Na czym powinna polegać racjonalna polityka prorodzinna?

Na czym powinna polegać racjonalna polityka prorodzinna?

Prof. Marek Okólski, statystyka, demografia, UW, SWPS
Nie ma jednolitej recepty, jednak nie powinna to być polityka pronatalistyczna, czyli zachęcająca do rodzenia dzieci. Próby rozwiązania kryzysu demograficznego takimi środkami są iluzją. Polityka prorodzinna oznacza, że należy pomagać rodzinom w ramach usług zbiorowej konsumpcji lub refundować im poniesione koszty. Np. podatek dla bezdzietnych byłby rozsądną formą redystrybucji dochodu do tych osób, które mają potomstwo. Można by także wspierać pracodawców, którzy pozwalają któremuś z rodziców w ciągu np. pięciu lat zajmować się dzieckiem bez przerywania kariery zawodowej. Jeśli rodziny nie będą miały warunków do rozwoju, będzie konieczny import emigrantów. Korzystniej jest więc popierać rodziny środkami wewnętrznymi, aby potomstwo nie było balastem. Może nawet z czasem ustali się „cena rynkowa” za rodzicielstwo.

Prof. Henryk Sasinowski, geografia ekonomiczna, polityka społeczna, Politechnika Białostocka
Rodzina jest podstawową komórką społeczną, więc przyjęcie przez rząd polityki prorodzinnej jest czymś absolutnie zrozumiałym, zwłaszcza wobec kryzysu, jaki dotyka polską rodzinę. Rząd Kazimierza Marcinkiewicza poczynił już pewne posunięcia, takie jak przedłużenie o dwa tygodnie urlopów macierzyńskich i becikowe. Są to kroki w dobrą stronę. Choć nie mogą zatrzymać ujemnej tendencji w przyroście naturalnym, który notujemy już czwarty rok z rzędu, mogą przynajmniej spowolnić niekorzystny proces. Trzeba podjąć kolejne kroki, aby ratować polską rodzinę. Jednym z koniecznych działań jest walka z bezrobociem, które także przyczynia się do pogłębiania kryzysu rodziny, a nie jej cementowania. Wszystkie elementy polityki prorodzinnej wymagają jednak sporych nakładów, dlatego niespójne wydają się obietnice zmniejszenia luki budżetowej.

Prof. Mirosław Kofta, psycholog społeczny, UW
Czym innym jest polityka prorodzinna, czym innym pronatalistyczna, choć w Polsce tego się raczej nie rozdziela. Dwa kraje w Europie prowadzą intensywną politykę pronatalistyczną – Francja i Szwecja – i odnoszą na tym polu zauważalne sukcesy. W Szwecji jednak połowa dzieci rodzi się poza małżeństwami. Działania pronatalistyczne nie muszą koniecznie akcentować rodziny jako głównego celu, ale tylko zachęcać kobiety do rodzenia dzieci. Służą temu np. różne uprawnienia, dające szanse rozwoju matce i dziecku, które przysługują niezależnie od tego, czy kobieta jest w jakimś związku, czy nie. Oczywiście w tradycyjnym modelu społeczeństwa polityka pronatalistyczna jest zarazem prorodzinna, ale to nie powinno prowadzić do sytuacji, że kobiety pozostające w związkach nieformalnych czy po prostu samotne, które chcą mieć dzieci, byłyby dyskryminowane.

Wanda Nowicka, Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny
Uważam, że polityka prorodzinna jest pojęciem bez treści, bo cała polityka jest z natury prorodzinna. Racjonalnej polityki prorodzinnej dopatrujemy się głównie w działaniach państwa na rzecz poprawy sytuacji na rynku pracy. Kobiety dlatego nie decydują się na dzieci, że obawiają się trwałej utraty pracy. Racjonalne byłoby więc poprawienie dostępu do pracy, zapewnienie możliwości powrotu kobiecie z dzieckiem, udostępnienie jej różnych usług, takich jak żłobki, przedszkola i inne przyjazne formy pomocy w zakładach pracy. Aby Polki więcej rodziły, konieczna jest również promocja urlopów rodzicielskich, które mogłyby zmienić przekonanie, że wychowaniem dzieci zajmuje się wyłącznie kobieta. Gdyby przyjęło się u naszych pracodawców, że oboje rodzice zajmują się dziećmi, zdjęło by to odium z matek, ułatwiło podejmowanie decyzji o kolejnym dziecku. Z kolei wsparcie przez państwo zapłodnienia in vitro pomogłoby tym parom, które chcą mieć potomstwo, ale natrafiają na coraz częstsze problemy z płodnością. Decydenci nie zawsze sobie wyobrażają, co w istocie może realnie przyczynić się do rozwoju rodziny. Np. żadne becikowe nie wpłynie trwale na poprawę warunków życia rodziny. Przeciwnie, może przyczynić się do demoralizacji, zmobilizować do rodzenia pary patologiczne.

Dr Marta Komorska, socjolog, UMCS
Racjonalna polityka musi się opierać na analizie demograficznej i uwzględniać sytuację gospodarczą. Niekorzystnym procesom można zapobiec, bo nie musimy być społeczeństwem starzejącym się. Możemy mieć więcej dzieci, jeśli zapewnimy im porządną edukację, opiekę zdrowotną i do tego przygotujemy rynek pracy. Tworzenie polityki prorodzinnej nie jest wiedzą tajemną. Wszystko zawarte jest w podręcznikach. Życzmy naszym politykom, by częściej do nich zaglądali.

Prof. Anna Titkow, socjologia medycyny, IFiS PAN
Na pewno można prowadzić racjonalną politykę prorodzinną, choć ja ją nazywam prorodzicielską. Obejmuje ona np. różne rozstrzygnięcia prawa pracy i zabezpieczeń socjalnych pozwalających obojgu rodzicom aktywnie uczestniczyć w procesie wychowywania dzieci. Jednym z elementów takiej polityki, trudnym do sformułowania w jakimś kodeksie, jest stworzenie poczucia bezpieczeństwa. Warunkiem podejmowania decyzji o posiadaniu potomstwa jest poczucie bezpieczeństwa pracy i bezpieczeństwa w ogóle. Chodzi np. o to, czy możemy bezpiecznie się poruszać po ulicach, czy dziecko może bezpiecznie samo wrócić ze szkoły i biegać po podwórku. Nie prorodzinne, ale prorodzicielskie są różne udogodnienia czy świadczenia związane z urodzeniem dziecka, takie jak urlopy macierzyńskie, po których matka lub ojciec muszą mieć zagwarantowany powrót do pracy. To piekielnie ważny czynnik. Inny wiąże się z łatwością dostępu do szpitali, przejrzystością procedur ratujących zdrowie i życie bez względu na koszty. Jeśli potencjalni rodzice zauważą, że los dziecka i jego bezpieczeństwo zdrowotne może być niepewne, nie zdecydują się na potomstwo.

Prof. Aldona Andrzejczak, polityka społeczna, rozwój zasobów ludzkich, AE Poznań
Z punktu widzenia ekonomicznego, najlepiej byłoby, aby państwo się nie wtrącało, bo aby jednym coś dać, innym trzeba coś zabrać. Pogląd, że jakimiś zasiłkami, dopłatami czy ulgami podatkowymi zwiększy się liczbę narodzin dzieci, jest utopią. Ludzie jeśli chcą mieć dzieci, to je po prostu mają. Decydują się na to niejako niezależnie od sytuacji materialnej, mimo że żyje im się trudniej, skromniej itd. Jednak im są bardziej zamożni i lepiej wykształceni, taka decyzja staje się mniej atrakcyjna. Im wyższy poziom życia i więcej zgromadzonych dóbr, tym posiadanie dzieci mniej się kalkuluje. Albo masz dzieci i idziesz na urlop, nie zarabiasz i tracisz, albo robisz karierę. Państwo powinno pomagać funkcjonować rodzinom, które mają więcej dzieci, tworząc wygodny system instytucji usługowych i wspierających rodzinę w trudnych sytuacjach życiowych, stosować różne formy pomocy podatkowej i prawnej, ale znaczenie tych instrumentów będzie bardzo ograniczone, jeśli system wartości nie zmieni się na bardziej „prorodzinny” – w Polsce popularny staje się model z jednym dzieckiem, w USA, gdzie nie prowadzi się żadnej polityki prorodzinnej, istnieje np. model z czworgiem dzieci.

Notował Bronisław Tumiłowicz

 

Wydanie: 49/2005

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy