A może federacja partii lewicowych?

A może federacja partii lewicowych?

Potencjalne zapotrzebowanie polskiej sceny politycznej na lewicę nie oznacza, że wyborcy ślepo poprą każdego, kto się na niej pojawi z ideologią lewicową. Oni są pamiętliwi Narastanie tendencji odśrodkowych Rozpad centrolewicy i zbliżające się nieuchronnie wybory do Parlamentu Europejskiego podgrzały atmosferę na lewej stronie sceny politycznej. Pojawili się na niej ponownie działacze, którzy utracili pewność, czy w nowych uwarunkowaniach mają szanse „załapać się” w wyborach na pozycjach liderów. Powstają więc kolejne partie lewicowe, centrolewicowe, socjalistyczne i socjaldemokratyczne. W zamyśle autorów nieważne są programy polityczne tych partii, liczy się zdobycie dla lewicy jak największej liczby głosów potencjalnych wyborców, a sprawić to mogą nazwiska popularnych polityków, bez względu na ich kredo programowe. Nie ma jak dotąd wiarygodnej odpowiedzi na pytanie, czy lewica w ogóle zdobędzie mandaty w Parlamencie Europejskim. Ostatnie sondaże były dla SLD więcej niż pesymistyczne: wskazywały na poparcie na granicy dostania się do parlamentu. Badania bardziej optymistyczne oceniały szanse wyborcze SLD w granicach 7-10%, co również nie może być powodem do zadowolenia. Inne partie lewicowe są poza dopuszczalnym marginesem. 2. Czy jest w Polsce miejsce dla lewicy? Jest to wprawdzie pytanie retoryczne, bo nawet prezydent Lech Kaczyński uparcie twierdzi, że nie wyobraża sobie polskiej sceny politycznej bez lewicy; życie może jednak spłatać figla i lewica zniknie z firmamentu. W większości krajów lewica radzi sobie całkiem nieźle, choć w przeróżnych postaciach. W części krajów reprezentują ją partie socjaldemokratyczne, w niektórych – partie socjalistyczne, w Stanach Zjednoczonych hasła lewicowe głosi Partia Demokratyczna. Z lewicą wiąże się nadzieje nie tylko na obronę praw socjalnych, walkę z bezrobociem, o zabezpieczenie społeczne, godziwą emeryturę itp. Lewica broni praw człowieka, w tym prawa do pracy, do wypoczynku, do kształcenia, do życia w pokoju. Duża część lewicowych haseł ma charakter internacjonalistyczny, co oznacza szeroko pojęte otwarcie na świat; w Polsce oznacza to integrację z Unią Europejską, poprawne stosunki z sąsiadami, poszanowanie prawa narodów do samostanowienia, a także walkę o pokój, walkę ze zbrojeniami, zagwarantowanie praw mniejszościom, oddzielenie Kościoła od państwa przy zastosowaniu zasady wolności sumienia i wyznania. Przy takim spojrzeniu na lewicę widać wyraźnie różnice między nią a prawicą, która głosi hasła wysoce konserwatywne, często ksenofobiczne w postaci narzucania swojej woli innym, popierania zbrojeń, agresji, konfliktów międzynarodowych, braku tolerancji dla mniejszości seksualnych, religijnych, narodowościowych. 3. Wyborców trzeba traktować serio Potencjalne zapotrzebowanie polskiej sceny politycznej na lewicę nie oznacza, że wyborcy ślepo poprą każdego, kto się na niej pojawi z ideologią lewicową. Są oni pamiętliwi. Sojuszowi Lewicy Demokratycznej pamiętają nie tylko niektórych jej polityków, którzy pełniąc wysokie funkcje rządowe, wyrzekli się ideałów lewicy. Zdobycie znacznego poparcia Polaków u progu transformacji systemowej przez socjaldemokrację doprowadziło do zawrotu głowy u ludzi, którzy jej przewodzili. Źle ocenili źródła tego poparcia, którym zostali obdarzeni; wydawało się im, że są wspaniali pod każdym względem, młodzi, wykształceni, obyci na salonach politycznych i bardziej doświadczeni niż politycy prawicy, którym tych cech – ich zdaniem – brakowało. W tym złudnym przekonaniu politycy socjaldemokratyczni zapomnieli, że trzeba się uczyć i poznawać doświadczenia innych krajów, innych partii, zwłaszcza europejskich. Moim zdaniem – rządząca przez wiele lat socjaldemokracja polska sprzeniewierzyła się zaufaniu Polaków, zostawiła „na lodzie” ludzi pokrzywdzonych przez transformację, emerytów, rencistów, rolników. Jednocześnie skorzystała z bałamutnej propozycji zaproszenia na salony przez nowobogackich, którzy dopiero co zdobyli majątki często nie całkiem uczciwie. Kontakty z politykami nowobogaccy dyskontować chcieli we własnym interesie, docierając do lukratywnych kontraktów. Szczególnie dotkliwie odczuli to ludzie starsi, którzy wyrośli w PRL, tu się wykształcili, ciężko pracowali i niczego (bądź niewiele) się nie dorobili. Zaliczono ich do homo sovieticus, nic niewartych, o mentalności skażonej komunizmem, nie nadających się do pracy w warunkach transformacji. Co jakiś czas prominentny polityk lewicy odcinał się od tych ludzi, głosząc, iż nie ma z nimi nic wspólnego, bo urodził się później, bądź że zawsze był sercem po przeciwnej stronie bariery ideologicznej. Politycy lewicy, sprawując wysokie funkcje w rządzie, szybko poszli też na współpracę z prawicą polską, wspaniałomyślnie zapraszając jej przedstawicieli

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2008, 38/2008

Kategorie: Opinie