Naga prawda, ale o czym?

Naga prawda, ale o czym?

Zainteresowanie filmem „Golasy” wywołała nagość aktorów, a nie jego treść

„Kto pójdzie na film o gołych urzędnikach? Chyba tylko ktoś, kto ma problemy z bezsennością, albo urzędnicy pragnący poznać alternatywną formę swojej nudnej pracy”, martwiła się internautka Emi na forum w portalu Stopklatka.pl. Rozejrzałam się po sali kinowej: z tyłu usadowiła się grupka żądnych wrażeń małolatów, poza tym publiczność jak na większości seansów, zainteresowanie średnie, biorąc pod uwagę, że to niedzielny wieczór. Na ekranie „Golasy” w reżyserii Witolda Świętnickiego. – Ale jej się cycki trzęsą, widziałeś? – dzieciakom w tylnych rzędach niewiele było potrzeba do szczęścia. Szybko też się znudziły i po kilkunastu minutach opuściły salę, gdy po obejrzeniu wszystkich aktorów zabrakło obiektów kpin i wyśmiewania.
Po filmie spytałam o wrażenia parę siedzącą obok mnie. Oboje są studentami, przyszli z ciekawości. – Przecież dotąd nikt nie rozbierał wszystkich aktorów, byłam ciekawa, co się za tym kryje – mówi dziewczyna. – Po 15 minutach zapomniałam, że są nadzy, dialogi miejscami były bardzo zabawne, a to biuro wyglądało bardzo prawdziwie. – Właściwie trochę nudny ten film – dodaje po chwili chłopak. – Chyba reżyser chciał zrobić coś w stylu „Dogmy”, ale średnio mu wyszło.
– Co za bzdura, banda golasów gada o niczym, po co myśmy tu przyszli? – wyrzucał natomiast swojej towarzyszce pan w średnim wieku. – Ależ mój drogi, przecież o to chodziło, żeby pokazać, że tacy jesteśmy, zwrócić uwagę na mentalność – przekonywała go owa pani. Podobnie jak ta pani o swoich zamysłach mówili twórcy filmu. Ciekawe było, jak zareaguje publiczność. I publiczność filmowców nie zawiodła, zainteresowała się głównie faktem, że wszyscy aktorzy są nadzy.
A wydawałoby się, że nagość na ekranie spowszedniała i nie budzi większych emocji. Media, reklama i sztuka natarczywie wykorzystują podteksty erotyczne. Jednak w „Golasach” komentowany jest głównie brak stroju u postaci i uzasadnienie tego faktu. Przykład wypowiedzi z Internetu: „Film jest z estetycznych względów okropny (…), a jego jedyna atrakcja to nagość. Nie mam nic przeciwko golasom, ale nie róbmy z tego ideologii” (Michał).
Dyskusja rozgorzała przede wszystkim wokół faktu, że na ekranie nagie ciała bynajmniej nie służą za ozdobę, nie ma scen erotycznych, a role grają nie modele o idealnych kształtach, ale zwykli ludzie. Eksponowanie ciał niemłodych, pomarszczonych to chwyt niekonwencjonalny, estetyczna prowokacja, która najwyraźniej wielu widzom przeszkadza. „Żal mi kobiet występujących w tym filmie, ciało kobiety jest naprawdę piękne, tyle że pokazane w ten sposób budzi we mnie niesmak i lekkie odruchy wymiotne” (Sebastian). „Ktokolwiek zobaczy ten film, z całą pewnością nie będzie tego dnia jadł obiadu. Niektórzy bardziej wrażliwi na piękno mogą zapaść na anoreksję” (Kinomanka). „Jeśli film nie posiada żadnej sensownej fabuły, brakuje akcji i jedyna rzecz, która może zwrócić uwagę, to nagość niezbyt przystojnych aktorów, to ja dziękuję”, dodaje inny internauta.
Podczas gdy jednych taki zabieg inscenizatorski bulwersuje – „Jak można zrobić film o starych babach, no ludzie!!!” (cKer) – inni bronią reżysera: „Ciało kobiece jest piękne w każdym wieku, a te obrazki to nie dla młodych emocjonalnie chłopców” (Pinia). Niektórzy podkreślają, że obraz ten nie jest pornografią, lecz filmem o czymś naturalnym, co jest najbliższe człowiekowi. Ale natychmiast odpór dają im zwolennicy wyższych form sztuki: „Jaka kultura, taki film, do oglądania czegoś takiego wystarczy lusterko, a nie kino!” (Kinoman Artur).
Czyżby więc wiele hałasu o nic? Mimo podtytułu „film psychologiczny” psychologii w relacjach postaci niewiele można się dopatrzyć. Obrazek międzyludzkich relacji biurowych dostarczy więcej materiału socjologowi. Obrazek – bo film nie grzeszy zbyt bogatą fabułą: ot, sceny z biura, w którym nic nie zmieniło się od 50 lat, wielogodzinna gadanina, plotkowanie, oglądanie seriali, opędzanie się od petentów, papierkowa robota, gnębienie nowej pracownicy. Miejscami naturszczycy radzą sobie ze swoimi postaciami całkiem nieźle, a dialogi brzmią bardzo zabawnie, dając materiał do ironicznej i dość wnikliwej oceny naszej mentalności. Wrażenie burzy jednak wątpliwość: czy do tego koniecznie trzeba było postaci rozebrać?

Cytowane wypowiedzi internautów pochodzą z portali Stopklatka.pl, Gazeta.pl i Onet.pl.

 

Wydanie: 44/2002

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy