Nauczyciel w rozkroku

Nauczyciel w rozkroku

Uczniowie z Fejsa,pedagodzy z kredy

„Piz… nad głową, pi-pi-piz… nad głową. Kręć dupą swoją, kre-kre-kręć dupą swoją. Tańczy z Albanii kowboj napier… koką. Wszędzie się czuje dobrze, ale najlepiej w klubie go-go”. To była sensacja internetu – fragment „utworu” rapera Popka odśpiewali uczniowie podstawówki w podlaskim Wasilkowie. Na szkolnej dyskotece, w obecności rodziców, zanim nauczyciele się zorientowali i przerwali zabawę. Oczywiście ktoś nagrał filmik komórką i wrzucił do internetu. Tylko na serwisie YouTube rychło doczekał się on ponad 250 tys. odtworzeń, szacuje się, że na portalach społecznościowych osiągnął nawet ok. 800 tys. A na filmiku, kiepskiej jakości, z marnym dźwiękiem i kiepskim obrazem, grupa 10-, 13-letnich dziewczyn i chłopaków z entuzjazmem śpiewa piosenkę o piz… nad głową w klubie go-go.
Podstawówka w Wasilkowie, jej nauczyciele, uczniowie i ich rodzice są tacy sami jak tysiące szkół, setki tysięcy uczniów i rodziców w innych miejscowościach w Polsce. Problem Wasilkowa polega na tym, że właśnie tam dzieciaki wpadły (w maju tego roku) na taki „zajefajny” pomysł. A przecież równie przebojowych pomysłów z różnych szkół – od podstawówek po licea – trafia codziennie do internetu nie wiadomo ile. W szkole w Wasilkowie rozpoczęło się polowanie na uczniów, którzy wrzucili klip do sieci. Dyrekcja szkoły o wydarzeniu zawiadomiła policję, co nadało sprawie urzędowy wymiar. Filmik – zapewne też za sprawą publikacji prasowych i internetu – wzniecił kolejną falę dyskusji o autorytecie szkoły i nauczyciela. Dyskusji, w której opinie są właściwie tylko na dwóch biegunach: w oficjalnych wypowiedziach i na forach.
– To dla nas niechlubna sława, wstyd na całą Polskę – tak wicedyrektorka podstawówki skomentowała sprawę na łamach lokalnych mediów. Uczniowi, który umieścił film na Facebooku, i dwóm innym, którzy podrzucili piosenkę didżejowi na szkolnej dyskotece, wlepiono nagany. Dyrekcja nie wyklucza wydalenia ich ze szkoły.
Internetowe fora się rozgrzały.
„Co za IDIOCI. Chcą wyrzucić ucznia, który wrzucił filmik na fejsa. Przecież to dzieciaki. DZIECIAKI. A wywalić ze szkoły to można by ewentualnie wyłącznie dyrektora. Ewentualnie. Ciekawe, na jakiej podstawie rozmawiał z dzieciakiem dzielnicowy? Boże… kogoś mądrego tam ze świecą. Gdyby moje dziecko zrobiło coś durnego, to miejscowy dzielnicowy byłby ostatnią osobą do rozmowy wychowawczej. Jak zwykle dorośli dali ciała, strach blady padł na ciało pedagogiczne, po dupie dostają uczniowie. O Pimko nieśmiertelny!”.
„Dzieciaki słuchają różnego gówna, choć nie przypuszczałem, że aż tak słabego. To już nie te czasy, gdy dno mościł Tercet Egzotyczny czy później Magda Durecka. Rodzicom i nauczycielom się nie dziwię, że nie zaskoczyli w porę, bo zakładam, że »utworu« nie znali. Szczeniacki, żenujący wygłup zmienia się w aferę dopiero wtedy, gdy rozwiązaniem problemu staje się namierzenie tego, kto wrzucił filmik do sieci. To już nie przelewki, to dowód, że dyrekcja szkoły i jej patroni z kuratorium są w komplecie do wymiany. Tak prymitywni kretyni nie powinni uczyć i wychowywać nikogo i nigdy więcej. To chyba oczywiste?”.

Autorytet. jaki autorytet?

Pytania o autorytet szkoły i nauczyciela trzeba w tym kontekście zderzyć z niepodważalnym faktem: „Klub Go-Go” rapera Popka z Gangu Albanii zaliczył na YouTube prawie 10 mln wyświetleń, a na początku maja tego roku jego debiutancka płyta cieszyła się ogromną popularnością, zdobywając nawet status platynowej! Sam raper wzbudził zainteresowanie mediów internetowych i tabloidów po serii ekscentrycznych zabiegów, które polegały na wytatuowaniu gałki ocznej ciemnym atramentem, wykonaniu skaryfikacji – okaleczenia zostawiającego blizny na twarzy – czy powieszeniu się na hakach za własną skórę…
Tylko co trzeci gimnazjalista uważa nauczyciela za autorytet – wynika z badań przeprowadzonych na początku 2013 r. przez Kuratorium Oświaty w Bydgoszczy. Ponad 2,2 tys. gimnazjalistów z trzecich klas 109 gimnazjów województwa kujawsko-pomorskiego spytano o cele życiowe, wartości moralne, autorytety i plany na przyszłość. Najważniejszymi deklarowanymi autorytetami dla gimnazjalistów są rodzice i członkowie rodziny, następnie muzycy i sportowcy. Zaledwie 30% wskazało nauczycieli. Wśród wartości moralnych na pierwszym miejscu młodzi stawiają szacunek i uczciwość, następnie miłość i przyjaźń. Ważne są też odpowiedzialność i sprawiedliwość. Sprawiedliwość i uczciwość to fundamenty profilu osobowościowego dobrego nauczyciela. Prawdopodobnie właśnie te cechy są najbardziej deficytowe wśród nauczycieli, przez co nie mogą oni być uznani za autorytety – tak interpretuje wyniki badań kurator oświaty z Kujawsko-Pomorskiego, Anna Łukaszewska.
Stare autorytety są na wymarciu – popularność w sieci klipu Popka może zaskakiwać, a w zasadzie powinna skłaniać do zadumy w zderzeniu z wynikami sondażu, który TNS OBOP przeprowadził w marcu 2011 r. wśród młodych Polaków w wieku 19-26 lat. Zadano pytanie, kogo młodzi uważają za swoje autorytety. Brano pod uwagę osoby prywatne i publiczne. Ponad połowa wskazała rodziców (53%), 47% wymieniło Jana Pawła II. Dla 8% autorytetem jest Jerzy Owsiak, po 4% wymieniło Dalajlamę, Kubę Wojewódzkiego i swojego nauczyciela. 13% badanych stwierdziło, że w ogóle nie ma autorytetów w życiu.
Fenomen tego zjawiska tłumaczy Tomasz Szlendak, socjolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu: – Ludzie powyżej 35. roku życia i ci, którzy nie przekroczyli jeszcze 25., żyją dziś w różnych światach. Ci drudzy nie mają już żadnych bóstw z nadania, automatycznych autorytetów, wzorców pokazanych palcem nauczyciela lub rodzica. Nic dziwnego, bo socjalizacja, również ta szkolna, przebiegała właśnie w klimacie starego, hierarchicznego świata.

Wszystkiemu winien internet

Nauczyciele nie zostali przygotowani do zajmowania się takimi uczniami, jacy siedzą dziś w szkolnych ławkach, i problem nie dotyczy tylko polskiej szkoły i polskich pedagogów. Tezę tę postawił już prawie 15 lat temu amerykański pisarz i publicysta Marc Prensky w pracy „Digital Natives, Digital Immigrants”. Cyfrowymi tubylcami (Digital Natives) nazwał pokolenie, które nie zna świata bez komputerów i internetu – młodych, których mózgi ukształtowały się pod wpływem nowych technologii. Prensky wskazał nowy podział między ludźmi, w którym punktem odniesienia są nowe technologie i ich wpływ na nasze życie, na sposób postrzegania świata, relacje z innymi, a nawet na strukturę mózgu. Pokolenie, które wyrastało w codziennym obcowaniu z komputerami, internetem, telefonami komórkowymi, aparatami cyfrowymi, ipadami, smartfonami i innymi podręcznymi urządzeniami – to zupełnie inni ludzie. I dziś nie jest już odkrywcze stwierdzenie, że rodzi to konkretne skutki w relacjach nauczyciel-uczeń.
Polscy uczniowie kiepsko dogadują się z nauczycielami – i nie byłoby w tym nic szczególnie dziwnego, gdyby nie fakt, że ich relacje są o wiele gorsze niż w innych krajach. Takie wnioski płyną z badania 15-latków przeprowadzonego przez OECD w 34 państwach. Uczniowie w Polsce są o wiele bardziej niezadowoleni z relacji z pedagogami niż ich rówieśnicy w innych krajach – nie tylko w uważanej za wzór Szwecji lub Wielkiej Brytanii, lecz także na Węgrzech, a nawet w Meksyku. Wśród 34 przebadanych państw my zajmujemy ostatnie miejsce. Aż 38% polskich uczniów uważa, że nauczyciele nie słuchają tego, co się do nich mówi, 34% nastolatków przyznaje, że nauczyciele nie postępują względem nich uczciwie, a 24% czuje, że nie otrzymałoby od pedagoga dodatkowej pomocy, gdyby jej potrzebowało. Jak zauważają eksperci, polscy uczniowie często się spóźniają, chcąc spędzać mniej czasu na lekcjach – co nie miałoby miejsca przy dobrych relacjach z nauczycielami. Kontakty z uczniami mają też duży wpływ na komfort pracy nauczycieli – 90% z nich przyznało, że przejmuje się samopoczuciem uczniów i chce być z nimi w dobrych stosunkach (Badanie „Global policy outlook 2015. Making reforms happen”).

Zamknięte pokolenia – zamknięte światy

Nauczyciele boją się, że technologie cyfrowe zniszczą ich autorytet – taki jest podstawowy wniosek z badań „Innowacyjne zastosowania rozwiązań i narzędzi cyfrowych w kształceniu na poziomie gimnazjalnym i ponadgimnazjalnym w województwie małopolskim”, które przeprowadzono w czerwcu 2013 r. pod egidą Stowarzyszenia „Miasta w Internecie”. – Wielu nauczycieli niepokoją rozwiązania cyfrowe, co częściowo wynika z braku kompetencji i niewystarczających doświadczeń. Przeważnie jednak przyczyny są znacznie głębsze. Wprowadzanie narzędzi cyfrowych oznacza wnoszenie do szkół także systemu wartości i relacji społecznych budowanych przez te narzędzia, co może skutkować mniejszym dystansem władzy między nauczycielem a uczniem, większą samodzielnością uczniów, a także dywersyfikacją źródeł wiedzy. W opinii wielu badanych nauczycieli grozi to podważeniem tradycyjnego autorytetu nauczyciela i koniecznością jego budowy na zupełnie nowych fundamentach – takie wnioski wysuwa kierujący badaniami dr Łukasz Srokowski.
Eksperci oświatowi są zgodni: szkoła stanęła wobec problemu zatarcia się w „przestrzeni pozaszkolnej” granic między tym, co wolno, a tym, czego nie wolno. W dużej mierze stało się tak za sprawą internetu, który pozwala na nieograniczoną wymianę informacji, poglądów, kontaktów i – w razie potrzeby – zapewnia anonimowość, stwarzając poczucie bezkarności. Co istotne, uczniowie z generacji cyfrowych tubylców doskonale zdają sobie sprawę, jak wielu nauczycielom nie tylko brakuje umiejętności poruszania się w cyberprzestrzeni. Tubylcy mają poczucie, że stworzyli w cyberprzestrzeni swój świat, którego nauczyciele często nie rozumieją i do którego nie chcą zaglądać. Trudno się oprzeć wrażeniu, że dużo nauczycieli – nie wydając ocen wartościujących i bez szukania winnych – zdaje się tkwić w dość niewygodnej pozycji. W rozkroku, w którym na dodatek nogi się rozjeżdżają. Z jednej strony, chcieliby jak najlepszych relacji z uczniami, ale z drugiej, coraz bardziej ucieka im ich świat, sposób jego poznawania, system wyznawanych wartości oraz celów uważanych za ważne w życiu. Tomasz Szlendak uprzedza: – Nie ma co młodych ludzi pytać o autorytety, bo nie zrozumieją pytania. A przynajmniej nie zrozumieją go tak, jak rozumieją je ludzie starsi. Wskażą zapewne z osób publicznie znanych Jurka Owsiaka i Kubę Wojewódzkiego, którzy ścierają się ze światem w codziennej, agresywnej komunikacji i doskonale sobie radzą w psychozie lajków.


Jak wzmocnić autorytet nauczycieli?

Krystyna Łybacka, b. minister edukacji, posłanka SLD do Parlamentu Europejskiego
Najpierw chciałabym zaznaczyć, że uważam, że coraz bardziej zawęża się sfera wolności nauczycielskiej. Przyczyną tego stanu rzeczy jest ingerencja samorządów w merytoryczny aspekt działalności szkoły. Urzędnicy samorządowi mają tylko jeden wyróżnik oceny pracy nauczyciela, który sprowadzić można do stwierdzenia, że najlepszy nauczyciel to tani nauczyciel. W małych gminach nauczyciele bardzo często są też zależni od różnego typu powiązań personalno-towarzyskich. Dlatego od nauczyciela oczekuje się jedynie, by był realizatorem programu. I tak swoją rolę zaczynają definiować sami pedagodzy.
Co zatem zrobić, żeby wzmocnić ich autorytet? Oczywiście autorytetu zadekretować się nie da. Dlatego tak ważne jest, by jeszcze podczas studiów pedagogicznych studenci uczestniczyli w modułach praktyki pedagogicznej, co pomoże im odpowiedzieć na pytanie, czy na pewno chcą i mogą zostać nauczycielami. Dyplom jest warunkiem koniecznym, ale dalece niewystarczającym.
Druga ważna kwestia, o której po części wspomniałam, dotyczy samorządów. Należy wyraźnie rozgraniczyć kompetencje, ponieważ daleko odeszliśmy od decentralizacji zarządzania. Samorządy miały przecież odpowiadać jedynie za szkolną infrastrukturę, a to, co dzieje się w jej obrębie, miało być dziedziną władz centralnych. Symetria została jednak zachwiana, bo samorządy otrzymały duże kompetencje, ale nie mają wystarczających środków, by je realizować.
Kolejną kwestią są relacje nauczyciele-rodzice. Przyszli nauczyciele podczas studiów powinni zdobywać takie umiejętności jak prowadzenie rozmów, negocjacji lub przekazywanie informacji. Niestety, w obecnych czasach merkantylne podejście do edukacji skutkuje tym, że rodzice w rozmowie z nauczycielami zachowują się jak klient, który tylko wymaga.
Nie sposób pominąć też relacji nauczyciel-uczeń. Pedagodzy nie powinni się wstydzić, że nie posługują się nowymi technologiami na takim samym poziomie jak ich uczniowie. Obecnie wektor przekazywania wiedzy ukierunkowany jest dwustronnie. Nauczyciel z definicji nie musi wiedzieć więcej. Uczniowie mogą pokazywać nauczycielom, w jaki sposób korzystać z internetu, a nauczyciel uczyć, jakich wartościowych treści i informacji warto w nim szukać. Poza tym nauczyciel powinien dużo więcej czasu spędzać z uczniami. I nie tylko w sposób formalny w klasie. Trzeba budować więź, ale tutaj koło się zamyka, bo szkoła nie ma środków na dodatkowe aktywności lub wycieczki.
Nie sposób też nie wspomnieć o trwającej nagonce na nauczycieli. Sama znam gminę, w której gońcy z urzędu zapukali do każdych drzwi, żeby poinformować ludzi, że wredni nauczyciele chcą podwyżek, a to przecież oni najwięcej kosztują. W ten sposób podkopuje się zaufanie i szacunek rodziców do nauczycieli, a tym samym uczniów do nauczycieli. Niestety, władze oświatowe zrobiły dużo, by obniżyć prestiż zawodu nauczyciela.

Marek Konopczyński, rektor Pedagogium Wyższej Szkoły Nauk Społecznych w Warszawie
Uważam, że nauczyciele stoją w rozkroku z tego względu, że już jakiś czas temu polska szkoła przestała być głównym źródłem dostarczania wiedzy młodemu pokoleniu. Z tego powodu nie jest atrakcyjna. Szkoła zaczęła uciekać w procedury, testy i egzaminy, które uczniów jedynie stresują. W tym wszystkim tkwi nauczyciel, który zamienia się w urzędnika. Nie jest już kimś, kto kreuje młodego człowieka, tylko administratorem wiedzy zarządzającym młodymi ludźmi. Z kogoś atrakcyjnego staje się kolejnym etapem zarządzania informacją. Stawiam tezę, że świat wirtualny młodzi ludzie zaczynają traktować jak rzeczywistość przedłużoną, ponieważ ten realny jest według nich źle zaprogramowany. Jest światem, w którym w zasadzie na nic nie mają wpływu. Dlatego uciekają do sieci, bo tam mają więcej wolności i mogą tamtą przestrzeń współtworzyć. Z tego powodu trudno szkole dotrzeć do uczniów z atrakcyjną ofertą.
Młodzi słyszą też to, co mówią niektórzy politycy, że wykształcenie nie daje gwarancji pracy, więc zadają sobie proste pytanie: po co się uczyć? Uczniowie nie są głupi, czują, że wiedza, którą otrzymują w szkole, nie przystaje do rzeczywistości. Mój 14-letni syn jest zanurzony w internecie. Na każdą próbę wyciągnięcia go z tego świata reaguje oporem. Dlatego uważam, że nauczyciele powinni wejść z uczniami do świata internetu dosłownie i w przenośni. Dlaczego wychowawca klasy ma nie mieć Facebooka? Wówczas uczniom łatwiej byłoby budować z nim więź. Dlaczego nie zacząć prowadzić innych przedmiotów w formie interaktywnej? Kiedy młodych ludzi pyta się, co w szkole lubią najbardziej, odpowiadają, że są w niej koleżanki i koledzy. W szkole tkwi wielki potencjał uspołeczniania, który nie jest wykorzystywany. Zamiast tego mamy ławki, w których nie można rozmawiać, i praktycznie nie pracuje się grupowo. Solidarnościowa rewolucja wołała, że szkoła powinna się stać własnością uczniów, nauczycieli i rodziców. Po 25 latach możemy stwierdzić, że jest własnością władz. Cała idea uspołecznienia spełza na niczym. Dla mnie efektem pracy szkoły powinien być uczeń, który rozumie siebie i otaczający świat.
Dla państwa ma to być dobrze zdany egzamin. Dla młodego pokolenia atrakcyjniejszy jest ten pierwszy model. Pośrodku tego znajduje się nauczyciel, który stoi przed dylematem: wypełniać polecenia i podstawę programową, czy dawać coś od siebie i ryzykować.

Katarzyna Hall, b. minister edukacji, posłanka PO
Na autorytet trzeba sobie zapracować. Zarówno dziś, jak i 40 lat temu, kiedy ja chodziłam do szkoły, byli nauczyciele osobowości, którzy mieli coś do przekazania, oraz tacy, których – mówiąc delikatnie – traktowano różnie. Sama pamiętam nieciekawe sposoby traktowania niektórych pedagogów, ale wtedy nie było możliwości nagrywania tego i udostępniania w internecie. Zawód nauczyciela jest specyficzny i wymaga konkretnych cech osobowości. Trzeba umieć nawiązywać kontakt z uczniami i cieszyć się ich sukcesami.
Oczywiście czasy się zmieniają; czas objawionych prawd wypowiadanych spod tablicy się skończył. Teraz liczą się spersonalizowany tryb komunikacji i zadania dobrane pod konkretnego ucznia. Z czasów gdy zaczynałam pracę, pamiętam klasę, w której połowa nic nie rozumiała, a druga połowa się nudziła. Średniaków tam nie było. Dlatego musiałam każdej grupie przydzielać odpowiednie zadania. Teraz to jest łatwiejsze dzięki nowoczesnym technologiom. Jeśli nauczyciel przedstawia uczniom problem matematyczny, który nie jest nudny i leży w zasięgu ich możliwości, może liczyć na to że jego rozwiązanie przyniesie dzieciom radość. Liczy się zdrowy rozum nauczyciela. Dlatego uważam, że pewne problemy nauczycieli się nie zmieniają, za to mają oni do dyspozycji lepsze narzędzia.
Not. W.R

 

Wydanie: 26/2015

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy