Młodzi, piękni i bogaci

Młodzi, piękni i bogaci

Kobieta miała otwarte usta, może spała, a może chciała nałapać więcej powietrza. Jej przedramiona były duże, z widocznymi, ciemnymi żyłami. Skóra już dawno straciła gęstość i nigdy nie użylibyśmy do jej opisania słów gładka, zdrowa, piękna. Leżała w szpitalnych dekoracjach, na łóżku z metalowymi poręczami, od reszty sali oddzielało ją białe przepierzenie. Fotografia pojawiła się wśród zdjęć kwitnących forsycji, lanczyków z modnych knajp, pięknych reprodukcji malarskich, fotek dzieci, memów, internetowych żarcików – i od razu wywołało oburzenie. Umieścił je na Facebooku jeden z moich znajomych. To bardzo wrażliwy, świadomy społecznie miejski aktywista. Na fotografii znajduje się jego ukochana ciocia, z którą od dawna nie ma już żadnego kontaktu. „Są jakieś granice prywatności”, pisano w komentarzach. „To jednak przesada udostępniać zdjęcie tak chorej osoby w takim stanie! Czy ona by sobie tego życzyła?”, „Przesadziłeś. To okropne”. I dalej w tym stylu. Zaatakowano go gremialnie i zupełnie bezrefleksyjnie. Natychmiast osądzono jako nieczułego na ludzką krzywdę, nietaktownego, handlującego prywatnością.
Trzeba zaznaczyć, że mój znajomy jest niepełnosprawny i porusza się na wózku. Przywołuję ten fakt, bo Tomek wiele razy stawał po stronie osób w jakiś sposób innych, nienormatywnych. Byłam zdumiona, że ta fotka wzbudziła aż takie emocje. Pomyślałam, że poranni użytkownicy internetu poczuli dyskomfort: wśród zdjęć pełnych lansu i podkręconych kolorów – nagle starość, choroba, śmierć. Ich reakcja była zatem lękowa: nie chcemy oglądać twojej starej, brzydkiej ciotki, kiedy jemy musli z jogurtem, przeglądając portale. Bo sami boimy się choroby i śmierci. Nie chcemy pamiętać o tym, że inni cierpią. Pragniemy patrzeć na piękne ciała, szczęśliwe dzieci i majowe sady. Szczeniaki na śniegu i wybitną architekturę.
Rozumiem, istnieje niepisana umowa: pokazujemy sobie fajne rzeczy, w mediach występują piękni, młodzi, zdrowi ludzie, tak strasznie seksowni i tak umiejętnie wystylizowani, że zaraz stają się jak jeden mąż ikonami popkultury, a gazety relacjonują przebieg ich śniadań, kłótni, miłostek i rozstań. Piękne, szczupłe ciała reklamują wszystko. Jakby istniały tylko one. Jaki skutek ma to kłamstwo kultury? Jesteśmy całkowicie nieprzygotowani do konfrontacji z chorobą i śmiercią naszych bliskich. Nie mamy po prostu narzędzi, żeby to zintegrować. Choroba i niepełnosprawność nadal bywają wstydliwe. A wydawało mi się, że ta praca została wykonana, że to temat „przerobiony” choćby przez sztukę krytyczną lat 90. Przypomina mi się praca wideo Zbigniewa Libery, który filmował swoją umierającą babcię. Głosy były wtedy podobne: co za wstyd, jak można pokazywać coś tak intymnego, to pornografia śmierci, świecki grzech. A Libera jest sępem żerującym na nieszczęściu swojej biednej, niczego nieświadomej, niewinnej babci! Ale przecież było odwrotnie: cała sztuka krytyczna lat 90. – Artur Żmijewski, Dorota Nieznalska, Katarzyna Kozyra i inni – starała się przywrócić niepełnosprawne, chore, odbiegające od kanonów, „inne” ciała obiegowi kultury.
Za to kłamstwo popkultury już płacą nasze córki anorektyczki, dziewczynki (częściej niż chłopcy) dorastające pod presją nierealnego obrazu doskonałego piękna. Nie mogąc mu dorównać, żyją w nieustannej depresji i poczuciu niskiej wartości. Usuwanie obrazów osób nienormatywnych lub po prostu chorych czy starzejących się podbija nietolerancję. Przyzwyczajone do oglądania wyłącznie zdrowych i pięknych ludzi – nasze dzieci nie tylko będą się wstydzić swoich, ale także nie zaakceptują odmienności innych ciał. Bo nie dostaną narzędzi do ich zintegrowania. Na Facebooku „polubiłam” stronę prowadzonej przez Katarzynę Kobro-Okołowicz fundacji Rak’n’Roll i stronę założonej przez Szymona Hołownię fundacji Kasisi. Od pierwszej dostaję wiele zdjęć osób po raku, ale też tych żyjących z rakiem, uśmiechnięte fotografie z hospicjów, fotki kobiet i mężczyzn, którzy w wyniku chemioterapii stracili włosy. Kasisi działa w Afryce i także prowadzi szpital i hospicjum. Są tu zatem zdjęcia tych szczęśliwie wyleczonych i tych, którzy odchodzą lub odeszli. To też jest życie. Ja też chciałabym, żebyśmy wszyscy żyli – wiecznie młodzi, zdrowi, piękni i bogaci. Ale póki tak nie będzie, bylibyśmy jako społeczeństwo znacznie szczęśliwsi, akceptując lub chociaż integrując każdą inność, także tę. Kiedy nam źle, fajniej nam przecież, kiedy bliscy są z nami, a nie unikają nas, odwracając oczy.

Wydanie: 20/2015

Kategorie: Agnieszka Wolny-Hamkało

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy