Męska kolonia karna

Męska kolonia karna

Pracowałeś z ciekawą obsadą. Z jednej strony, absolutne gwiazdy polskiego kina: Grabowski, Chyra, Dorociński, z drugiej – niedoświadczeni chłopcy: Bartek Bielenia i Kuba Henriksen.

– Każdy aktor ma swój świat i bagaż doświadczeń. Rozmawiałem z każdym z nich, starałem się wykorzystać naturalne predyspozycje każdej osoby. Obserwowałem ich, jak się zachowują w konkretnych sytuacjach, jak radzą sobie w trudnych warunkach. Połączenie charakterów, wrażliwości chłopaków z umiejętnościami, jakie prezentują Andrzej Chyra i Marcin Dorociński, pozwoliło stworzyć prawdziwy konflikt, żywe emocje.

Bardzo ciekawe są zwłaszcza kreacje Bartka i Kuby.

– Praca z nimi była wyjątkowym doświadczeniem. Bartek, mimo młodego wieku, jest świadomym aktorem, traktującym swoją pracę naprawdę serio. Kuba jest bardzo otwarty, ciągle się uczył i chłonął wszystko jak gąbka – pytał o sprzęt oświetleniowy, do czego służy jakieś urządzenie na planie. Patrzeć, jak się rozwija, to ogromna przyjemność. Widzę w nim wielki potencjał.
„Na granicy” skojarzył mi się z „Domem złym” Wojtka Smarzowskiego. Sam jednak przyznajesz, że twoim filmowym mistrzem jest Wojciech

Jerzy Has. Jakimi jeszcze twórcami i filmami się inspirujesz?

– W kinie gatunkowym mamy do czynienia z pewnymi zasadami, kodami, językiem, jest tu cały bogaty słownik znaczeń. Nie tworzę filmów w próżni, wymyślam własne historie, ale czerpię z całego bogactwa kina. Działam w pewnych granicach, choć na swoich zasadach. Inspirują mnie filmy Akiry Kurosawy, które mogę oglądać na okrągło. Także Roman Polański, David Fincher, Alfred Hitchcock.

Bardzo często debiutancka fabuła jest autorskim kredo albo spowiedzią reżysera. Też chciałeś powiedzieć coś o sobie, o swojej męskiej inicjacji, rozliczyć się z własnymi doświadczeniami?

– Chciałem zrobić dobry film. Mogę powiedzieć, że „Na granicy” jest moim filmowym kredo w tym sensie, że chciałbym robić dobre kino gatunkowe, którego w Polsce jest wciąż za mało. Według mnie, to właśnie westerny, komedie i burleska ożywiały kinematografię i ją rozwijały. Film niesie iluzoryczne poczucie, że jesteśmy na chwilę w innym świecie, oglądamy na ekranie kogoś innego, ale takiego jak my. To wielka siła tego medium. Film może zmieniać nas i zmieniać świat. Mam na to dowody.

Strony: 1 2

Wydanie: 7/2016

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy