowane, co też jest formą bardzo perfidnej propagandy, a celuje w tym telewizja.

Prof. Krzysztof Opolski,
ekonomista, UW
Zdecydowanie więcej jest propagandy. Trudno o obiektywizację mediów, bo piszą ludzie pozostający pod wpływem poglądów innych ludzi, obsługują bardzo wiele zdarzeń i nie zawsze stać ich na odpowiednie przygotowanie lub pytanie rozmaitych ekspertów, aby wyrobić sobie własne stanowisko. Społeczeństwo też jest skłonne poddawać się owczemu pędowi. Jest guru i wszyscy uważają, że guru ma rację. To cecha typowa dla gospodarki rozwijającej się. Nikt nie pyta, czy poglądy guru są obiektywne, tak jak nikt nie ma wątpliwości, że liberalna gospodarka jest słuszna. Ludzie są impregnowani i odporni na to, co dzieje się we Francji czy w USA, gdzie jest coraz więcej interwencjonizmu państwowego dla ratowania wielkich banków. My natomiast odrzucamy wszelkie wątpliwości i debaty na ten temat też nie ma. Wolimy wszystko sprywatyzować, niż zastanawiać się, jak omijać prawo wspólnotowe, by ratować gospodarkę kraju.

Prof. Janusz Danecki,
arabista
Moją uwagę zwraca owczy pęd w informowaniu. Ktoś daje jakąś informację i wszystkie media tę jedną eksploatują jako główne zagadnienia. Nie wiadomo, dlaczego reszta informacji wtedy zanika. Np. sprawa poważna – śmierć naszych pilotów – dla telewizji stała się w pewnym momencie jedyną informacją, przestało nas nagle interesować wszystko, co dotyczy Polski i świata. W ostatnim czasie natomiast słyszymy o sprawach tak nieistotnych i drobiazgowych, że ktoś np. coś powiedział albo zniszczył laptopa lub też telefon komórkowy wpadł mu do wanny. To przecież nie ma żadnego znaczenia. To już nie jest nawet propaganda, lecz zachwianie proporcji rzeczy istotnych i nieistotnych.

Prof. Mirosław Kofta,
psycholog społeczny, UW
To, że media są politycznie zaangażowane – to nic złego. Czym innym jednak są sympatie ideologiczne, czym innym zaś – nierzadkie w Polsce – sprzeniewierzanie się etyce zawodu, np. przemilczanie niewygodnych faktów, nieoddzielanie informacji od komentarzy, kolportowanie kłamliwych pogłosek bez rzetelnego sprawdzenia ich prawdziwości, bezwstydne propagowanie jednej opcji politycznej… W takim świecie ideologicznego zacietrzewienia popularny tygodnik opinii stacza się od strony jakości i formy przekazu do politycznego tabloidu (vide tygodnik „Wprost”), a gazeta aspirująca jeszcze niedawno do pozycji obiektywnego, centrowego polskiego „Timesa” – w wyniku gazetowego zamachu stanu staje się nagle tubą propagandową nacjonalistycznej prawicy (vide „Rzeczpospolita”).

Wydanie: 8/2008

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy