Nie drażnić niedźwiedzia

Moje wakacje się kończą, a z nimi kończy się czas ucieczki od polityki. Chociaż to ucieczka umiarkowana, tak całkiem uciec i zapomnieć się nie da. Kiedy na Krupówkach zobaczyłam siedzącego bardzo spokojnie faceta z pytonem na szyi, pomyślałam o komisji orlenowskiej, o Cimoszewiczu z Jarucką na ramieniu, a gdy w Dolinie Chochołowskiej na swej drodze spotkaliśmy żmiję, od razu zaczęła się gadka o kampanii wyborczej, wyborach i o tym, co nas później czeka. W Dolinie Strążyskiej, na koncercie kapeli góralskiej, w szałasie Anny Krupy, wieczorem, w czasie deszczu, przy herbatce góralskiej i oscypkach owczych grillowanych ktoś przywoływał psa nazwiskiem znanego tropiciela afer i piewcy zdrady narodowej, bo u nas taki jest zwyczaj, że obchodzi się święta z okazji klęsk i zdrad. Frustracja napędza życie polityczne elit czy to solidarnościowych, czy to postkomunistycznych.
Obrzucanie się epitetami zdrajców rajcuje niektórych bardziej niż porno. Tego doświadcza Wałęsa ze strony dawnych kolegów, tego zaznał marszałek Borowski, gdy odszedł, bo musiał, bo znieść już nie mógł. Od razu beton się obruszył, że tym posunięciem partii jedność skruszył, zdrajcą go ochrzcił, mimo że to SdPl ma najlepszy, najuczciwszy program lewicowy. Zastanawiałam się, czy w innych krajach w każdym miesiącu jest coś wartego obchodów i czy zdrada jest jednostką miary w życiu politycznym. To chyba specyfika polska, oryginalna jak oscypek, z pewnością jednak nie tak smaczna.
Pies był miły, grzecznie jadł oscypki z żurawiną, spytałam więc, dlaczego robić psu taką przykrość, tak go przezywać, na co właściciel odpowiedział, że ten czworonóg zawsze wie, gdzie są konfitury. Wywęszy wszystko, co sam lubi. A najbardziej lubi grillowanego oscypka z żurawiną i odróżnia bezbłędnie owcze od krowich, czego nie można powiedzieć o pierwszym śledczym Rzeczypospolitej.
W gazetach podhalańskich dużo pisze się o oscypku, który wchodzi do Europy. Ogłoszono nawet konkurs na opakowanie, żeby było ładne, przylegające, dobrze oddające kształt, a jednocześnie przewiewne, bo ser nie może się zapocić. Przeprowadzono też kontrole na Krupówkach i okazało się, że większość serków jest zrobiona z krowiego mleka. Ceper i tak nie odróżni. Teraz jednak na stolikach sprzedaje się owcze, są opisane i można sobie wybrać, co kto woli; kontrola i wejście do Europy dają dobre efekty, choć bez specjalnych komisji. Górale są zadowoleni z życia i nijakiej frustracji po nich nie widać.
O polityce przypominają też niedźwiedzie, które mają gawrę w Strążyskiej. Kiedy schodziliśmy po ciemku z Kubą i jego żoną do Żabiego Dworu na rydze, prawdziwki oraz szarlotkę (ten rodzaj szarlotki modny ostatnio w górach to żubrówka z sokiem jabłkowym), to każdy trochę się bał, że może spotkać na swej drodze wielką niewiadomą. Co prawda, wiemy od taternika, jednocześnie barmana w Litworze, że niedźwiedzi jest mniej, niż opowiadają, bo są policzone i nie ma 18, jak głosi plotka, jest kilka, ale przecież wystarczy jeden, żeby się przerazić. Barman twierdzi, że od lat nie było przypadku, żeby niedźwiedź pokiereszował człowieka, oprócz jednego palanta, który chciał to miłe skądinąd zwierzę sfotografować. Z lampą błyskową! Nikt nie lubi być fotografowany z zaskoczenia, bez makijażu, trudno więc dziwić się, że miś pacnął łapą w aparat, a potem poczęstował fotoamatora słusznym ciosem. Jednak nie zabił. Jak mówię gawra, to myślę Gawryła, a jak Gawryła, to Putin!
Kaczory dwa, a także inne, liczne ugrupowania prawicowe, już w kampanii wyborczej swoją wschodnią politykę zagraniczną prowadzą; przypominają w tym owego nieszczęsnego fotografa. Grożą niedźwiedziowi symbolicznemu, że ho, ho, lampą błyskową straszą, chcą go ostro tresować, siłę pokazać, a myślący wyborcy się śmieją do rozpuku, bo już widzą, jak Putin, właściciel owego niedźwiedzia, ze strachu przed Kaczorkami Donaldkami się trzęsie. Nie mogę pojąć, skąd w naszym narodzie, rozsądnym przecie i z poczuciem humoru, wziął się owczy pęd, by popierać prawicę. Rozumiem, że lewica skrewiła, że można mieć dość baronów, afer kryminalnych, ale przecież jest prawdziwa socjaldemokracja w postaci SdPl, a i SLD także zmieniło oblicze na młodsze. Jeśli nie uda się lewej stronie wejść w sensownej sile do parlamentu, możemy być świadkami zupełnie zbędnego drażnienia niedźwiedzia. Niedźwiedziowi i tak nie jest łatwo, bo zabrano mu coś, co uważał za swoją własność, powiewano mu pomarańczowymi muletami przed nosem, a nasz sojusz wojskowy z NATO wypalił, a więc stary niedźwiedź ma problemy psychologiczne. Dyplomacja nie polega na wymachiwaniu szabelką. Jeśli czegoś naprawdę się boję, to nieodpowiedzialnej polityki zagranicznej. W kraju sobie poradzimy, demokracja w miarę okrzepła, nauczyliśmy się patrzeć władzy na ręce, gospodarka jest w niezłym stanie, bezrobocie spada, budownictwo będzie się rozwijało, jest nadzieja, że górnicy na jakiś czas są zaspokojeni, zapłacimy im wszyscy w podatkach haracz. A więc życie będzie się toczyło tak jak dotąd, nawet jeśli rządy obejmie prawica. Największy nasz problem to polityka zagraniczna. Jakiś beznadziejny, prawicowy prezydent, mały Napoleonek może nieźle namieszać. Już i tak mamy dość kłopotów z naszymi wojskami w Iraku, które trzeba będzie umiejętnie wycofać, by nie stracić twarzy. Zresztą co tam utrata twarzy! Ważne, żeby nie stracić żołnierzy, by wrócili w komplecie. Łatwo strategom, siedzącym za wielkim biurkiem, wysyłać młodych ludzi na fronty, ale przecież wiadomo, że nie tak walczy się z terroryzmem. A niech naszemu nowemu przyjacielowi Bushowi wpadnie do głowy powtórka z rozrywki i wejdzie do Iranu. Też go poprzemy? Wiecie, co mnie najbardziej wnerwia, by nie użyć grubszego słowa? To, że nie mam żadnego wpływu na takie ważne decyzje. Dlatego istotne jest, by prezydent był w miarę rozsądny, by umiał odróżnić dobro od zła w makronarodowej skali.
Regulamin zachowania wiszący w dolinie mówi, że przy spotkaniu z niedźwiedziem należy zachować spokój, nie karmić go kanapkami z wędliną, nie fotografować, nie krzyczeć jak na partaitagu wyborczym, nie wykonywać gwałtownych gestów ani też nie unosić rąk w heil pozdrowieniu, nie wolno nagle zawracać, trzeba po prostu iść powoli, aczkolwiek konsekwentnie, do przodu.

Wydanie: 36/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy