Na skrzydłach plajty

Na skrzydłach plajty

Walka towarzystw lotniczych o względy polskich klientów wkracza w decydującą fazę Gdy tydzień temu padła Air Polonia, pierwsza polska tania linia lotnicza, konkurenci, SkyEurope i Wizz Air, natychmiast zadeklarowali przejęcie jej pasażerów. Inni przewoźnicy też chcą uszczknąć, co się da, z puli osieroconej przez Air Polonię. Chociaż właśnie zaczęła się spełniać letnia przepowiednia Michaela O’Leary’ego, prezesa Ryanair, największej tego rodzaju linii w Europie, który ostrzegł, że zimą nastąpi rzeź na niebie i najsłabsi zbankrutują, to nasz rynek lotniczy jest wciąż bardzo atrakcyjny dla tanich linii lotniczych i kusi dużymi możliwościami rozwoju. 38 mln mieszkańców ubogiej Polski ma w sumie na swym koncie tyle samo lotów, ile 10 mln znacznie zamożniejszych Czechów. I tylko niskie ceny biletów mogą nas skłonić do podróży lotniczych. A nie mówiliśmy? Ciekawe, że szefowie SkyEurope i Wizz Air już w połowie roku przepowiadali upadek Air Polonii. Tanie latanie to bowiem ryzykowny biznes. Przewoźnicy mają minimalne rezerwy kapitału operacyjnego, są bardzo wrażliwi na wahania koniunktury i zmiany warunków rynkowych. Wystarczy kilka rejsów z mniejszym obłożeniem pasażerów i już widmo plajty zagląda w oczy. Z jednej strony, coraz ostrzejsza konkurencja i droga ropa, z drugiej, konieczność utrzymywania niskich cen (część biletów sprzedawana jest za złotówkę lub euro). W rezultacie w tym roku zdarzały się już spektakularne plajty. Irlandzki JetGreen zbankrutował osiem dni po pierwszym locie, brytyjski Now Airlines jeszcze wcześniej, bo… zanim zdołał uruchomić jakiekolwiek połączenie; spada zysk potentata – Ryanair. Można więc powiedzieć, że Air Polonia zadziwiająco długo, bo cały rok utrzymywała się na niebie, zwłaszcza że jej udziałowcy od początku nie radzili sobie z tym biznesem. „Wyzwanie dla Air Polonii leży w jej strukturze biznesowej”, przestrzegał w listopadzie Conor McCarthy, dyrektor irlandzkiej spółki, mającej, jak zapewniał wielokrotnie prezes Jan Litwiński, zainwestować w polską linię. Były to jednak tylko pobożne życzenia, na podstawie których, niestety, szefowie Air Polonii budowali rozwój firmy. Nie umieli ograniczyć niepotrzebnych wydatków, klęską finansową okazały się połączenia krajowe. Zabrakło talentu biznesowego, wiedzy i umiejętności liczenia. Jedyny polski gracz był zbyt niekompetentny, by móc konkurować z innymi tanimi liniami, które po wejściu do Unii zaczęły działać na naszym rynku. Słowacy (SkyEurope), Węgrzy (Wizz Air), Austriacy (Niki), Niemcy (Germanwings i Air Berlin), Grecy (Easy Jet), Włosi (Volare) i inni poradzili sobie lepiej. Air Polonia zaczęła latać pierwsza, ale wystarczyło kilka miesięcy obecności siedmiu wspomnianych tu linii, by nasz przewoźnik wyleciał na aut. Zimowy czas prawdy Zima, która ze względu na mniejszą liczbę pasażerów jest zawsze czasem próby dla linii lotniczych, wymusza ostrą konkurencję. Dziś trudno nawet ustalić, ile tanich linii lata z polskich miast. Nawet bowiem tradycyjni „drodzy” przewoźnicy oferują nadzwyczajne upusty promocyjne; z kolei w tanich liniach trzeba się pośpieszyć, bo bilety kupowane w przeddzień podróży (a także na połączenia weekendowe) kosztują tylko niewiele mniej niż na „zwykłe” połączenia. Trzeba też wziąć pod uwagę, że tanie loty są obarczone wieloma niedogodnościami. Ląduje się przecież na lotniskach oddalonych po kilkadziesiąt kilometrów od zachodnich metropolii. Gdy pasażerów jest za mało, rejs może zostać po prostu odwołany. Jeśli lecimy z przesiadką, opóźniony przylot na lotnisko pośrednie i utrata połączenia oznaczają, że musimy kupować nowy bilet. Przy takich kłopotach drobnostką wydaje się już to, że panie w ciąży (zaawansowanej) nie są wpuszczane na pokłady samolotów wielu tanich linii. Wszystko to nie zmienia faktu, że dla przewoźników lotniczych Polska jest najbardziej rozwojowym rynkiem w Europie Środkowo-Wschodniej. Dzięki temu mogliśmy zaznać dobrodziejstwa konkurencji (choć kilkadziesiąt tysięcy klientów upadłej polskiej linii poznało również jej złe strony). W tym roku z tanich przelotów skorzystało już ponad 800 tys. Polaków. Dziś z naszych lotnisk latamy bezpośrednio do kilkudziesięciu europejskich miast, od Aten do Zurychu. A jeśli trafimy na promocję i będziemy szybsi od innych, naprawdę możemy kupić bilet nawet za złotówkę. – To chwila, te bilety

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc 30,00 zł lub Dostęp na 12 miesięcy 250,00 zł
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2004, 51/2004

Kategorie: Świat