Nadzieja ma 120 rąk

Nadzieja ma 120 rąk

Czy zbliżający się XV Konkurs Chopinowski wyłoni następcę Krystiana Zimermana?

Mija właśnie 30 lat, od kiedy Polak, rystian Zimerman, wspiął się na Olimp sztuki pianistycznej i wygrał organizowany co pięć lat w Warszawie Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina. Od tej pory entuzjaści konkursu za każdym razem najpierw dawali polskim kandydatom w kolejnych turniejach ogromny kredyt zaufania, a po ogłoszeniu wyników odczuwali wielkie rozczarowanie. Fakty są jednak nieubłagane – żadnemu Polakowi nie udało się dotąd powtórzyć sukcesu Zimermana.

Las rąk

Żale i pretensje przenoszono na jurorów i sposób organizowania konkursu, na polskie szkolnictwo muzyczne i pedagogów, na publiczność, na krytyków, może nawet na producentów fortepianów. XV konkurs, który zacznie się 2 października, wzbudził ogromne zainteresowanie w Polsce i na świecie, czego efektem jest nasza narodowa ekipa składająca się
z 60 młodych polskich pianistów. Gdyby ilość przechodziła w jakość, już bylibyśmy przegrani, bo np. Japonia wystawiła drużynę złożoną z 80 artystów. Na szczęście w sztuce liczą się indywidualności, a nie liczba rąk. Z ich nadmiarem są zresztą problemy.
Do Warszawy pragnie bowiem przyjechać 350 młodych muzyków z całego świata i aby konkurs nie przerodził się w dłużące się, nudne widowisko, postanowiono dokonać odsiewu większości podczas wstępnych eliminacji, które zaplanowano na końcowy tydzień września. Już dziś można więc przypuszczać, że do właściwego konkursu przebije się najwyżej kilkunastu Polaków, ponieważ ogólna liczba uczestników nie może przekraczać 80.

Faworytami sypią jak z rękawa

Nasza ekipa narodowa zgodnie z regulaminem konkursu składa się z muzyków w wieku od 18 do 28 lat. Są w niej więc zarówno uczniowie i studenci, jak i absolwenci uczelni muzycznych. Najmłodszy Krzysztof Trzaskowski i najstarsza Marlena Maciejkowicz mają jednak na razie równe szanse.
Próba ocenienia w inny sposób szans polskich pianistów jeszcze przed wstępnymi eliminacjami może się wydawać przedwczesna, jednak znawcy przedmiotu mają już swoich faworytów.
Jan Popis, dziennikarz radiowy, który jest dyrektorem artystycznym dwóch ważnych krajowych imprez pianistycznych, Festiwalu Pianistyki Polskiej w Słupsku i organizowanego co dwa lata w Bydgoszczy Konkursu „Arthur Rubinstein in memoriam”, przestrzega wprawdzie przed typowaniem faworytów, bo uważa, że byłoby dużą niezręcznością odbieranie nadziei młodym ludziom, jednak sam wymienia kilkanaście nazwisk tych, którzy już wcześniej zapisali się w jego pamięci i zdobyli uznanie polskich słuchaczy. Chodzi m.in. o uczestników i laureatów Estrady Młodych festiwalu w Słupsku, przez którą przewinęła się w różnych latach cała czołówka polskich mistrzów fortepianu.
– Ci pianiści dali się już poznać z najlepszej strony – mówi Popis. – Wcześnie pokazali próbkę swojego talentu, co nie oznacza, że tylko oni wchodzą do grona faworytów. Z pewnością do czołówki dołączają też inni. Zawsze sporą niewiadomą stanowią Polacy, którzy przybywają na konkurs z zagranicy, a także najmłodsi, bo z racji wieku niewiele wiadomo o ich możliwościach.
Jan Popis wymienia więc nazwiska Rafała Blechacza, Agnieszki Ufniarz, Joanny Marcinkowskiej, Piotra Banasika, Michała Białka, znanych ze Słupska, ale także grupę innych młodych zdolnych, którzy przewinęli się przez krajowe konkursy i świetnie w nich wypadli, takich jak Agata Gładysiak, Cezary Kwapisz, Piotr Latoszyński, Dawid Andraszewski czy Agata Łukasiewicz. Dochodzą do nich Aleksandra Mozgiel, Karolina Nadolska, Marek Szlezer, Piotr Szychowski. Jan Popis wspomina też oczywiście Stanisława Drzewieckiego, który zgłosił się do konkursu, choć robi już od pewnego czasu międzynarodową karierę. Jego zdaniem, „Staś” Drzewiecki wpisał się na listę kandydatów, aby nie odcinać sobie szansy, ale wcale nie jest pewne, czy ostatecznie stanie do konkursu.
Osobną grupę polskich faworytów wytypowała Filharmonia Narodowa, która w połowie czerwca organizuje dla szóstki kandydatów specjalny I Warszawski Festiwal Chopinowski. Tutaj kryterium dopuszczenia stanowiło miejsce w finale konkursu stypendialnego organizowanego co roku przez Towarzystwo im. Fryderyka Chopina. Do grona najlepszych zapisali się wówczas Krzysztof Trzaskowski, Szczepan Kończal, Łukasz Trepczyński, Piotr Szychowski, Piotr Banasik oraz Rafał Blechacz, który ów konkurs wygrał.

Krótka lista?

Warto wymienić jeszcze opinie o kandydatach trzech innych miarodajnych osób. Dwa nazwiska padają w wywiadzie z przewodniczącym jury XV Konkursu Chopinowskiego, prof. Andrzejem Jasińskim: to student z klasy profesora, Piotr Banasik, który zajął pierwsze miejsce na Ogólnopolskim Konkursie Pianistycznym im. Fryderyka Chopina w Warszawie, a także znajdujący się jakby poza konkurencją Stanisław Drzewiecki, któremu profesor życzy powtórzenia sukcesu Zimermana sprzed 30 lat.
Inne preferencje ma nestor polskich krytyków muzycznych, Józef Kański, który ma również za sobą długą karierę pianistyczną. Dla niego faworytem jest raczej Rafał Blechacz niż Stanisław Drzewiecki. Józef Kański zastrzega się jednak, że zdecydowanych faworytów wytypuje dopiero po I etapie konkursu, gdy do walki o nagrody zakwalifikuje się już tylko 30 muzyków.
Identyczną ocenę szans polskich pianistów ma wicedyrektor Programu II Polskiego Radia, Andrzej Sułek, autor znakomitych audycji o sztuce pianistycznej. – Mam jednego faworyta – mówi. – Jest nim Rafał Blechacz.

Takie młodzieży chowanie

Wygląda więc na to, że polska ekipa chopinowska dysponuje na razie dwiema prawdziwymi gwiazdami, choć świecą one całkiem innym blaskiem. Rafał Blechacz i Stanisław Drzewiecki bardzo się różnią. 18-letni „Staś” Drzewiecki w dużej mierze dzięki pozycji rodziców – oboje są wybitnymi pianistami – od najwcześniejszych lat przysposabiany był do kariery estradowej i już jako tzw. cudowne dziecko, kiedy porównywano go nawet z Mozartem, posiadł wszelkie tajniki błyszczenia przed publicznością. O dwa lata starszy Rafał Blechacz wydaje się jego przeciwieństwem – niepozorny, skupiony, z wyraźną niechęcią zabierający głos przed szerszym audytorium, wzór skromności i wrażliwości. W budowaniu muzycznego nastroju potrafi jednak zadziwić i zaskoczyć niejednego słuchacza. Gdyby szukać faworytów wśród przedstawicielek płci pięknej, wypadnie wymienić Joannę Marcinkowską, ona bowiem, niezależnie od licznych sukcesów w kraju i za granicą, jako jedyna z całej ekipy startuje w Konkursie Chopinowskim po raz drugi. Ma zatem doświadczenie w pokonywaniu trudności w tym nietypowym turnieju pianistycznym, a także od dawna przećwiczony i przemyślany repertuar konkursowy.
Można sobie na koniec postawić pytanie, czy Polska ekipa chopinowska jest silna, czy tylko liczna. Wśród specjalistów zdania są podzielone. Jan Popis jest optymistą i zwraca uwagę, że sukces Krystiana Zimermana sprzed 30 lat podziałał mobilizująco na kolejne pokolenia młodzieży muzycznej, dla której nasz artysta stał się niepodważalnym autorytetem i idolem. To owocuje dużą liczbą bardzo dobrych kandydatów. Prof. Andrzej Jasiński uważa jednak, że w Polsce nie ma, niestety, dobrego systemu wczesnego wyłaniania talentów i nawyku systematycznej żmudnej pracy. Kandydaci do różnych konkursów nastawieni są raczej na szybkie sukcesy i spektakularne wyczyny, za którymi nie idzie rozwój osobowości artystycznej. Zdaniem profesora, w Polsce kształci się zbyt wielu przeciętnych pianistów, którym w konsekwencji grozi nawet bezrobocie.
Komu wierzyć – przekonamy się niebawem. Wszystkim Polakom życzymy sił i szczęścia w eliminacjach. Byłoby jednak przykro, gdyby XV Konkurs Chopinowski okazał się kolejnym dzwonkiem „systemu spóźnionego ostrzegania”, że z kształceniem muzyków jest u nas źle.

 

Wydanie: 27/2005

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy