Zdobią, intrygują, ostrzegają

Zdobią, intrygują, ostrzegają

Im więcej masz tatuaży, tym bardziej musisz się bać o siebie

Wystarczyło latem przejść się po dowolnej plaży, aby zobaczyć, ile młodych osób ma wytatuowane na ciele rozmaite rysunki. Czasem są to tylko dyskretne ornamenty roślinne albo wizerunki zwierząt, często jednak tatuaże pokrywają sporą część ciała – ręce, nogi, ramiona, plecy itd. Tatuaże, kiedyś uważane za oznakę ludzi z marginesu, dziś weszły na salony i stadiony, a stamtąd poszły w lud.
Łukasz Bogucki, tegoroczny absolwent Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, zajął się kwestią tatuowania naukowo, przeprowadził liczne badania i wywiady z wytatuowanymi osobami w wieku 19-24 lata i doszedł do dosyć niepokojących wniosków. Okazuje się, że te osoby częściej zachowują się patologicznie lub nawet destrukcyjnie, a więc ryzykownie dla samych siebie, dla swojego bezpieczeństwa i zdrowia.

Stajesz się niebezpieczny?

90% uczestniczących w badaniu przyznawało, że lekkomyślnie prowadzi samochód, 74% nadużywało alkoholu, 68% ignorowało zalecenia lekarskie, 58% wchodziło w związki powodujące konflikty emocjonalne, 55% rozdrapywało własne ciało, 48% miało wielu partnerów seksualnych bądź angażowało się w ryzykowne zachowania seksualne.
Czy takich zachowań nie przejawiają ludzie bez tatuaży? Oczywiście też im się zdarzają. Aby sprawdzić, jaki jest związek tatuowania się z ryzykownym postępowaniem, Bogucki podzielił badaną populację na trzy grupy: osoby bez tatuażu, osoby z jednym tatuażem i z dwoma. Stwierdził, że autodestrukcyjne i ryzykowne dla siebie zachowania przejawiało 13% osób, które nie miały tatuażu, 22% respondentów z jednym tatuażem i 33% badanych z przynajmniej dwoma tatuażami. A zatem im więcej rysunków na skórze, tym większe ryzyko, że doprowadzimy do jakiegoś nieszczęścia. Ten wniosek zaskoczył nawet tych, którzy odwiedzali i nadal odwiedzają gabinety tatuażu.

Dlaczego idą do salonu tatuażu?

Główny powód ozdabiania skóry tatuażami to przede wszystkim chęć bycia dostrzeżonym przez otoczenie. Tak odpowiadał prawie co drugi badany. W dalszej kolejności wymieniano: likwidację nieprzyjemnego uczucia zniekształcenia i zdeformowania ciała, ulgę, pustkę, poczucie pewności siebie, uczucie panowania nad własnym ciałem czy rozładowanie wewnętrznego napięcia.
– U osób z tatuażami nie można wykluczyć istnienia innych motywacji, w tym również tendencji autodestrukcyjnych – uważa Bogucki. – Tatuaż, a szczególnie większa ich liczba, może być też istotnym sygnałem dla terapeutów, aby baczniej się przyjrzeć pacjentowi z perspektywy podejmowania zachowań autodestrukcyjnych, które mogły, choć nie musiały wystąpić.
Zdaniem autora badań, jeśli osoba z tatuażem zgłosi się do terapeuty, powinien on zapytać, jakie znaczenie ma dla pacjenta taki znak na skórze i dlaczego zdecydował się na jego wykonanie, bo to może pomóc w przyszłym leczeniu.
Łukasz Bogucki znalazł także korelację między liczbą tatuaży a tożsamością płciową. Okazało się, że nie robią ich sobie, albo robią bardzo rzadko, osoby silnie zdefiniowane jako kobiety lub mężczyźni, natomiast osoby o mało wyraźnie zaznaczonych cechach psychicznych danej płci bądź określane jako męskie kobiety oraz kobiecy mężczyźni są bardziej skłonne, aby się tatuować.

Lampka alarmowa

– Na wyniki badania powinni zwrócić uwagę w szczególności rodzice, których dzieci oznajmiają zamiar wykonania trwałego rysunku na ciele. Powinna im się zapalić wtedy lampka alarmowa – konkluduje Łukasz Bogucki, a promotor jego pracy, dr Jan Pietraszko, psycholog z filii SWPS we Wrocławiu, potwierdza, że tatuowanie się może być sygnałem nieprzystosowania jednostki i wyrazem jej ogólniejszych skłonności autodestrukcyjnych.
Czy zatem posiadanie tatuażu musi jednoznacznie świadczyć o patologii i skłonnościach autodestrukcyjnych, które w skrajnych przypadkach mogą prowadzić do samobójstwa?
– O jednoznacznym wskazywaniu oczywiście nie ma mowy – mówi dr Pietraszko. – Nawet u tych, którzy mają wiele tatuaży. Możemy o osobie należącej do tej grupy powiedzieć tylko tyle, że prawdopodobieństwo, iż wykaże skłonności autodestrukcyjne, jest podwyższone. Przy czym – jak wynika z badań Łukasza Boguckiego – w zachowaniach ryzykownych, autodestrukcyjnych nie dominują działania szczególnie drastyczne, takie jak cięcie się, bicie siebie, głodzenie. Są raczej kwalifikowane do tzw. autodestrukcyjności pośredniej. Mowa tu np. o ryzykownym i lekkomyślnym prowadzeniu samochodu, nadużywaniu alkoholu albo posiadaniu wielu partnerek lub partnerów seksualnych. W odpowiedziach respondentów pojawiło się tylko jedno działanie bezpośrednio samoniszczące – rozdrapywanie ciała. Z drugiej strony zaleca się ostrożność, zwłaszcza rodzicom lub opiekunom, jeśli ktoś, kto zamierza się wytatuować, chce w ten sposób wyzbyć się uczucia pustki lub przywrócić sobie poczucie, że żyje. Takie motywy w literaturze psychologicznej znane są jako typowe dla osób, które np. dokonują samookaleczeń.
– Zjawisko tatuowania się rozpowszechnia się wśród młodzieży, która może to robić w sposób skrajnie bezrefleksyjny. Młodzi ludzie nie zastanawiają się, czy impuls do wykonania tatuażu naprawdę wynika z ich własnej woli, czy został podsunięty przez inne osoby, na których im zależy – dzieli się refleksją dr Pietraszko. – Warto więc pomyśleć, czy dany tatuaż będzie równie satysfakcjonujący za lat kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt.

Wydanie: 40/2014

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy