Nasza futbolowa pierwsza kadrowa

Nasza futbolowa pierwsza kadrowa

Zauważył pan coś nowego?

– Absolutnie nie zauważyłem, wszystko po staremu i często w gorszym wydaniu.

Kto jednak wywarł najlepsze wrażenie?

– Mimo wszystko Niemcy, są bardzo mocnym zespołem, ale od pewnej fazy grali bez kilku czołowych zawodników. Na plus oceniam występy Włochów – to jeden z odważniejszych teamów na tym turnieju. Kto wie poza tym, jak potoczyłby się półfinał Walia-Portugalia (0:2), gdyby u przegranych mógł wystąpić ich as atutowy Aaron Ramsey. Wreszcie Hiszpania, której kompletnie nie odpowiada nastawienie defensywne.!

Zgodzi się pan z tezą, że obowiązująca obecnie taktyka zabija piękno oraz istotę futbolu?

– Zgadzam się całkowicie. To gra wyłącznie na wynik, a nie na poziom i widowiskowość. Najgorsze, że nie widać, w jaki sposób można by od tego uciec.

Polski jedynak Marciniak

Co ciekawe, w odróżnieniu od poprzednich piłkarskich imprez najwyższej rangi jakoś nie słyszeliśmy tym razem zbyt wielu skarg na poziom sędziowania. Co dla nas ważne, wreszcie po latach posuchy mieliśmy swojego arbitra.

Doczekał się pan w końcu godnego następcy w osobie Szymona Marciniaka – zagadnąłem byłego wybitnego sędziego Alojzego Jarguza.

– Rzeczywiście, nareszcie. Pojechał na swój pierwszy tak poważny turniej i spełnił moje oczekiwania, potwierdził przynależność do sędziowskiej elity. Wróżę mu ciekawą karierę, ma zadatki.

Jako arbiter główny poprowadził aż trzy spotkania: Hiszpania-Czechy, Islandia-Austria i Niemcy-Słowacja.

– Proszę zauważyć, że rozstrzygał w meczach zespołów z najwyższej, nie tylko europejskiej półki. Ponadto dwukrotnie był arbitrem technicznym, podczas rywalizacji Niemców z Włochami i Portugalii z Włochami. Z tego wynika, że cieszy się naprawdę wyjątkowym zaufaniem szefa sędziów w UEFA, Pierluigiego Colliny.

Jakie było sędziowanie?

– Nie było źle, nie mówiono o jakichś rażących błędach. Natomiast w zakresie gry nierozważnej były widoczne różnice w interpretacji przepisów.

Wybijający się arbitrzy?

– Bardzo mi się podobali, nie po raz pierwszy, Viktor Kassai z Węgier i Mark Clattenburg z Anglii, któremu całkowicie zasłużenie powierzono poprowadzenie finału.

Cierpienia kibica Miodka

Sympatię piłkarskiego świata zyskali przede wszystkim Islandczycy, bo mieli serca na wierzchu – i piłkarze rywalizujący na boisku, i kibice wspierający ich w specyficzny sposób na trybunach.
Przy okazji przyjrzeliśmy się, jak to jest z tą supremacją polskich kibiców. Oto fragment wywiadu (ukazał się niedawno w wielu mediach) ze znanym językoznawcą, ale także fanem piłki prof. Janem Miodkiem: „Żeby tylko ten śpiew był trochę lepszy. Trochę cierpi moje muzyczne ucho nad śpiewem Polaków. Zazdroszczę Węgrom, Włochom, Niemcom, Rosjanom, Francuzom. My ze śpiewem trochę powinniśmy dać sobie spokój. (…) Wykonanie hymnu? Tragiczne zupełnie!”.

Prawdę i tylko prawdę ujawnił specjalny wysłannik na Euro 2016, szef sportu Wirtualnej Polski, Michał Kołodziejczyk: „Piłkarze oczywiście tego głośno nie powiedzą, bo wszystkich łączy piłka i jesteśmy wielką rodziną, ale doping dla naszej kadry we Francji był mizerny. Przyśpiewki były dwie: »Gramy u siebie« i »W górę serca, Polska wygra mecz«. Piłkarze byli załamani zwłaszcza po meczu ze Szwajcarią, kiedy głośniejsi od naszych okazali się nawet Helweci znani z tego, że dzwonią po policję, gdy ktoś nie włączy kierunkowskazu na autostradzie. (…) Przed spotkaniem z Ukrainą wywiadów wszystkim naszym mediom udzielał ten sam kibic, bo innego trudno było znaleźć. (…) Kibice, nie tylko ci w biało-czerwonych szalikach, na Euro 2016 ożywiali się głównie przed kamerami. I reporterzy, którzy prosili: »Panowie, musimy mieć ładny obrazek. To musi jakoś wyglądać«. (…) Prawdziwym hitem było jednak La Baule, gdzie polskich kibiców nie było w ogóle. Kadra po kolejnych meczach wracała do małego, sennego miasteczka nad Atlantykiem w środku nocy i gdyby nie aktywność naszych dziennikarzy, witałby ich policjant uwięziony na nocnym patrolu pod hotelem. A przecież też musiało wyglądać. Zwłaszcza po awansie do ćwierćfinału. »Dziękujemy, jesteśmy z was wszystkich dumni!«, głosił transparent, a właściwie prześcieradło z napisem wykonanym flamastrem. Kto je trzymał? Pięciu Francuzów i jedna Francuzka, wyciągnięci na siłę z pobliskiego baru, żeby obrazek był ładny. Francuzkę uczono nawet zdania po polsku: »Robert, kocham cię!«, ale kiedy krzyknęła to do Grzegorza Krychowiaka, nikt nie zrozumiał żartu. Właściwie to ona nie żartowała”.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 29/2016

Kategorie: Sport

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy