Najwybitniejszy statysta stulecia

Sądzę, że dopiero za jakiś czas polskie społeczeństwo zda sobie sprawę z ciężaru tej straty, jaką jest zgon Jerzego Giedroycia. Jestem pewien, iż był to najwybitniejszy statysta polski tego stulecia. Jego strategiczna doktryna, która wypracowana została z ogromną jasnością i pewnością siebie, na jaką nie zdobył się nikt inny przed przełomem 1989 r., okazała się dowodem przenikliwości i politycznego rozumu twórcy “Kultury” paryskiej. Ale co więcej, jest ona jedyną doktryną strategiczną, jaką ma Polska obecnie na podorędziu. Można ją sprowadzić do bardzo prostej reguły: jak najlepsze stosunki między Polską a Rosją, byle nie kosztem wspólnych sąsiadów, zwłaszcza Ukrainy. Toć powodem wiekowych konfliktów Polski z Rosją była walka o dominację nad tymi sąsiadami.
Jest rzeczą pocieszającą, że to właśnie na polskiej lewicy żyła tradycja pozwalająca na praktyczną realizację tej strategii. Prawica ma w politycznych genach nacjonalizm i niechęć do tych, którzy stali się dziś naszymi niezbędnymi sojusznikami. Niepokoi jednak to, iż rozlegają się także na lewicy głosy, które świadczą o odstępstwie od tej jedynej skutecznej strategii. Spadek po Giedroyciu nie jest tylko zbiorem pięknych formuł, ale powinien być traktowany jako żelazna zasada i drogowskaz. O ile po wejściu Polski do NATO możemy być spokojni o nasze sprawy na Zachodzie, o tyle musimy szczególnie zważać na wszelkie decyzje i manewry polityczne, dotyczące partnerów za naszą wschodnią granicą. W przeszłości Polska była dla Rosji wrogiem, a potem – terenem ekspansji. Dziś może być równym partnerem. Ale tylko pod opisanym warunkiem.
Za manewr gorszący uważam wypowiedź prof. Bronisława Łagowskiego, który na łamach “Przeglądu” otwarcie zanegował strategiczną doktrynę Giedroycia i Mieroszewskiego, pisząc o pozostawieniu Ukrainy na łasce losu i potężnego sąsiada. Jak widać, dalej pokutuje przeświadczenie, że można politykę zbliżenia z Rosją prowadzić kosztem Ukrainy. Jest to kontynuacja starej endeckiej polityki wybłagiwania u Rosjan ustępstw i koncesji, ofiarowując temu imperium w zamian za autonomię – trzymanie za pysk Ukraińców, Litwinów etc. Endecka praktyka została dzięki Giedroyciowi i Mieroszewskiemu zdemaskowana i sądzę, że odgrzewanie tego cuchnącego kotleta nie jest godne tradycji polskiej niepodległościowej lewicy, do której, nie zapomnijmy, należeli tacy ludzie, jak Józef Piłsudski. Tyle że to, co dla Piłsudskiego było romantycznym, niespełnionym marzeniem, to Giedroyc ubrał w praktyczną, nienagannie skrojoną szatę rozsądnej i pożytecznej dla kraju strategii.
Myślę, że kontynuacja tej Jego pracy i polityka przeciwdziałania próbom jej zanegowania należy do obowiązków uczciwego publicysty. Idea Giedroycia, iż zdrowe i dobrosąsiedzkie stosunki z Rosją można doskonale godzić z polityką strategicznego sojuszu z Ukrainą i obroną jej niepodległości, ma swój praktyczny wyraz, czego skromnym dowodem jest powstanie miesięcznika “Nowaja Polsza”, którego redagowania podjąłem się na Jego życzenie. To Jego sugestia skłoniła mnie na stare lata do tej pracy. Ale nie miejsce tu na osobiste wątki, chodzi o troskę, by kontynuować i szerzyć myśli Jerzego Giedroycia. Zarysowująca się możliwość objęcia władzy w Polsce przez lewicę narzuca jej obowiązek dokładnego sformułowania własnej koncepcji polityki wschodniej. Moim zdaniem, powinna ona być oparta na wskazaniach Giedroycia i Mieroszewskiego. Ci, którzy to w porę zrozumieli, jak prezydent Kwaśniewski, zyskali potężny atut, pozwalający skutecznie służyć społeczeństwu. Ci, którzy tę myśl będą kontynuować, dadzą dowód, że rzeczywiście są awangardą nie jakiejś grupy, nie jakiejś klasy, ale całego narodu.

Prof. Jerzy Pomianowski
pisarz i lekarz, tłumacz Babla,
Sołżenicyna i Sacharowa,
wykładowca na uniwersytetach w Bari i Pizie

Wydanie: 38/2000

Kategorie: Sylwetki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy