Mobbing między regałami

Mobbing między regałami

Fot. Shutterstock

Oskarżana przez pracowników o mobbing dyrektorka biblioteki na warszawskiej Woli przeszła po cichu do innej dzielnicy

Mikrozarządzanie, destabilizowanie działania placówek i wyniszczanie niewygodnych pracowników póki sami nie odejdą. To do niedawna miała być codzienność bibliotekarzy z warszawskiej Woli. Dzielnicy stawianej za wzór, jeśli chodzi o nowoczesne biblioteki. To nie jest tekst o mobbingu. Bo ratusz zrobił wszystko, by nikt nie mógł tego tak nazwać. Była komisja wyjaśniająca nieprawidłowości, były czynności kontrolne, były zalecenia. Nie ma jednak żadnych konsekwencji. Anna Grędzińska niespodziewanie zmieniła dzielnicę i stanowisko. Współpracownicy pozostali z niesmakiem i obawami o zemstę ze strony byłej przełożonej.

Fasada vs. rzeczywistość

Media od miesięcy rozpływają się nad „nowymi bibliotekami” – modnymi „trzecimi miejscami”, gdzie prowadzi się kreatywne akcje czytelnicze. Na pierwszej linii walki o uwagę stoją bibliotekarze, których praca napędzana jest pasją. Za efektowną fasadą często kryje się stary, dobrze znany model: folwark dyrektora, w którym pracownik ma niewiele do powiedzenia, a liczy się wyłącznie dobry PR. W gminie bywa jeszcze względnie normalnie – bibliotekarza się szanuje. W Warszawie zaczyna się gra o prestiż między dzielnicami. Tu walczy się nie tylko o czytelników, ale i o pozycję, a środowisko jest tak małe, że lepiej milczeć – nawet gdy dzieje się źle. W tej rzeczywistości wystąpienie przeciwko dyrekcji wymaga odwagi. Zwłaszcza gdy chodzi o jedną z najgłośniejszych postaci stołecznych bibliotek – nagradzaną menedżerkę, twarz sukcesu i symbol nowoczesnych placówek – Annę Grędzińską.

– Wszyscy pracujemy w sektorze kultury, więc towarzyszył nam lęk, że ewentualny „wilczy bilet” mógłby zamknąć nam drogę do pracy nie tylko w bibliotekach, ale w ogóle w branży związanej z kulturą. Wśród pracowników funkcjonowało też przekonanie – czasem pół żartem, pół serio – że pani dyrektor ma bardzo szerokie kontakty. Z jej opowieści wynikało, że zna i utrzymuje relacje z osobami na najwyższych szczeblach, co dodatkowo wzmacniało poczucie, że ma duże wpływy i możliwości oddziaływania – mówi Ania*, pracowniczka wolskiej biblioteki.

Z odpowiedzi na interpelację radnej Agaty Diduszko-Zyglewskiej (nr 1555) wynika, że w maju 2025 r. pracownicy wolskiej biblioteki zgłosili do urzędu dzielnicy zarzuty wobec dyrektorki. Sprawę przekazano do Biura Zarządzania Zasobami Ludzkimi, które powołało specjalny zespół. Postępowanie zakończono 9 grudnia, a w styczniu zlecono kontrolę. Nasze źródła twierdzą, że większość zarzutów się potwierdziła. Oficjalnie jednak nic nie wiadomo – miasto utajnia wnioski, tłumacząc, że chodzi o „relacje pracownicze”, które nie podlegają dostępowi do informacji publicznej.

Ratusz konsekwentnie przykrywał sprawę, by została jedynie branżową anegdotą. Nieoficjalnie słyszymy, że sygnalistom kazano podpisać klauzule poufności. Wnioski komisji udostępniono wyłącznie do wglądu – bez możliwości kopiowania, co najwyżej z możliwością sporządzenia notatek. Tyle że notatki, po podpisaniu klauzuli, są w praktyce bezużyteczne. Burmistrz Woli zapytany o podjęte działania również nie wskazuje konkretów. Na interpelację radnej Melanii Łuczak z 27 lutego 2026 r. odpowiedział w swoim stylu: „dużo słów, zero konkretów”. Kontrola? To tylko „element szeregu działań”. Efekty są „monitorowane”, a jeśli coś nie wyjdzie – będą „kolejne decyzje”. Na końcu standardowa formułka: miasto „dysponuje uprawnieniami”. Czyli: nic nie wiadomo, ale wszystko jest rzekomo pod kontrolą.

Gwiazda jest tylko jedna

Wolscy sygnaliści miesiącami odchodzili od zmysłów. Komisja zbierała zeznania, następnie dyrektor Grędzińska zaznajomiła się z zarzutami, na które musiała odpowiedzieć. Brak działań przez kolejne miesiące, aż do grudnia, był dla zespołu jak siedzenie na tykającej bombie. Istniała realna szansa, że mimo anonimowości źródeł, dyrektorka mogła np. rozpoznać sygnalistów po samych zeznaniach. Według relacji pracowników biblioteki na Woli nic nie zwiastowało, że zajdą jakiekolwiek zmiany. Nastał nowy rok, mijały kolejne miesiące, aż nagle Anna Grędzińska sama zrezygnowała ze stanowiska i odeszła z końcem maja. Z danych uzyskanych z dostępu do informacji publicznej wiemy, że rezygnację złożyła 10 kwietnia. O sprawie dowiedzieliśmy się zaś od zaniepokojonych pracowników dzielnicy Włochy. Tamtejsi bibliotekarze ustalili, że Grędzińska ma przejść do nich w roli wicedyrektorki. Na część padł

*Imiona osób zostały zmienione dla ich bezpieczeństwa.

k.wawrzyniak@tygodnikprzeglad.pl

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2026, 29/2026

Kategorie: Kraj