Skandalistka z Montpellier

Skandalistka z Montpellier

Christine Angot szokuje czytelników swymi pełnymi ostrego erotyzmu powieściami

„Pewnego dnia wreszcie postanowiłyśmy się rozebrać. Powiedziała: „Dotknij mnie”. No dobrze, włożyłam mój palec. I poczułam: Jakie to lepkie! Cofnęłam rękę.”
Takie intymne wyznania przedstawia na kartach swej powieści „L’Inceste” („Kazirodztwo”) 42-letnia Christine Angot, uznana przez „Der Spiegel” za „najbardziej niebezpieczną autorkę Francji”. Czarnowłosa Christine, samotna matka, opublikowała od 1990 r. dziesięć powieści, które zadedykowała swej ośmioletniej córeczce, Leonore. Tymczasem nie są to książki, które można by pokazać dziecku. Pisarka szokuje bowiem gorącą erotyką, bezwstydnym narcyzmem, kipiącą namiętnością i bezbrzeżną rozpaczą przechodzącą w szaleństwo. Angot świadomie prowokuje, łamie konwencje, lekceważy wszelkie tabu i wywołuje skandale. Jej powieść „L’Inceste” rozpętała taki huragan oburzenia, że autorka musiała wyprowadzić się ze swego rodzinnego Montpellier.
Dla „najbardziej niebezpiecznej literatki Francji” istnieje tylko jeden temat – ona sama. Jednej z książek nadała nawet tytuł „Sujet Angot”. Christine Angot uprawia nowy gatunek, będący połączeniem autobiografii i literackiej fikcji. Powieści tego rodzaju zwane są przez krytyków autobiofikcją. Tylko że nigdy nie wiadomo, co w opowieści zostało zmyślone, a co wydarzyło się naprawdę. Autorka zachowuje na ten temat kamienne milczenie. W powieści „L’Inceste” Angot przedstawia swój erotyczny związek z własnym ojcem. Po raz pierwszy zobaczyła go w wieku 14 lat, w restauracji dworcowej w Strasburgu. Do tej pory Pierre Angot nie uznawał swej córki, Christine, porzucił jej matkę, ożenił się z inną kobietą. Dziewczyna była zafascynowana niespodziewanie odzyskanym rodzicem, tłumaczem i lingwistą znającym 30 języków. „Ja, nie mająca ojca, którego mogłabym przedstawić koleżankom, nagle mogłam pójść i opowiedzieć im, jakim on jest wspaniałym człowiekiem”. Tydzień później 14-latka ponownie spotyka się z ojcem w hotelu. „Przyszedł do mojego pokoju, by powiedzieć „dobranoc”. I wtedy pocałował mnie w usta. Już samo to, odkrycie pocałunku w usta, i wtedy uczynił to ze mną. Nie rozumiałam tego, rozumiałam to bardzo dobrze, nie mogłam w to uwierzyć”. Przez dwa lata Christine usiłuje zwalczyć kazirodczą namiętność. Wciąż prosi ojca, aby przestał, zapowiada, że spotka się z nim tylko wtedy, gdy nie będzie już jej dotykał. Pierre wszystko przyrzeka, obiecuje, po czym znowu bierze córkę w ramiona. I wciąż opisy erotycznych zbliżeń, suche, lecz zarazem burzliwe. Seks analny, miłość francuska w konfesjonale kościoła w Sabaudii. „Pochyliłam się nad płcią mojego ojca, który nie chciał jednak ejakulować w tym miejscu, dlatego musiałam dokończyć w samochodzie”. Innym razem, jak opowiada autorka, „ojciec położył na swą płeć śliweczki, abym je stamtąd zjadła”. Pierre karci niekiedy córkę jak małe dziecko, innym razem pieści ją jak najczulszą kochankę, chwali jej gładką skórę i

piersi jak pomarańcze.

Zapowiada: „Będziesz mogła mieć pięknych mężczyzn”. Narratorka wciąż usprawiedliwia się przed czytelnikami: „Przykro mi, że muszę wam właśnie to opowiadać. Chętnie opowiedziałabym coś innego. Ale przecież właśnie z tego powodu popadłam w obłęd”. A czytelnik nie wie, czy miłość kazirodcza została spełniona w rzeczywistości, czy tylko w wyobraźni pisarki. Prawdziwy Pierre Angot w chwili publikacji powieści był starcem zamroczonym przez chorobę Alzheimera i ze swego życia nie pamiętał już niczego. Zmarł w dwa miesiące później. Niektórzy uważają, że spotkało go w ten sposób prawdziwe szczęście.
Bohaterka powieści, która przez wiele lat nie może zaleczyć zaburzeń psychiki po kazirodczym związku, zakochuje się w starszej o dziesięć lat lekarce i uważa miłość homoseksualną za chorobę. „Przez trzy miesiące byłam homoseksualna. A właściwie przez trzy miesiące wierzyłam, że jestem na to skazana. To dopadło mnie naprawdę. Nie robiłam sobie żadnych iluzji. Potwierdziły to testy”. Bohaterka tak naprawdę nie kocha swej partnerki, Marie-Christine, lecz nie może się oprzeć jej „niesamowitemu spojrzeniu”. Popada w zależność od przyjaciółki, jak alkoholik od whisky, za każdym razem obiecuje sobie: „To był ostatni raz”. Ale znowu pragnie ugiąć się przed

twardym wzrokiem kochanki,

telefonuje, niekiedy kilka razy na godzinę, błaga o spotkanie, to znowu grozi, że odejdzie. „A przecież w głębinie mojego Ja pozostałam hetero”. Kiedy lekarka w końcu postanawia zakończyć związek, uznawszy Christine za wariatkę, ta odpowiada: „Nie, to ty jesteś tchórzliwa. Nie trwoży mnie brak równowagi, to inni są tymi, co nie potrafią tego znieść… Ludzie, którzy wytyczają sobie granice. Ja nie mam granic”.
Powieść „L’Inceste” wywołała skandal we Francji, a zwłaszcza w 225-tysięcznym, uniwersyteckim mieście Montpellier. Szybko odkryto tu prawdziwą tożsamość lekarki, Marie-Christine. Sama autorka uznana została za szaloną. Znajomi przestali kłaniać się jej na ulicach. Kiedy wchodziła do kawiarni, goście ostentacyjnie opuszczali lokal.
Połowa członkiń wyłącznie żeńskiego jury, przyznającego prestiżową nagrodę literacką – Prix Femina, zagroziła dymisją, gdyby Christine Angot miała otrzymać to wyróżnienie. Skandalistka musiała wyprowadzić się do Paryża, zostawiając rodziców i ojca swego dziecka. Stwierdziła wprawdzie: „Nikt nie chce mieć w sąsiedztwie zakładu dla obłąkanych. Doskonale to rozumiem”. Zrewanżowała się jednak książką „Quitter la ville” („Opuszczając miasto”), w której, maczając pióro w żółci i używając prawdziwych nazwisk, zdemaskowała rytuały i walki o wpływy we francuskich kręgach literackich. W Paryżu Christine Angot wystąpiła w wielu telewizyjnych programach, w tym w prestiżowym „Bouillon de culture”; na przejawy krytyki reagowała jednak wybuchami agresji, jakby

naprawdę straciła zmysły.

Zdaniem niektórych krytyków, książki skandalistki nie są bynajmniej pornografią, lecz ukazują mechanizmy toczącej się wszędzie walki o dominację i władzę, stanowią rozrachunek z „normalnym” społeczeństwem, zakutym w kajdany konwencji i zakłamania. Inni jednak przypuszczają, że Angot świadomie wprowadziła szokujący erotyzm, aby wstrząsnąć czytelnikami, zwrócić na siebie uwagę krytyków i zwiększyć sprzedany nakład. „Ona jest jak pani Bovary, reklamująca dzieła Flauberta”, stwierdził magazyn „Paris Match”. Pisarz Frédéric Beigbeder, który ostro pokłócił się z autorką „Kazirodztwa” przed kamerami telewizyjnymi, uważa ją za literacką miernotę i egocentryczkę, zapatrzoną we własny pępek. „Angot udaje, że jej pępek to kałamarz. W rzeczywistości to syfon, w którym utonęła”.
Brytyjski magazyn „The Times” zwrócił uwagę, że tylko jesienią 2000 r. we francuskich księgarniach pojawiło się 347 nowych powieści, przeważnie młodych autorów, którzy zdają sobie sprawę, że na rynku trudno jest zaistnieć bez skandalu. Zwłaszcza kobiety nie mają skrupułów, jeśli chodzi o „wzbogacanie” narracji ekstatyczną erotyką we wszystkich jej odmianach. W 1997r. Virginie Despentes uraczyła czytelników naprawdę „superbrudną” („The Times”) powieścią „Baise-moi” („Pieprz mnie”). Filmowa adaptacja tego „dzieła” spowodowała interwencję liberalnych przecież francuskich cenzorów. W 2000 r. Marie Nimier, autorka poważna i renomowana, wprawiła w osłupienie krytyków książką „La Nouvelle Pornographie”, której bohaterka wymyśla bez przerwy sceny seksualne dosłownie ze wszystkimi – od osiłków z drużyny strażackiej po posłańca, który dostarczył jej deskę do prasowania. Christine Orban, ciesząca się szacunkiem femme de lettres, w noweli „J’étais L’Origine du Monde” („Byłam początkiem świata”) opisała (wymyślone) życie irlandzkiej kochanki, pozującej do obscenicznych obrazów Gustava Courbeta. Oryginalnością zadziwiła 33-letnia Rouja Lazarowa. Jej powieść „Coeurs Croisés” jest „autobiografią kobiecych piersi” o imionach Jules i Jean, przeżywających ze swą właścicielką, Muriel, rozliczne przygody, przede wszystkim w sypialni. Czytelnik dowiaduje się ponadto, że Jules i Jean nie cierpią tłoku w metrze, za to uwielbiają masaże. Nic dziwnego, że wobec takiej konkurencji Christine Angot musiała opisać seks w konfesjonale, aby znaleźć się w mediach i stać się kontrowersyjną wprawdzie, ale zawsze gwiazdą na literackim firmamencie. Tylko jakie tabu mogą jeszcze podeptać inni autorzy?

Wydanie: 15/2001

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy