Kto dziś w Polsce może być mediatorem i rozjemcą?

Kto dziś w Polsce może być mediatorem i rozjemcą?

Prof. Henryk Domański,
dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii PAN
To zależy, na jakim szczeblu dochodzi do konfliktu, który wymaga mediacji. Czy jest to sprawa o wymiarze państwowym, ogólnospołecznym, czy też konflikt w skali regionalnej albo lokalnej. Osoba, która ma być rozjemcą, powinna się charakteryzować dwiema cechami. Pierwsza to zaufanie i wysoki autorytet, druga – odpowiednie przygotowanie merytoryczne w dziedzinie rozwiązywania sporów, a także znajomość przepisów prawnych, specyfiki branży itd. W Polsce np. Kościół naturalnie kojarzy się z mediacją, bowiem budzi szacunek i zaufanie, nie ma natomiast profesjonalnego przygotowania w dziedzinie rozwiązywania sporów. Także od prezydenta RP, choć niekiedy bierze on udział w mediacjach, nikt nie wymaga rozjemczego profesjonalizmu, bo ważniejsza jest jego pozycja w państwie i społeczeństwie. Wydaje się, że im niższy jest szczebel powstania konfliktu, tym ważniejsze są kwalifikacje merytoryczne dotyczące istoty sporu.

Ryszard Kalisz,
poseł SLD
Najlepszą osobą, która w Polsce zajmowała się mediacją w sporach, jest prezydent Aleksander Kwaśniewski. Jego zaletą jest to, że potrafi rozmawiać ze wszystkimi. Warunkiem dobrego prowadzenia negocjacji jest szacunek dla wszystkich stron występujących w konflikcie. Gdy dochodzi do ugody lub porozumienia na zakończenie negocjacji, wynik jest pozytywny. Chociaż obydwie strony konfliktu muszą wtedy z czegoś zrezygnować, mediacja kończy się sukcesem. Tak należy ocenić działanie mediatora.

Bp Tadeusz Pieronek,
rektor Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie
Muszą to być ludzie publicznego zaufania. Co prawda, ten gatunek ostatnio bardzo stopniał, ale jeszcze u nas występuje. Mogą to być zarówno duchowni, jak i świeccy, bo mądrość jest udziałem rozmaitych umysłów. Ja takich ludzi mógłbym wskazać, uczciwych, sprawdzonych, którym można powierzyć niejedną kontrowersję. Ich nazwiska niewiele mówią, nie piastują też ważnych stanowisk. Znani są jako ludzie szlachetni i prawi. Na pewno potrafią, gdy trzeba, pośredniczyć w sporach i doprowadzić do ich rozwiązania lub złagodzenia zależnie od okoliczności sprawy.

Janusz Śniadek,
przewodniczący KK NSZZ „Solidarność”
Z mocy ustawy stworzono listę mediatorów w Ministerstwie Pracy. Zgłoszone tutaj osoby po konsultacjach są weryfikowane, a ich nazwiska podawane są do wiadomości pozostałych partnerów. Takie listy utworzono w każdym województwie. Oprócz formalnej grupy mediatorów niekiedy korzysta się z pomocy niezależnych osób zaufania publicznego, czasami duchownych, kiedy indziej naukowców, np. rektorów uczelni i innych, którzy dają gwarancję obiektywizmu. Na pewno osoby z listy ministerialnej cechuje wysoki profesjonalizm i dobre przygotowanie, bo mediacja jest trudną sztuką. Ale to nie jedyne kryterium, bo czasami ważniejszy jest wielki autorytet, a nie wysoki profesjonalizm.

Jan Kisieliński,
wiceprzewodniczący OPZZ
Ludzie wytypowani na listę mediatorów ukończyli specjalne kursy negocjacji i inne szkolenia. Jeśli związek wejdzie w spór zbiorowy z pracodawcą czy odwrotnie, zaś pierwsze rozmowy nie przynoszą rezultatu, strony mogą poprosić o mediatora z listy, ale w niektórych sprawach prosi się o ludzi wyższego zaufania społecznego, choć bez uprawnień i rangi mediacyjnej. Z mojego doświadczenia z pracy w Związku Zawodowym Górników wynika, że niekiedy skuteczny jest mediator zgłoszony przez inny związek niż występujący w danym konflikcie, aby uniknąć stronniczości. To powinna być osoba patrząca raczej chłodnym okiem na konflikt i dobrze znająca prawo. Wówczas są warunki, aby doprowadzić spór do szczęśliwego końca.

Andrzej Malinowski,
prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich
Budujemy w konfederacji ekipę ludzi do rozwiązywania sporów. Są wśród nich prawnicy, są ekonomiści, którzy znają się na finansach firmy, na prawie pracy oraz na technikach i zasadach mediacji. W tworzeniu takiego zespołu pomagają nam partnerzy z innych konfederacji europejskich. Nie są to nazwiska z pierwszych stron gazet, ale specjaliści. Jeśli członek konfederacji ma jakiś problem wymagający mediacji, będzie się mógł zgłosić do nas. Jesteśmy wystarczająco dużą organizacją, legitymującą się milionem zatrudnionych, więc powinniśmy dysponować grupą, która zajmie się rozwiązywaniem sporów w ramach pomocy koleżeńskiej. Jeśli natomiast konflikt będzie dotyczył sprawy na szczeblu państwowym, wówczas skorzystamy z oficjalnej listy mediatorów rządowych.

Roman Wierzbicki,
przewodniczący NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność”
Związek Zawodowy może być takim mediatorem w sporze. W każdym razie my staramy się poszukiwać kompromisu. Zgłosiliśmy np. kilka projektów ustaw i rozwiązań gospodarczych dotyczących Polskiego Cukru i ustawy cukrowniczej. Oczywiście, są pewne granice kompromisu. Powstał projekt, jest przerabiany, ale rola związku jest niezbędna, bowiem szykują się duże konflikty w przemyśle cukrowniczym. Nie zawsze interes plantatorów i producentów okazuje się najważniejszy, mamy poważne obawy, że koncerny zachodnie potrafiły urobić członków zarządów spółek. Powstaje zarzewie konfliktów i związek musi pilnować, by ustawa była przestrzegana i realizowana.

Władysław Serafin,
przewodniczący Krajowego Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych
Najlepszym mediatorem jest się samemu, ale gdy powstaje sytuacja konfliktowa, gdzie występuje totalne lekceważenie partnerów, potrzebne są autorytety łagodzące zacietrzewienie stron. W Polsce nie widzę zbyt wielu takich autorytetów, choć na szczęście nie zdarzył się nam wielki konflikt społeczny wymagający mediacji. Niektórzy podszywają się pod mediatorów, co miało miejsce np. w Stoczni Gdańskiej. Kościół jest jedyną instytucją społeczną, która mogłaby mediować, ale ma zbyt dużo na sumieniu w polityce, natomiast godność i autorytet Prezydenta RP są za poważne w stosunku do rangi sporów. Możliwy jest jednak silny kryzys związany z warunkami integracji europejskiej. Widzę tutaj nawet zagrożenie dla ładu publicznego, jeśli jedyną odpowiedzią na parcie do wygrania referendum stanie się ulica.

Marian Jurczyk,
związkowiec, sygnatariusz Porozumień Sierpniowych
Tacy ludzie są w każdym pokoleniu, ale nie tędy droga. Negocjacje nic nie dają albo działają krótko. Społeczeństwo jest tak zdeterminowane ubóstwem, że nie czeka na rozmowy, lecz na zmiany prawa, ordynacji wyborczej, na naprawę Rzeczypospolitej, a nie na jej upadek. Młodzież opuszcza kraj, mnożą się patologie. Jeśli to się nie zmieni, znów popłynie krew na polskich drogach.

Wydanie: 43/2002

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy