Polska łydka na wakacjach

Polska łydka na wakacjach

Na pierwszym planie ogromne ręce Barbary – łapska, chciałoby się rzec. Blade, gigantyczne, jak wielkie martwe ryby wyrzucone na brzeg. Dopiero za łapskami widzimy Barbarę: szeroką jak filar, z dziwnie rozciągniętą na boki twarzą. Jej klockowaty korpus zajmuje cały pierwszy plan. Po chwili dostrzegamy za nią niewielkiego człowieczka, który wychyla się nieśmiało zza jej ramienia. Człowiek wielkości gawrona, o niepewnym uśmiechu cudzoziemca. Oboje, Barbara i jej mąż, mają dziwne futrzane czapki. Jest to ich najgorsze zdjęcie i pokazują je gościom tylko po pijaku. W chwilach małżeńskich kryzysów zaś chętnie się nim nawzajem szantażują. W rzeczywistości Barbara jest smukłą, ładną kobietą, a jej mąż to solidny, wyższy od niej facet. Szanowany profesor, niemający nic wspólnego z gawronem. Przywieźli to zdjęcie ze służbowej podróży do Moskwy.

Ja też mam swój udział w Wielkiej Fotograficznej Kompromitacji. Była to moja ostatnia podróż do ciepłych krajów. Ostatni raz, kiedy dzielnie zwalczyłam lęk przed lataniem. Rok 2008, Grecja. Wynajmujemy autko i postanawiamy objechać wyspę. Ja mam dokumentować wycieczkę. Dzielnie trzymam w dłoni aparat z opcją nagrywania. Przez chwilę filmuję to, co wszyscy turyści: górskie kozy z dzwoneczkami, bliki słońca na wodzie, serpentyny, które pną się po pagórkach, kilka wiejskich, przydrożnych barów, koty wyjadające resztki po gościach. Auto jest małe, tanie i biedne. Niewydolna klimatyzacja sprawia, że jest gorąco. Samochód kołysze, zasypiam. Aparat staje się ciężki, ręka opada na fotel. Kiedy później oglądamy nagranie – jest na nim moja blada, polska łydka. Trzęsąca się jak galareta, obła łyda. 40-minutowa transmisja z życia łydki na wakacjach. Do dziś kiedy ktoś z rodziny chce mnie pognębić – grozi mi łydką, przysięga, że wpuści nagranie do sieci albo chociaż pokaże znajomym.

Któregoś dnia oglądam album fotograficzny mojej koleżanki Moniki. Jest jeden z tych bajkowych zimowych wieczorów, kiedy za oknem sypie śnieg i wszystko wydaje się lekko nierzeczywiste. Opanowuje nas nostalgia i sięgamy po stare nagrania albo zdjęcia. Monika wyciąga z szuflady wyblakłe rodzinne fotki, a ja nie mogę uwierzyć, że ta piękna dziewczyna miała tak okrutnego zeza, że jej oczy dosłownie zbiegały się do piegowatego nosa. – Tak, robił mi się dziwny zez, kiedy chciało mi się spać – wyznaje. – I nie mogłam nic na to poradzić. Poza tym nie rozumiałam, dlaczego rodzice nie martwili się moim zezem. Raczej mieli z tego niezły ubaw. Dlatego tyle tu zezowatych zdjęć. Widzisz? – Monika wskazuje jakąś fotkę obrażona. – Nabijali się ze mnie i specjalnie mnie wtedy fotografowali!
Jednak to mój ojciec jest w posiadaniu najgorszego własnego zdjęcia. Zawsze lubił wesołe towarzystwo wujka Ryśka i kiedy siadali razem „na jednego”, wiadomo było, że nie skończą szybko. Lubiłam wywoływać z mamą klisze.

Wędrowałyśmy do specjalnego zakładu, gdzie panował specyficzny zapaszek papieru fotograficznego i chemikaliów. Kiedy mama odbierała zdjęcia, z zachwytem studiowałam ślubne portrety w wystudiowanych pozach, fotografie komunijne i – te najfajniejsze – portrety psów, pozujących z wywieszonym jęzorem. Tym razem matka straciła panowanie nad sobą i wezwała imię Pana Boga nadaremno. W ręce trzymała wywołane właśnie zdjęcie, na którym ojciec, w towarzystwie Ryśka, stał dumnie z czarnym odtykaczem do klopa umocowanym sprytnie na czole. Błagaliśmy matkę, żeby nie wyrzucała zdjęcia, które od tej pory funkcjonowało w rodzinie jako „Jednorożec”. Ryśkowi musieliśmy zrobić dodatkową odbitkę.

Wiadomo, wszystko żyje po to, żeby być na zdjęciach, a już na pewno podczas wakacji. Rytualne fotki są po prostu częścią imprezy. Kompromitujące nagrania, niebanalne foty z głupimi minami, otwartą buzią, wałeczkami tłuszczu zrolowanymi na brzuchu – wszystko to jest, ma się rozumieć, rozczulające. I o wiele ciekawsze niż studyjne portrety, które są jedynie jakimiś wyobrażeniami, marzeniami o nas odprasowanych, wypoczętych, utrwalonych w naszych najlepszych czasach.

Tagi: wakacje, zdjęcia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy