My żyjemy dziś

My żyjemy dziś

Pan Profesor
Jarosław Hrycak
Uniwersytet im. Iwana Franki we Lwowie

Szanowny Panie Profesorze!
Od dawna już pragnęłam napisać do Pana parę słów. Po przeczytaniu Pana bardzo klarownej i jasnej wypowiedzi w rozmowie w “Gazecie Wyborczej”, w której między innymi i Pan wziął udział, zwlekać nie mogę.
Jestem Wołynianką. Urodziłam się w roku 1932, a więc okres lat 1942-43, które przeżyłam w Kołkach i Przebrażu, pamiętam. Unikam wspomnień, do tego okresu mam stosunek emocjonalny, ale i racjonalny.
Pamiętam czas, kiedy moi rodzice – przed II wojną światową nauczyciele wołyńskiej wsi (Trościanka, Jwanicze) – rozmawiali o sytuacji ukraińskiej ludności, o tym, jak jest ona traktowana przez policję, władzę administracyjną i osadników wojskowych. Pamiętam, a teraz i wiem, czym dla “polskich panów” była “mużycka czerń”. Oczywiście, Pan jako historyk zna te sprawy dokładnie. Nie uważam, żeby błędy popełnione przez władzę i obywateli II Rzeczpospolitej, sekowanie ludności ukraińskiej, usprawiedliwiały późniejsze “mordy wołyńskie”, ale z całą pewnością pozwalają lepiej rozumieć ich genezę. Nie wspominam tu ani o teorii integralnego nacjonalizmu, ani o wzorcowym nieraz współżyciu polskich i ukraińskich mieszkańców wsi, gdyż i jeden, i drugi temat został wielokrotnie i dogłębnie opisany w opracowaniach publicystycznych i wspomnieniowych.
Pozwolę sobie tylko wyjaśnić Panu motywy, które sprawiły, że w roku 1996 jako Senator Rzeczypospolitej Polskiej czułam się zmuszona do podjęcia tego tematu, chociaż, mówiąc szczerze, nie zostałam przez żadną stronę właściwie zrozumiana.
Grupa posłów i działaczy Unii Wolności, przy współpracy z władzami Związku Ukraińców w Polsce, spłodziła dokument potępiający “Akcję Wisła”. Pomijam uzasadnienia przytaczane już wielokrotnie, że akcja ta była następstwem wszystkich krwawych wydarzeń, które miały miejsce na Wołyniu, Kresach południowo-wschodnich i była bardzo trudnym (dla mieszkańców Bieszczad tragicznym) ich zamknięciem. Potępienie akcji uchwalone przez Sejm niosło za sobą rekompensaty finansowe. To wydało mi się niskie, a moim krajanom, którzy przeżyli gehennę wołyńską – niesprawiedliwe, gdyż oni na żadne rekompensaty szans nie mieli. Wzniecanie tego tematu przez inicjatorów “potępienia” dało wręcz odwrotne skutki, zamiast załagodzić obustronne poczucie krzywd – rozpaliło znów przygasające namiętności. Nie sądzę, żeby za życia naszego pokolenia udało się całkowicie naprawić te koszmarne błędy naszej historii.
Historycy, naukowcy oczywiście muszą tropić przeszłość, ale proszę mi wierzyć, że wszystkie te toczone teraz “wojny” o cmentarze i pomniki robią tyle złego, że mogą przesłonić prawdy przez historyków odkrywane. Tych zacietrzewień boję się najbardziej. Bo one z tragicznej przeszłości mogą nas doprowadzić do równie dramatycznej przyszłości.
Żyjemy teraz. Czasem zastanawia mnie, czy tak młody naród, jak ukraiński i takie państwo, jak Ukraina z aspiracjami wejścia do Wspólnoty Europy poprawia swój wizerunek, budując patriotyzm, poczucie tożsamości narodowej na tradycjach OUN, UPA. Zastanawiam się, czy to Wam pomoże, ale w końcu jest to Wasza sprawa i Wasz wybór. Każde państwo samo tworzy swój wizerunek i sięga po właściwe swej racji stanu tradycje.
Panie Profesorze! Dementuje Pan wiadomości o rżnięciu piłą, a czy rąbanie siekierą, czy wiązanie rozpalonym drutem jest o wiele bardziej humanitarne? Przecież tak naprawdę to już nie ma znaczenia. Natomiast dla Pana jako historyka na pewno ma znaczenie to, że wraz z oddziałami UPA szły bandy zdziczałych kryminalistów i te najdramatyczniejsze wydarzenia były często właśnie ich udziałem. Były – raz jeszcze powtarzam, to wszystko było, a my żyjemy dziś.
Mówi Pan (rozmowa w “Gazecie Wyborczej” 27.01.2001 r.): “Normalne stosunki pomiędzy naszymi narodami będą wtedy, gdy usłyszę z ust Ukraińca, że czuje się winny, a Polacy odpowiedzą mu: Nie, jesteś niewinny”.
To bardzo ważne, to bodaj najważniejsze słowa, jakie w ostatnim dziesięcioleciu między nami zostały powiedziane.
Ja nie mówię – jesteś niewinny, gdyż byłoby to zaprzeczeniem moich doświadczeń i przeżyć, ale wyciągam do Pana i Pana rodaków dłoń. Nawet, jeśli nie zostanie ona podjęta, nie będę jej cofała.
Łączę wyrazy uznania
dla Pana pracy Maria Berny

PS
Może zamiast tych wszystkich ekshumacji i cmentarzy, grobowców i pomników usypalibyśmy jeden wspólny kurhan?
Może mógłby się on stać miejscem pamięci wszystkich ofiar tamtego czasu – Polaków, Ukraińców i Żydów?


Autorka listu, Maria Berny, była senatorem SLD w poprzedniej kadencji

Wydanie: 9/2001

Kategorie: Kraj
Tagi: Maria Berny

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy