Nadzieje i obawy

Nadzieje i obawy

W Zielonej Górze w bibliotece na spotkaniu autorskim. Dużo ludzi. Przyszli też czytelnicy PRZEGLĄDU. Bardzo budujące są takie spotkania. Staram się unikać polityki, a nuż narobię kłopotów dyrekcji. Ale ludzie chcą, by mówić o sytuacji. Jestem szczery na takich spotkaniach, niemal ekshibicjonistyczny, ale tacy słuchacze zasługują na szczerość. Jakaś pani pyta mnie po spotkaniu, czy może się do mnie przytulić. Ależ oczywiście.

Wracając, mam przesiadkę w Poznaniu. Dawny zabór pruski nadal bardziej zadbany, estetyczniejszy niż reszta kraju, a krajobraz już zupełnie zachodnioeuropejski.

Gdy znajoma wróciła z Gdańska, była pod wielkim wrażeniem nowego Muzeum II Wojny Światowej, podobno świetne. Nie ma tam samej polskiej martyrologii, jest światowa, więc ta polska w niej się rozpuszcza. Oj, niedobrze. Trzeba będzie tę ekspozycję przeprofilować na bardziej narodową. Napisałem tak kilka miesięcy temu i oto proszę, Jarosław Kaczyński miał kazanie w Radiu Maryja. „Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku wpisuje się w niemiecką politykę historyczną. To swoisty dar Donalda Tuska dla Angeli Merkel”. Te psuje zniszczą wszystko, co sensowne, wszystko, co jest do zniszczenia. Coraz więcej ludzi wprost mówi, że chcą, by prezes przeniósł się w niebyt, nazywam to delikatnie. Jeszcze niedawno nikt się nie przyznawał do takich myśli.

Czytam, co odpowiedział Grzegorz Schetyna na pytanie, czy mógłby ustąpić miejsca młodszym: „Zostałem wybrany jako szef PO po to, żeby wygrać z PiS. Jestem gwarantem tego, że PO zbuduje taką koalicję wyborczą, która odbierze Polskę z rąk PiS. Uważam, że ta koalicja będzie pod wodzą PO, a PO będzie z przewodniczącym Grzegorzem Schetyną”. Mam ochotę powiedzieć: jest pan beznadziejny, bardzo zajęty sobą, a o wiele mniej Polską. Petru mówi podobnie. Obaj są nieprzemakalni, nie uczą się na błędach. Rozumiem więc, dlaczego ludzie w czasie manifestacji tak się boczyli na polityków opozycji. Co jednak zrobić z energią, jaką wyzwoliły masowe manifestacje? Bieda, bo nie ma akumulatora, który by ją zmagazynował. A nie można ciągle protestować. Niechęć do partii jest uzasadniona, ale tylko one są narzędziem do dokonania zmian politycznych.

Już chyba po raz trzeci czytam „Szkice piórkiem” Andrzeja Bobkowskiego. I ciągle znajduję tam coś nowego. Wybitna proza, jedna z najlepszych polskich książek i nie szkodzi, że to dzienniki. Bobkowski mieszka z żoną w Paryżu, gdy hitlerowcy najeżdżają Francję. Zbliżają się do Paryża. Podobnie jak w Polsce wydano we Francji idiotyczny rozkaz, by wszyscy mężczyźni w odpowiednim wieku ewakuowali się, ale na zachód, w Polsce kierunek był tylko odwrotny. Bobkowski jedzie na rowerze w towarzystwie pana Tadzia, prostego robotnika. Niezwykłe rzeczy dzieją się między wyrafinowanym intelektualistą a prostym chłopakiem. W tle piękna Francja, genialne opisy krajobrazów, świetne dialogi, charakterystyki psychologiczne ludzi i zjawisk, niezwykłe oceny Francji i Polski, a ta Polska jest cały czas w głowie Bobkowskiego. Podróż i przygoda to jedna piąta dziennika. Reszta to Paryż w czasie okupacji. Ten dziennik jest soczysty, błyskotliwy, profetyczny. Bardzo polecam, jeśli ktoś go nie zna. A to jedna z diagnoz pisarza, pasująca do coraz bardziej hucznych obchodów rocznicy wybuchu powstania, jakbyśmy się do niego zbliżali, a nie oddalali: „Jest w nas coś dziwnego, jakaś przedziwna mieszanina bohaterstwa, szlachetności, samozaparcia, a równocześnie hołoty. No i dosiadanie wielkiego konia przy byle okazji. Ale cóż – warunki wyrobiły w nas histeryczny patriotyzm, a ponieważ natura ludzka jest silniejsza i ma swoje prawa, tam, gdzie z patriotyzmem trzeba iść na kompromis, tam wyłazi patriotyczna hipokryzja”.

Weta prezydenta wzbudziły pewne nadzieje w sytuacji, która wydawała się beznadziejna na długi czas. Liberalni komentatorzy dzielą się na dwie grupy – optymistów i pesymistów. Optymiści twierdzą, że walec PiS popękał i będzie dalej pękał. Pesymiści, że Duda ledwie na chwilę wyskoczył z szeregu i wkrótce tam wróci, a to wszystko tylko przysłuży się PiS. Skrajni pesymiści upierają się, że to jedynie ustawka. To bez sensu, żaden aktor, nawet Gajos, nie zagrałby tak dobrze zdumienia i oburzenia, które malowało się na obliczach polityków PiS. Widać też, że podzielił się Episkopat, a część biskupów jest przerażona rozwojem sytuacji. Jak ktoś zauważył: „Kościół bez wątpienia chce, by Polską rządzili konserwatywni katolicy, ale nie konserwatywni dyktatorzy”. A ja widzę, że potwierdza się, że jedno tylko jest pewne co do przyszłości: będzie inaczej, niż myślimy, że będzie.

Wydanie: 32/2017

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy