Miłuj przybysza jak siebie samego

Miłuj przybysza jak siebie samego

Chciałbym, aby Europa podzieliła się tym, co ma. Ale nie wierzę, że tak będzie, bo w naszym życiu dominują egoizmy


Horst Koss
 – szef pomocy społecznej Kościoła ewangelickiego w Solingen k. Düsseldorfu

Spotykamy się w biurze diakonatu. Dwupiętrowy budynek w środku miasta znany jest wszystkim mieszkańcom Solingen poszukującym jakiegokolwiek wsparcia. Lista spraw, jakimi zajmują się Horst Koss, energiczny 63-latek, cywil, nie pastor, i jego ekipa, jest naprawdę długa. Można tu otrzymać każdy rodzaj pomocy, łącznie z przeprowadzeniem przez bankructwo.

Siedzimy w jednym z kilkunastu identycznych pokoi. Na standardowym biurku stoi komputer, przy bardziej niż zwyczajnym stoliku pijemy kawę. Tylko ludzie są tu nadzwyczajni: pochłonięci swoją misją, pracujący po 17 godzin dziennie, choć opłacani z urzędu za osiem. Teraz najwięcej czasu poświęcają na pomoc imigrantom, a przede wszystkim uchodźcom.

Nie uważa pan, że zbliża się dzień, w którym my, Europejczycy, aby czuć się bezpiecznie, będziemy musieli oddać swoje auta, telewizory i pralki mieszkańcom Afryki lub Azji, byleby tylko do nas nie uciekali?

– Kilka lat temu może bym się zaśmiał, słysząc takie stwierdzenie – uważałbym je za absurdalne. Ale nie dzisiaj. Ja akurat bardzo bym chciał, by Europa podzieliła się tym, co ma. Nie wierzę jednak, że tak będzie, bo w naszym życiu dominują egoizmy. Zresztą czego mamy wymagać od jednostek, jeśli nawet państwa czy narody są egoistyczne? Interesujemy się tylko sobą i najbliższym otoczeniem, a świat gdzieś tam to dla nas abstrakcja. Myślę też, że terroryzm rodzi się z biedy. Wielu sądzi, że jeśli nie można czegoś mieć w sposób normalny, nie można zdobyć tego, co się chce, metodami pokojowymi, sięga się po terrorystyczne. Taka jest natura ludzka. Po prostu tak się dzieje z człowiekiem, niezależnie od jego rasy i religii. Niedawno odbyła się u nas konferencja dotycząca problemu przybyszów i mówiono wyraźnie, że głównym powodem napływu ludzi do Europy i do Niemiec jest po prostu bieda w świecie. Postrzegamy więc to jak coś w rodzaju rewanżu krajów biednych na bogatych. Bogaty Zachód eksploatował biedne Południe albo biedny Wschód i teraz następuje odpłata. Ci, którzy przyjeżdżają do nas, do sytej Europy, w jakimś sensie biorą na nas odwet. I nie dziwię się temu. Oczywiście ludzie w całej Europie, także w Niemczech, nie chcą o tym rozmawiać i dalej chcą po prostu tanio kupować. Macie pewnie te same slogany marketingowe – kręci was, że coś można kupić tanio, a tanio to znaczy z wykorzystaniem taniej siły roboczej gdzieś w Azji.

Rzeczywiście zwraca się już uwagę na to, że taniość dla nas oznacza biedę dla nich. Aby świat był sprawiedliwy, zwykła koszulka bawełniana powinna kosztować nie 2 euro, lecz 20. Ale to odosobnione głosy teoretyków, a nie praktyków.

– Ha! Właśnie! A tu kończy się czas teoretyzowania, trzeba działać! Ale najważniejsze, że musimy wypracować wspólne stanowisko – my, wy, w ogóle Europa. Trochę przeraża mnie to, że chociaż wszyscy jesteśmy chrześcijanami, mówimy tak różnymi językami. Powinny nas łączyć wspólne chrześcijańskie wartości. I na tym powinna zostać zbudowana odpowiedź Europy na problem uchodźców.

Co to znaczy: „mówimy różnymi językami”?

– Chodzi mi o to, że wy w Polsce nie chcecie muzułmanów.

Trochę ma pan rację. Boimy się islamizacji.

– Co za nonsens! Przecież jesteście tak mocno związani z papieżem.

Byliśmy.

– No tak. Ale macie bardzo chrześcijańskie społeczeństwo. To czego się boicie? Wpływu muzułmanów na wasze życie?

Zbliżamy się do granicy

Proszę powiedzieć: odróżniacie imigrantów zarobkowych od uchodźców?

– W sensie chrześcijańskim wszystkim potrzebującym należy pomóc. Nie odmawiamy więc nikomu. Są oczywiście programy pomocowe przeznaczone osobno dla uchodźców i np. dla Polaków, Hiszpanów czy samotnych matek albo dla tych, którzy wpadli w tarapaty finansowe. Ale tak, zwracamy uwagę na to, kto skąd do nas przybywa. Nie dostaną już azylu np. Albańczycy, bo ich kraj został przez Niemcy uznany za bezpieczny. Jednak dla mnie jako praktykującego chrześcijanina to bardzo trudne pytanie. Jak mam rozróżnić, komu pomóc, a komu nie? Chociaż widzę też nasze szkoły, często nieremontowane z braku pieniędzy, i zastanawiam się, ile jeszcze jesteśmy w stanie dać innym. Mogłoby do nas przyjechać nawet więcej ludzi, ale wtedy nasze społeczeństwo musiałoby się wyrzec swoich ekonomicznych, materialnych aspiracji. Dlatego cały proces przyjmowania ludzi w Niemczech będzie się zmieniał. My jako społeczeństwo daliśmy już bardzo dużo. Kiedy patrzę na wolontariuszy, na ich zaangażowanie, gdy widzę, ilu ludzi daje pieniądze na uchodźców, to myślę, że zbliżamy się do granicy, że granica jest tuż-tuż. Teraz już wielu pyta: „Dlaczego ja jako chrześcijanin mam oddać więcej muzułmanom, więcej, niż mam?”. To dopiero początek, ale takie głosy też już są.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 12/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy