W najnowszym (39/2017) numerze Przeglądu polecamy

W najnowszym (39/2017) numerze Przeglądu polecamy

W poniedziałek, 25 września, w kioskach 39. numer tygodnika PRZEGLĄD. Polecamy w nim:

TEMAT Z OKŁADKI
Zmiana prezesów sądów nie zmieni
– Zapisy w projektach ustaw reformujących sądy to nie są żadne reformy, to nie są zmiany, które mogłyby usprawnić tok postępowania przed sądami. Czyli chodzi o kadry – uważa sędzia Barbara Piwnik. – Obywateli interesuje przede wszystkim to, co przekłada się na ich sytuację. Na przykład czas oczekiwania na rozpatrzenie sprawy, długość procedowania… Tylko że zmiany proponowane przez PiS w żaden sposób w ten obszar nie wkraczają. Politycy mogą uchwalić projektowane ustawy – a nic się nie zmieni. Młyny sprawiedliwości mielą powoli, trzy-cztery lata wobec kadencji senatorów, posłów, prezydenta nie będą znaczyły za wiele. Zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że sprawa może trafić do kolejnych instancji. Może więc ktoś powinien uświadomić sejmowej większości, że trzecia władza ma inną perspektywę czasową. Jeżeli ktoś zostaje powołany na stanowisko sędziego, to może pełnić je do stanu spoczynku, czyli praktycznie dożywotnio. A pozostałe władze zmieniają się co kilka lat, mają swoje kadencje. Jeżeli zostaną przyjęte takie, a nie inne rozwiązania prawne, to kiedy do władzy dojdą inni, właśnie oni będą dysponować tymi możliwościami. Taka jest demokracja – ktoś myśli, że załatwia coś sobie, a za chwilę okazuje się, że załatwił, ale rywalom. Dla sędziów nadchodzi czas próby. Najważniejsze jest to, żeby sędzia wychodzący na salę, rozpatrujący określoną sprawę, miał na uwadze tylko tę sprawę, dokładne zapoznanie się z nią, obowiązujące prawo i żeby nie zważał na to, jak jego rozstrzygnięcie zostanie odebrane.

PiS jak czołg – strzela i rozjeżdża
Sprawiedliwe sądy – tak brzmi nazwa kampanii, którą prowadzi Polska Fundacja Narodowa. Za 19 mln zł wziętych ze spółek skarbu państwa rozlepiła po Polsce billboardy, z których możemy się dowiedzieć o różnych niegodziwościach sędziów. Fundacja sponsoruje także stronę internetową Sprawiedliwe sądy. To również propaganda – pod hasłem „nadzwyczajna kasta” możemy przeczytać trzydzieści parę historyjek, które łączy jedno – stawiają sędziów w złym świetle i mają przekonać, że z tą „kastą” trzeba zrobić porządek. Do zwykłych ludzi płynie przekaz, że jest jakiś wielki problem i rząd musi go rozwiązać, a ci, co mają wątpliwości – bronią patologii. Takiej operacji nie przetrwa żadna grupa – ani policjanci, ani duchowni, ani lekarze, ani nauczyciele, ani politycy. W państwie PiS nikt nie jest bezpieczny, każdy może zostać zniszczony. Nie ma bowiem mechanizmów, które broniłyby obywateli – z jednej strony, przed potwarzą, z drugiej, przed praniem mózgów.

WYWIAD
Polityczni rentierzy
– PO jest dla mnie przykładem gigantycznego nieudacznictwa politycznego – twierdzi dr hab. Wawrzyniec Konarski, politolog, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie. – Politycy przestali udawać, że zależy im na czymś, co wykracza poza ich partykularny interes. Należy zagrać pokerowo i dokonać całkowitej wymiany kadr. Na ludzi, którzy są już doświadczeni, ale nie kojarzeni negatywnie z byłym mechanizmem rządzenia. Pierwszym krokiem powinna być zmiana grupy przywódczej w PO. Postaciami pierwszoplanowymi nie powinni być nieudacznicy ani ludzie uwikłani w polityczne rentierstwo. Wiele osób o poglądach lewicowych oddało swoje głosy na PiS. Politycy lewicy muszą stale siebie pytać, dlaczego tak się stało. Lewica zamiast biernego wyczekiwania na to, co robi PiS, powinna podejmować próby wyjścia z letargu. Powinna połączyć wolnomyślicielstwo w obszarze obyczajowym, wrażliwość społeczną w sferze socjalnej i otwartość myślenia w sferze gospodarczej. Opozycja musi uwzględnić perspektywę małomiasteczkową. Nie wygra się wyborów, kokietując wyłącznie środowiska zamożniejsze, bardziej otwarte obyczajowo, żyjące w dużych miastach.

Niemiec, który kocha Polskę
Matthias Kneip, pisarz, poeta, propagator kultury polskiej jeździ po niemieckich szkołach, opowiadając o Polsce. Prowadzi szkolenia dla firm inwestujących w naszym kraju, organizuje wycieczki do Polski, pisze książki – ostatnia to „111 powodów, by kochać Polskę”. I walczy ze stereotypami. – Co to znaczy stereotyp? To pięć-sześć zdań opinii na dany temat – mówi. – Owszem, prawdziwych. Czy mogę to zmienić? Tak! Jeżeli przedstawię tyle nowych informacji, że te pierwsze przekonania już nie będą miały takiej wagi. Młodzi Niemcy już nie mają takich stereotypów jak kiedyś. Jest raczej obojętność. Jeżeli mówisz Polska – oni milczą. Ale z innymi krajami jest podobnie. Więc muszę ich zainteresować, rozruszać, tak, żeby po spotkaniu wyszli z sali zaintrygowani – wow, wydaje mi się to ciekawe, może warto uczestniczyć w wymianie szkolnej albo pojechać. O to mi chodzi, pobudzić zainteresowanie.

KRAJ
Dorośli przeciw dzieciom
Jeśli ktoś do tej pory nie miał pojęcia o tym, że w kraju funkcjonują organizacje zrzeszające przeciwników szczepienia dzieci, to po przypadku w Białogardzie, kiedy rodzice nie zgodzili się na szczepienie wcześniaka, właśnie się o nich dowiedział. I wie już, że odmowa zaszczepienia dziecka może doprowadzić do ograniczenia praw rodzicielskich oraz odpowiedzialności za przestępstwo z art. 160 par. 2 Kodeksu karnego. W Polsce w ostatnich latach zdarza się rocznie od kilku do ponad 20 tys. odmów poddania się szczepieniu obowiązkowemu. – W naszym kraju tragicznie rozrastają się ruchy antyszczepionkowe – mówi prof. Maria Borszewska-Kornacka, prezes Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego. – To oczywiście niezwykle bolesne dla nas, lekarzy, ale również ogromnie szkodliwe dla społeczeństwa. Jeśli rodzice nie zaszczepią swojego dziecka, to zagrażają innym. Choroby zakaźne mogą wrócić. – Każdy człowiek może odmówić leczenia. Ale szczepienie jest szczególnym przypadkiem, bo chroni nie tylko pojedynczą osobę, ale całą populację, w tym dzieci, które są na to za małe, dzieci, które nie mogły być szczepione z powodu przeciwwskazań, i osoby dorosłe, które nie nabyły odporności – podkreśla Jan Bondar, rzecznik Głównego Inspektora Sanitarnego.

HISTORIA
Kto bronił Polski w 1939?
Karol Olbracht Habsburg, spadkobierca browaru w Żywcu, po zakończeniu I wojny światowej i odzyskaniu przez Polskę niepodległości, postanowił zostać obywatelem nowego państwa. Tuż przed agresją niemiecką zakupił na potrzeby Wojska Polskiego dwa karabiny maszynowe i wspomógł wysoką dotacją Fundusz Obrony Narodowej. We wrześniu w mundurze pułkownika zgłosił się do jednostki wojskowej, jednak nie wcielono go do armii. Po zajęciu terenów przez Niemcy wraz z całą rodziną, odmówił podpisania volkslisty, argumentując, że jest oficerem polskim. Jego syn w szeregach 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka przebył szlak bojowy od Francji aż do rzeki Maas w Holandii. Niestety postawa „polskich Habsburgów” była odosobniona. Niespójna polityka narodowościowa kolejnych rządów, problemy gospodarcze, a także agresywna postawa państw ościennych uniemożliwiły głębszą integrację narodowości zamieszkujących Polskę. Zgodnie z założeniami władz Polacy mieli stanowić dwie trzecie ogółu żołnierzy. W 1937 r. inspektor armii gen. Mieczysław Norwid-Neugebauer stwierdził, że w niektórych jednostkach odsetek żołnierzy reprezentujących mniejszości narodowe nadal sięgał 70%. Kolejnym problemem był fakt, że do pułkowych szkół podoficerskich przyjmowano wyłącznie polskich kandydatów, co wywoływało słuszny sprzeciw pozostałych. Przedstawiciele mniejszości narodowych, Ukraińcy, Białorusini, Niemcy czy Żydzi we wrześniu 1939 r. bili się więc głównie z poczucia obowiązku, a nie z miłości do II RP.

ZAGRANICA
Kurdowie idą po niepodległość
Region Kurdystanu, choć formalnie jest częścią Iraku, pod wieloma względami działa jak niepodległy kraj. Działa, co ważne, lepiej niż sam Irak – jest znacznie bezpieczniejszy, stabilniejszy i demokratyczny. Panuje w nim daleko zakrojona swoboda obyczajowa i religijna. Władze w Irbilu po rozmowach ciągnących się niemal od obalenia Saddama Husajna w 2003 r. postanowiły teraz skończyć z udawaną jednością kraju. Ogłosiły referendum niepodległościowe. Kurdowie mają dość bycia okradanymi przez Bagdad z państwowości i z wpływów z ropy. W przeważającej większości zagłosują za oddzieleniem się od Iraku, z którym nie łączy ich nic etnicznie, kulturowo, językowo ani religijnie. Jednak nie tylko Irak, ale też żaden z trzech sąsiadów Kurdystanu nie uzna referendum, przeciwne są również kraje Unii i Stany Zjednoczone. A wszystko to dzieje się w sytuacji, gdy Kurdowie przewodzą z sukcesami wojnie z Państwem Islamskim.

Greckie śmieci
Dokuczliwy strajk śmieciarzy to niejedyny problem Greków. Mija już ósmy rok, odkąd w Grecji zaczął się najdotkliwszy kryzys po 1945 r. W tym czasie Ateny otrzymały od Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego trzy pakiety pomocowe, obwarowane obostrzeniami, mające zapobiec marnowaniu i rozkradaniu środków. W pierwszej połowie lipca rada dyrektorów Europejskiego Mechanizmu Stabilności (EMS) zatwierdziła dla Aten wypłatę w wysokości 8,5 mld euro. Na greckim rynku zostanie jednak z tej sumy tylko 800 mln euro. Większość już zawczasu przeznaczono na częściową spłatę zadłużenia. Przelew kolejnej pożyczki zamyka przynajmniej na chwilę dyskusję o Grexicie. Jednak w następnych latach grecki rząd musi wprowadzić w życie kolejne cięcia emerytur i obniżyć kwotę wolną od podatku, co może wyprowadzić na ulice tłumy ludzi.

Afryka wita bezrobotnych
W wielu krajach europejskich, głównie w nękanych kryzysem finansowym państwach Południa, jak Hiszpania, Włochy, Grecja i Portugalia, młodzi ludzie, często z wyższym wykształceniem, zaczęli masowo zasilać grono bezrobotnych. Jeszcze niedawno pierwszym kołem ratunkowym był wyjazd do Wielkiej Brytanii, ale to się zmieniło po Brexicie. Dlatego młodzi bezrobotni Hiszpanie i ich sąsiedzi zaczęli szukać szczęścia tam, skąd jeszcze niedawno ich dziadkowie uciekali w popłochu – w dawnych koloniach. Według danych Banku Światowego w ostatnich 15 latach liczba Portugalczyków mieszkających na stałe w Angoli wzrosła niemal pięciokrotnie i przekracza obecnie 120 tys. A to przekłada się na tamtejszą gospodarkę – ponad 40% zagranicznych firm działających na angolańskim rynku prowadzą Portugalczycy.

OPINIE
Budżet bez dobrej zmiany
Przygotowany przez rząd Beaty Szydło budżet państwa na rok 2018 rozczarowuje – zauważa Piotr Szumlewicz, doradca Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. – W 2018 r., mimo optymistycznych prognoz dotyczących wzrostu PKB, po raz kolejny płace w budżetówce mają być zamrożone, a minimalne wynagrodzenie ma się zwiększyć o mniejszą kwotę niż w bieżącym roku, chociaż nastąpiła poprawa sytuacji na rynku pracy. Aż o 4 mld zł mniejsze będą wydatki na Fundusz Pracy, choć bez pracy pozostaje ponad 1 mln osób, a w niektórych regionach stopa bezrobocia przekracza 15%. Martwi spadek wydatków w budżecie na ochronę zdrowia – o 1,8%, na programy polityki zdrowotnej – o 4%, na zakłady opiekuńczo-lecznicze i pielęgnacyjno-opiekuńcze – o 1,2%. Praktycznie zapomniano o programie tzw. darmowych leków dla seniorów. Natomiast radykalnie, bo o prawie 4 mld zł, mają wzrosnąć wydatki na obronność. Wzrośnie także budżet IPN (o 37,4%), kancelarii prezydenta i parlamentu.

Trudny realizm Aleksandra Bocheńskiego
Aleksander Bocheński (1904-2001), człowiek, który na skutek wojny utracił majątek za Bugiem, przed wojną był zdeklarowanym antykomunistą, nawołującym do prewencyjnej wojny ze wschodnim sąsiadem po wojnie zmienił poglądy na relacje Polski z Kremlem. Zasadniczą przesłanką realizmu Bocheńskiego wobec Polski Ludowej, którego dowody dał już w jej pierwszych miesiącach, było przekonanie, że poprawne relacje z Moskwą są wyznacznikiem polskiej racji stanu, przede wszystkim z powodu zagrożenia niemieckiego oraz interesów państwowych wschodniego sąsiada. Jego najsłynniejszym dziełem są „Dzieje głupoty w Polsce”. Pisane w latach okupacji pamflety na polskich historyków stanowią akt oskarżenia wobec tendencji, które skłaniały narodowych przywódców do wszczynania powstań pozbawionych szans na powodzenie. W Solidarności widział nawiązanie do najbardziej bezmyślnych insurekcyjnych tradycji, w stanie wojennym zaś jeden z niewielu triumfów rozumu i dyscypliny nad głupotą w Polsce. Przeciwny polityce Leszka Balcerowicza domagał się szacunku wobec dokonań powojennego przemysłu.

Z historii polskiego uzwiązkowienia
Dialog społeczny w Polsce został nawiązany z pewnym opóźnieniem, bo dopiero w połowie lat 90. Cezurą był rok 2007, czyli przejęcie władzy w Polsce przez Platformę Obywatelską. Po raz pierwszy w historii III RP karty w rządzie rozdawała siła polityczna, która nie miała drożnego kanału komunikacyjnego z żadną dużą i reprezentatywną centralą związkową. Więcej nawet. Ówczesna Platforma mówiła wręcz otwarcie, że czuje się raczej reprezentantką pracodawców (zwłaszcza prywatnych), a dla świata polskiej pracy zaczną się teraz lata chude. O ile przez cały okres trwania koalicji PO-PSL związkowcy żalili się, że rząd rzadko ich pyta o zdanie, o tyle od początku 2016 r. czują się wręcz przytłoczeni. Rząd PiS wysyła bowiem do Rady Dialogu Społecznego wszystkie projekty legislacyjne i widać, że bardzo uważa, by nie zostać oskarżonym o ignorowanie dialogu społecznego. Gorzej z pytaniem, czy potem bierze pod uwagę to, co na RDS usłyszy.

Fragmenty książki Rafała Wosia „To nie jest kraj dla pracowników”.

KULTURA
Smarzowszczyzna rządzi kinem
Pragnienie wolności, niezależności i nieoglądania się na nikogo owocuje w polskim kinie autorskimi głosami, czego dowiódł 42. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Od kilku lat w konkursie głównym coraz mocniej zaznaczają obecność debiutanci, którzy w tym roku stanowili prawie połowę stawki. Wnieśli humor, pracowitość, bunt i świeże spojrzenie na aktorstwo, czyli to, co u nas w deficycie. Ale też to, co niechciane: scenariuszowe niedopracowanie, wydumanie i nieobycie z klasyką. Nastąpiła także zmiana w doborze aktorów. Już nie oglądamy w co drugim filmie Roberta Więckiewicza ani innych zgranych aktorów. Dominują nieopatrzone twarze, mniej znane nazwiska (z wyjątkiem Arkadiusza Jakubika, którego Wojciech Smarzowski rozsławił tak, że jest w każdym smutnym filmie) i odkrycia. Twarze są nowe, ale aktorzy grają tak, jakby mieli za sobą dziesiątki planów. Zwłaszcza Małgorzata Szczerbowska, Sebastian Stankiewicz, znany z „Ucha prezesa”, Agnieszka Mandat, Jowita Budnik, Magdalena Popławska. „Smarzowszczyzna” jest zresztą coraz powszechniejsza w naszym kinie. Filmy Wojciecha Smarzowskiego inspirują twórców, a z Arkadiusza Jakubika uczyniły naczelnego odtwórcę ról pijaków, morderców i prostaków. Ale też coraz więcej w naszym kinie filmów wychodzących poza polską perspektywę, jak „Ptaki śpiewają w Kigali” czy animowany „Twój Vincent”.

Bunt śpiewaków
Zarząd Województwa Łódzkiego zwolnił dyrektora Teatru Wielkiego w Łodzi Pawła Gabarę na wniosek skonfliktowanych z nim związkowców, ale sam też znalazł powody finansowe do jego odwołania w środku kadencji. Przedterminowa dymisja w połowie kontraktu to cios w teatr i publiczność ze względu na zburzenie planów repertuarowych, ale urzędnicy tym się nie przejmują. W Łodzi rozgorzały towarzyskie animozje rozdmuchane przez teatralne związki zawodowe poruszone m.in. odmową podwyżek. W obronie odwołanego Pawła Gabary stanął wojewoda łódzki prof. Zbigniew Rau. Wprawdzie uchwała odwołująca dyrektora opery została unieważniona, ale w urzędzie marszałkowskim (z przewagą PO) nikt decyzją wojewody z PiS się nie przejął. To nie koniec zawieruchy w łódzkim Teatrze Wielkim. Do dymisji prawdopodobnie zostanie nakłoniony dyrektor artystyczny, młody i bardzo zdolny dyrygent Wojciech Rodek.

Qultralia

NAUKA
Skąd się biorą terroryści?
Prof. Peter Neumann, wykładowca londyńskiego King’s College i amerykańskiego Georgetown University, przeanalizował to, co w mediach społecznościowych pisało 750 muzułmanów, którzy zdecydowali się dołączyć do islamistów w Syrii. Na tej podstawie dokonał kategoryzacji tych młodych ludzi. Pierwsza to „obrońcy”, którzy chcą chronić innych oraz siebie przed zagrożeniem. Chcą bronić rodziny oraz narodu. W tym wypadku porusza ich przede wszystkim krzywda, która spotyka innych muzułmanów. Na przykład w Syrii. Drugą grupę stanowią „poszukiwacze”. Ludzie, którzy w zachodnich społeczeństwach czują się wykluczeni i szukają tożsamości oraz przynależności. Znajdują ją w meczecie. To w odniesieniu do religii definiują swoje „ja” i wartości. Trzecia kategoria to ludzie, którzy dołączyli do dżihadu, bo zrobili to ich koledzy. Dla nich decydująca jest potrzeba akceptacji w grupie rówieśniczej.

FELIETONY I KOMENTARZE
Jerzy Domański: Gorący kartofel Kaczyńskiego
Bronisław Łagowski: Jak to w Polsce
Jan Widacki: Przewrót kopernikański
Roman Kurkiewicz: Czarny piątunio totalnego Sejmu
Tomasz Jastrun: Na kolejne urodziny
Edward Mikołajczyk: Skopana ekshumacja
Agnieszka Wolny-Hamkało: Wyrażaj się

Wydanie: 39/2017

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy