Trener może wszystko

Trener może wszystko

Przemoc w brytyjskiej gimnastyce sportowej

Wchodzi na podium z włosami upiętymi w ciasny kok. Ze śladami magnezji na łydkach. Z wyprostowanymi plecami i głową podniesioną do góry. Zabandażowanymi rękami macha do publiczności. Niewinna twarz uśmiecha się, gdy przyjmuje medale i trofea: za dynamikę skoku, grację, idealne lądowania. Nieoficjalnie: za siłę charakteru i wytrzymałość wobec przemocy doświadczanej z rąk trenerów przez kilkanaście lat treningów. Dziś Nathalie Moutia, reprezentantka Wielkiej Brytanii w gimnastyce sportowej na przełomie lat 80. i 90. XX w., wspomina głodówki – pół kromki ciemnego chleba i czarną herbatę, które dostawała na cały dzień treningów. Mówi o tabletkach antykoncepcyjnych, które przyjmowała po tym, jak w okresie dojrzewania powiedziano jej: „Rosną ci piersi, to zły znak”. Opowiada o braku reakcji ze strony rodziców i innych trenerów. I podkreśla, że od czasu jej zwycięstw nic w metodach treningowych brytyjskiej gimnastyki się nie zmieniło.

Ten sam wydźwięk mają wspomnienia sióstr Downie, faworytek do medalu w Tokio. Na łamach brytyjskiej prasy zawodniczki podzieliły się przeżyciami z treningów. Becky Downie wróciła pamięcią do roku 2018, kiedy próbowała przeciwstawić się temu, co uważała za niebezpieczne podejście do treningu. W zamian została nazwana słabą psychicznie. Trener powiedział, że ból, którego doświadcza, istnieje tylko w jej głowie. Ellie Downie opisała, jak była zmuszona rozebrać się do bielizny, kiedy jej trener zażartował: „Mam nadzieję, że torba ze środkami przeciwbólowymi, którą trzymasz w ręce, jest w rzeczywistości torbą z pigułkami dietetycznymi”. Ellie od 14. roku życia musiała kontrolować dietę: „Dietetyk kazał mi dostarczać dzienniki żywieniowe informujące o wszystkim, co włożyłam do ust, i codziennie wysyłać zdjęcia w bieliźnie, aby upewnić się, że nie kłamię”.

Wyemitowany pod koniec czerwca film dokumentalny „Athlete A” Bonni Cohen i Jona Shenka poruszył problem opisywany przez najlepsze gimnastyczki, rozpoczynając publiczną dyskusję o niekwestionowanej władzy trenerów dążących do zwycięstwa za wszelką cenę. Dokument wywołał falę oskarżeń o przemoc fizyczną i psychiczną, która na przełomie czerwca i lipca zalała Brytyjską Federację Gimnastyczną. Upublicznienie osobistych doświadczeń czołowych zawodniczek ośmieliło resztę środowiska gimnastycznego do zakwestionowania wieloletniej tradycji surowych praktyk trenerskich.

Dwa oblicza trenera

Wejście na salę treningową to przyzwolenie na ból. Decydując się na start w Mistrzostwach Świata w 2015 r., wiedziała o tym Charlie Fellows, która wchodziła na matę gimnastyczną mimo obaw o naderwane ścięgno udowe. Była zbyt przestraszona, by powiedzieć o tym swoim trenerom. W gimnastyce kontuzje uważane są za naturalny skutek treningu, z którym zawodnik ma obowiązek zmierzyć się we własnej głowie. Z czasem również ból psychiczny przestaje się traktować jako odstępstwo od normy.

Długo praktykowane nadużycia stają się normą. O regularnie naruszanych granicach fizycznych i psychicznych opowiedziała w brytyjskim „Daily Mail” Lisa Mason, uczestniczka olimpiady w Sydney w 2000 r. Dziewięcioletniej dziewczynce trener kazał ćwiczyć aż do momentu, kiedy jej ręce zaczęły krwawić. Młody człowiek nie umie rozpoznać, co jest jeszcze normalne, a co już jest złe. Świadomość ta przychodzi z wiekiem, ale wtedy sportowiec ma już psychikę spaczoną toksycznymi relacjami z trenerem. I będzie się to ciągnęło za nim jeszcze długo po zakończeniu kariery. Podatność na nadużycia wyrobiona w dzieciństwie to jedyne, co zna, i tego będzie się trzymał.

Rodzice młodych gimnastyczek nie mają wstępu na salę. Treningi mogą oglądać jedynie inni trenerzy, często stosujący podobne praktyki. Trener może wszystko, tylko trener ma rację, z trenerem się nie dyskutuje – takie słowa wybrzmiewają na hali sportowej. W ten sposób rodzi się niepodważalny autorytet trenera, który bije i krzyczy, ale ma rację. Który przekracza fizyczne i psychiczne granice młodych zawodników, ale robi to „z troski”. Mało mówi się o rzeczywistych w wielu przypadkach pobudkach: żądzy szacunku czy pieniądzach, które dają władzę w środowisku gimnastycznym.

O znęcaniu się, które jest budowane na fundamencie trenerskiego autorytetu, Nathalie Moutia opowiedziała brytyjskiej prasie. Kiedy miała dziewięć lat i bała się wykonania nowego skoku, trener krzyknął do niej: „Nigdy więcej nie mów mi »nie«. Jeśli jeszcze raz mi odmówisz, zmuszę cię do zrobienia tysiąca podwójnych skoków. I spójrz na siebie, nie umiesz nawet do tylu policzyć”. Kiedyś gimnastyczka walczyła z zaburzeniami odżywiania, obecnie ma zdiagnozowany zespół stresu pourazowego.

Wspomnienia Moutii uzupełniła medalistka igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 r., Amy Tinkler, która oskarżyła trenera brytyjskiej kadry gimnastycznej Neila Griffithsa o znęcanie się psychiczne i fizyczne. W konsekwencji, jak podaje ITV News, Griffithsowi odebrano członkostwo Brytyjskiej Federacji Gimnastycznej, nie może on już trenować gimnastyczek ani zajmować jakiegokolwiek stanowiska w federacji.

Ja jednak inaczej zapamiętałam trenera Griffithsa podczas głównego treningu kadry brytyjskiej w czasie przygotowań do Mistrzostw Europy 2013 w portugalskim Odivelas. Uśmiechnięty i troskliwy Griffiths stał w rogu planszy, obserwując swoich zawodników. Podejście do skoku, asekuracja zapewniona. Za długa spódniczka w kostiumie, materiał podcięty. Niepewny element, bezpieczeństwo zagwarantowane. Czy trener roztaczający wokół siebie aurę troskliwości i zaufania może na sali rozgrzewkowej krzyczeć na swoje zawodniczki? Czy trener, który zapewnia bezkontuzyjny trening, może za mocno rozciągać do szpagatów, katować zawodniczki tysięcznymi powtórzeniami? Otóż okazuje się, że trener na sali rozgrzewkowej, za kulisami może wszystko. Rodzice nie są wpuszczani na salę nie bez powodu.

To nie przypadek jednostkowy, ale bolączka całego systemu gimnastyki sportowej. Przemoc latami uchodziła kadrze trenerskiej na sucho, ponieważ wszystko działo się w środowisku, w którym znęcanie się było pochwalane, a przynajmniej akceptowane.

Rygor milczenia

Kiedy w 2012 r. po raz pierwszy pojawiła się krytyka metod trenerskich, Brytyjska Federacja Gimnastyczna milczała. Podobnie sprawę zbagatelizowano, kiedy w 2015 r. do federacji ze skargą zgłosiła się Nathalie Moutia. Niezależne dochodzenie wszczęto dopiero w tym roku, gdy Brytyjska Komisja Lekkoatletyczna (BAC), która reprezentuje krajowych olimpijczyków i paraolimpijczyków, zleciła zbadanie zarzutów.

W lipcu, w odpowiedzi na oskarżenia na łamach prasy brytyjskiej, ukazały się komunikaty skierowane przez federację bezpośrednio do poszkodowanych gimnastyków. Prezes Jane Allen stwierdziła: „Jesteśmy zdeterminowani, by dotrzeć do sedna tych spraw i zmienić gimnastykę na lepsze”. Wobec wielu lat milczenia i lekceważenia problemu trudno mówić o rzeczywistej determinacji. Nagłe działania władz, o których pisze prasa brytyjska, są reakcją na publiczne oskarżenia, a nie na przemoc w sporcie. Proponując wszystkim pokrzywdzonym upublicznienie swoich obaw, czy to za pośrednictwem mediów, czy Brytyjskiej Federacji Gimnastycznej, Allen demonstruje czysto reaktywne podejście, zamiast sama działać aktywnie.

Opisywane zjawisko nie jest skutkiem działań nadambitnych jednostek, które dopuszczają się nadużyć wobec nieletnich, ale rezultatem stworzenia, a następnie ukrywania systemu, który na te nadużycia pozwolił. Dlatego potrzebna jest zmiana zakresu obowiązków federacji sportowych: organy zarządzające powinny być odgórnie zobowiązane chronić podopiecznych, a nie działać w interesie promowania zwycięstwa za wszelką cenę.

Istniejąca w gimnastyce kultura strachu, w której zarówno sportowcy, jak i rodzice boją się odwetu, jeśli złożą zeznania przeciwko trenerowi, utrudnia zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne dochodzenia. Sportowców, którym poza atrybutami fizycznymi przypisuje się wytrzymałość psychiczną, od najmłodszych lat uczy się ignorowania bólu poprzez milczenie. Rywalizacja napędza cichą zgodę na przemoc. „Wiele innych osób czeka na twoje miejsce”, mówią trenerzy. Nieustanna presja selekcji narzuca akceptację sposobu postępowania trenerów.

Mistrz gimnastyczny Wielkiej Brytanii Dan Keatings, który właśnie przeszedł na sportową emeryturę, wyznał w prasie, że jako gimnastyk nazywany był ofiarą losu, trenerzy ciągle komentowali jego wagę, nierzadko doświadczał stanów depresyjnych. Do tej pory milczał w obawie przed wydaleniem z kadry narodowej. Obsesja na punkcie zwycięstwa wymagała od niego poddania się rygorowi milczenia, co pozwoliło ukryć nadużycia wszystkich odpowiedzialnych za treningowe praktyki.

Nie jesteście niezastąpieni

Kumulacja systemowych nadużyć trwa od lat 50. XX w., kiedy to Rumuni wprowadzili mordercze praktyki treningowe dla najmłodszych zawodników, którzy staż sportowy zaczynali w wieku czterech-pięciu lat. Normą były zaburzenia odżywiania, opóźnianie miesiączek i wpajanie w młodych sportowców przekonania, że aby wykonać najtrudniejsze skoki, trzeba poświęcić treningom każdą wolną chwilę i zdrowie. W takich warunkach wyrosła Nadia Comăneci, która w wieku 14 lat zdobyła trzy złote medale na igrzyskach olimpijskich w 1976 r., zmieniając oblicze gimnastyki.

Brytyjscy trenerzy uznali takie mordercze treningi za warunek sukcesu. W salach treningowych Brytyjskiej Federacji Gimnastycznej częstymi gośćmi byli rosyjscy trenerzy razem ze swoimi gimnastyczkami – wyzywanymi, ważonymi na każdym treningu, policzkowanymi, gdy popełniły błąd. Obserwując przemoc w tak młodym wieku, uświadamiasz sobie, że jedynym wyjściem jest całkowite posłuszeństwo.

Kiedy więc na sali polskiej kadry narodowej pojawił się rosyjski trener, niejeden spodziewał się morderczego treningu. Po trzech godzinach widziałam wykończonych zawodników, którzy wychodzili, wymiotując. Trener kategorycznie zakazał picia w czasie treningu. „Biegnąc profesjonalny maraton, nie bierzesz łyka wody, kiedy tylko się zmęczysz”, upomniał nas. Okna musiały być zamknięte – spływający po ciałach pot usuwał z organizmu wodę, rzeźbił sylwetkę. Trenowałam z pękniętą torebką stawową, zakrwawionymi rękami, siniakami na całym ciele. Nie padło ani jedno słowo sprzeciwu, ale też nie było słychać krzyku. „Ja nie krzyczę – powiedział trener. – Kto nie spełni moich oczekiwań, zostanie wyrzucony z treningu. Nie jesteście niezastąpieni”.

Śladami państw bloku wschodniego podążały dotąd Europa, Azja i Ameryka. W połowie lipca szwajcarska federacja gimnastyczna zawiesiła własnego prezesa w ramach niezależnego dochodzenia w sprawie zarzutów o nadużycia. W czerwcu zwolniono dwóch najlepszych trenerów szwajcarskiej kadry. Pod koniec lipca o nadużyciach w gimnastyce publicznie opowiedziały zawodniczki australijskie. Przemoc w gimnastyce stanowi problem globalny, ignorowany przez system od pokoleń.

Skala problemu nie jest znana. Widzimy tylko wierzchołek góry lodowej. Są tysiące zniszczonych psychicznie gimnastyków, tysiące okaleczonych fizycznie, z niesprawnym kręgosłupem czy niefunkcjonującymi stawami, tysiące mierzących się ze skutkami treningów przez całe życie. Wielu gimnastykom nie dowierzają rodzice. Inni milczą. Co więcej, wiele dzieci zostaje skrzywdzonych w czasie postępowania przygotowawczego – w okresie między wszczęciem śledztwa a postawieniem zarzutów.

W 2012 r. do Brytyjskiej Federacji Gimnastycznej dotarł anonimowy mejl, który zawierał oskarżenie wysunięte pod adresem jednego z czołowych trenerów. Opisano w nim, jak podczas treningu jedno z dzieci wymiotowało krwią. Na krótko pozwolono zawodnikowi usiąść na zewnątrz, lecz później zmuszono go do kontynuowania ćwiczeń. Brytyjska Federacja Gimnastyczna wszczęła dochodzenie po otrzymaniu mejla, ale nie zabroniła trenerowi dalszej pracy.

W tym kontekście rodzi się potrzeba zrozumienia psychologicznych skutków przemocy wobec zawodników. Dr Misia Gervis, niegdyś trenerka gimnastyki artystycznej, dziś psycholog sportu, opowiada w wywiadzie dla brytyjskiego „Telegraph”: „Trenerzy najwyższego szczebla powinni być pierwszymi, którzy nauczą się rozwijać pozytywne relacje gimnastyczno-trenerskie i zrozumieć niebezpieczeństwa, które niesie ze sobą przymusowy wysiłek fizyczny”. Wzorce są powtarzalne: dzisiejsze metody niosą ze sobą małe szanse zmiany, póki obecni czołowi trenerzy nie zmienią myślenia i praktyk treningowych.

Zakładając, że z olimpiady w Tokio brytyjscy gimnastycy wrócą z workiem medali, należy zadać sobie pytanie, co jest prawdziwą wygraną. Gimnastycy często dążą do realizacji motta olimpijskiego o byciu szybszym, lepszym i silniejszym. Obecnie potrzeba takiego samego zaangażowania na rzecz bezpieczeństwa, zdrowia i ochrony środowiska gimnastycznego.

Julia Galusiakowska była mistrzynią i wicemistrzynią Polski juniorów i seniorów w gimnastyce akrobatycznej w latach 2014-2017. Podczas 12-letniego stażu sportowego (2006-2018) trzykrotnie reprezentowała kraj w mistrzostwach Europy, wielokrotnie w Pucharach Świata i turniejach międzynarodowych. Ukończyła kurs sędziego i trenera klasy mistrzowskiej.

Fot. David Callow/Reuters/Forum

Wydanie: 34/2020

Kategorie: Sport

Komentarze

  1. enuajsi
    enuajsi 28 sierpnia, 2020, 15:31

    Z duzym zaniepokojeniem czytalem artykul o brutalnosci trenerow w Wielkiej Brytanii czy na tzw cywilizowanym Zachodzie i z ulga odetchnalem dopiero kiedy dotarlem do paragrafu odnoszacego geneze tego zezwierzecenia do krajow socjalistycznych lat 50 zeszlego wieku. W czasie kiedy socjalizmem tlumaczy sie wiekszosc wspolczesnych problemow swiata glownie przez to ze smiertelnie skazil ideologie czystego kapitalizmu autorka bezblednie odnajduje przyczyny problemow w swojej dziedzinie i celnie je opisuje. Ideologiczne zaslepienie przedstawicielki mlodego pokolenia wychowanego przez 3RP juz w klasach z krzyzem w kazdej klasie staje sie widoczne kiedy zdamy sobie sprawe ze w tym niewielkim swiecie gimnastyki wyczynowej autorce musialy byc znane naduzycia ktore mialy miejsce w narodowej i olimpijskiej reprezentacji gimnastyczek w Stanach Zjednoczonych. Od polowy lat 90 do 2017 roku Larry Nassar oficjalny lekarz reprezentacji narodowej i olimpijskiej gimnastyczek wykorzystywal seksualnie setki (liczba dochodzi do 250 dziewczynek) swoich podopiecznych a wszelkie proby ujawnienia tego przestepstwa byly przez lata skrzetnie tuszowane przez zarzad organizacji. Niestety w artykule przyblizajacym czytelnikowi problemy swiata gimnastyki wyczynowej nie znalazlo sie miejsce na opis dramatow ukrywanych przed swiatem w
    modelowym kraju kapitalizmu gdzie zadza pieniadza jest najwyzsza wartoscia i motorem ludzkich dzialan a ja przypisuje to wyrastaniu w 3RP w cieniu pomnikow zolnierzy przekletych i swietego papieza.
    Na koniec ciekawostka – wiele dziewczynek bylo molestowanych przez doktora na prywatnej “farmie” gimnastyczek w Texasie zalozonej i prowadzonej przez Bela Karolyi znanego wojownika o wolnosc i kapitalizm ktory musial uciekac ze swoim zyciem przed okrucienstwami socjalizmu z Rumunii i poprosic o azyl polityczny w Stanach Zjednoczonych podobnie jak jego podopieczna Nadia Comaneci. Ci wspaniali ludzie sa najlepszym przykladem na to ze socjalizm nie pozwalal na prawdziwy rozwoj jednostki i skrzydla mozna rozwinac dopiero pod sztandarem dolara:)

    Odpowiedz na ten komentarz
  2. Axel
    Axel 8 kwietnia, 2021, 15:29

    W łyżwiarstwie figurowym mamy to samo

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy