Mityczna Niebieska Rzeka

Mityczna Niebieska Rzeka

Nowa zapora wodna pochłonie olśniewający chiński pomnik natury – Trzy Przełęcze

Obfite letnie deszcze monsunowe podniosły o ponad 20 m poziom wody w rzece, nurt jest bardzo rwący i często jego prędkość osiąga 10 węzłów. Żegluga jest trudna, ponieważ tu i ówdzie widać wyrastające tuż ponad poziom wody niebezpieczne, ostre skały.
Jesteśmy na mitycznej Jangcy, Niebieskiej Rzece, kolebce chińskiej cywilizacji. „Encyclopaedia Britannica” pisze o niej: „…przecina majestatyczny, niesłychanie malowniczy przełom, jeden z najpiękniejszych, najbardziej imponujących i najbardziej przytłaczających krajobrazów, jakie istnieją na naszej Ziemi”. Opis ten stał się zaproszeniem do zorganizowania przygodowej wyprawy.
Długo krążyliśmy z trójką przyjaciół po rzecznym porcie w Chongqing w poszukiwaniu sampanów, typowych łodzi budowanych od wieków według niezmiennych reguł. Ku naszemu zdziwieniu odkryliśmy, że są one dla miejscowej ludności już tylko wspomnieniem. „Możecie spotkać je jeszcze w delcie niedaleko Szanghaju”, podsunęli nasi rozmówcy.
Ktoś optymistycznie radził pojechać do Wanxianu: „Rok temu właśnie tam widziałem żagiel na rzece”. Zdecydowaliśmy się na spłynięcie statkiem pasażerskim do tego miasta, ale już po drodze młody kapitan potwierdził, że sampany definitywnie zniknęły z Jangcy. Postęp techniczny jest niemiłosierny i – jego zdaniem – dobrze się stało, że już ich nie ma. Zbyt często przeszkadzały w żegludze. Jego ton nie skrywał żadnej nostalgii za dawnym symbolem Chin romantycznych. Był to dla nas nieprzyjemny zawód, spóźniliśmy się o rok, najwyżej dwa.
Nie poddaliśmy się. W poszukiwaniu łodzi odwiedziliśmy okoliczne wioski. Wreszcie w Santiansian trafiliśmy na ślad sampana, który od pewnego czasu kursował jako prom między dwoma brzegami rzeki. Właściciel, Liang Xue, zgodził się wynająć nam swoją łódź za 300 dol. dziennie, ale po krótkich targach przystał na 30 – tyle, ile średnio zarabia miesięcznie robotnik chiński.
I oto możemy rozkoszować się urokami żeglugi. Nasza łódź o płaskim dnie ma 9 m długości i jest mniejszą siostrą morskiej dżonki, której doskonałe właściwości nawigacyjne opiewał jeszcze Marco Polo. Dzięki płaskiemu żaglowi jest w stanie płynąć bardzo ostro do wiatru. Pośrodku sampana znajduje się niska kabina, w której wszyscy się mieścimy.
Miejscami żegluga staje się coraz bardziej niebezpieczna. Nurt jest niespokojny i jego prędkość wzrasta. Panorama zmienia się, w miejsce szerokich nizin pojawia się górzysty teren z nagimi szczytami. Jangcy bierze swój początek z mało zbadanych terenów Tybetu, na wysokości 6600 tys. m n.p.m. Jej źródło zostało ustalone dopiero w 1976 r. Według najświeższych obliczeń, ma 6418 km długości, co daje jej trzecie miejsce na świecie.
Liang Xue opowiada historię swojego życia. Spędził tutaj wszystkie swoje lata i o Jangcy mówi z wielkim respektem, a nawet wdzięcznością, ponieważ ta rzeka oszczędziła mu życie.
Najniebezpieczniejszy odcinek leży w Trzech Przełęczach, dwa dni żeglugi od miejsca, w którym się znajdujemy. Ciągną się one na długości ponad 200 km i są najeżone podwodnymi skałami leżącymi na małej głębokości. „Progi grzmią tam – mówi Xue – niczym galopujące rumaki”. A stare chińskie przysłowie powiada: „Tak samo trudno tędy przepłynąć, jak trudno trafić do nieba”. Wszystko zależało od błyskawicznej reakcji sternika. Ludzie nie tracili życia tylko na wodzie, nie mniej ofiar było wśród burłaków, którzy zaprzężeni jak konie holowali statki pod prąd.
Główną drogą Chin płyną w górę i spływają w dół niezliczone statki, barki, cysternowce i statki pasażerskie. Te ostatnie są z reguły starej daty, pokryte rdzą i wypełnione do granic możliwości. Od czasu do czasu pojawia się jednak prawdziwy klejnot przemysłu stoczniowego, komfortowe cudo z zagranicznymi pasażerami, którzy w ciągu dwudniowej żeglugi rozkoszują się pięknem malowniczego krajobrazu.
Wszystko wskazuje na to, że nasz sampan jest ostatnim, który żegluje po wodach Niebieskiej Rzeki, nic więc dziwnego, że jeden ze statków pasażerskich zmienia swój kurs, aby dać możliwość sfotografowania z bliska zjawy minionych czasów.
Z Chongqing do Szanghaju, to jest na odcinku żeglownym długości prawie 3 tys. km, każdego roku przewozi się około 30 mln osób.
Nasza przygoda kończy się w Fengjie, mieście zawieszonym na wysokim brzegu, które w ten sposób stara się uchronić przed gwałtowną wodą i jej niszczycielską furią. Właśnie tutaj zaczynają się słynne przełęcze i stary Xue stanowczo odmawia kontynuowania podróży, twierdząc, że jest to przedsięwzięcie zbyt ryzykowne.
Jesteśmy zmuszeni przesiąść się na statek odpływający następnego dnia rano.
Dostojnie tocząca swe wody rzeka wdziera się między dwie pionowe, nagie ściany wysokie na kilkaset metrów i odległe od siebie o rzut kamieniem. Pierwsza przełęcz, nazywana Ryczącą, ma 8 km długości, ale zafascynowany widokiem nie zauważam, że szybko pozostawiamy ją za sobą.
Za Wushanem pojawia się Przełęcz Wuxia, czyli Czarownic, i z pokładowego głośnika stewardessa z aktorską dykcją opowiada legendy związane z niektórymi szczytami z wyrzeźbionymi profilami ludzkimi. Po dwóch godzinach statek wpływa w ostatnią już Przełęcz Cieni, która składa się z serii głębokich wąwozów. Znowu widoki zapierające dech w piersiach. Ma się wrażenie, jakby statek zsuwał się z pochylni, tak wyraźny jest spadek rzeki. Głębokość zmienia się błyskawicznie, raz pod kilem jest 140 m, potem 15 czy 60. Kilkakrotnie na powierzchni wody ukazuje się fragment zardzewiałego wraku, ślad jakiejś tragedii. Przestroga dla kapitanów.
Niestety, tak jak zginęły z Jangcy sampany, tak wkrótce zginie także z powierzchni ziemi ten nadzwyczajny spektakl natury, od wieków inspirujący poetów i artystów.
Za kilka lat zostanie oddana do użytku gigantyczna zapora ze sztucznym zbiornikiem o długości 600 km. Spiętrzenie rzeki spowoduje wysiedlenie 1,3 mln ludzi i zaleje 160 miast. Pod wodą znajdą się nie tylko Trzy Wąwozy, ale i kilkanaście bezcennych obiektów starożytnej kultury chińskiej. Ekolodzy protestują, zaś władze Pekinu twierdzą, że inwestycja, która kosztować będzie ok. 70 mld dol., pozwoli ujarzmić rzekę i zapobiec ogromnym wylewom, które pochłonęły w XX w. setki tysięcy ofiar. Ponadto, co jest nie bez znaczenia, zapewni produkcję 18 tys. megawatów energii elektrycznej.
Na razie Trzy Przełomy, istny pomnik natury, zachwycająca atrakcja turystyczna porównywana z Wielkim Murem Chińskim, największą budowlą w historii ludzkości, pozostanie jeszcze przez kilka lat w programie wycieczek turystycznych. Następne pokolenia będą mogły je podziwiać tylko na filmie dokumentalnym.
Na podstawie książki autora „No Limits” (Dom Wydawniczy Bellona)

 

Wydanie: 46/2002

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy