Nie lękajmy się Europy

Nie lękajmy się Europy

Na te słowa czekali wszyscy. Większość z nadzieją i niecierpliwością. Doczekali się. Zdeklarowani euroentuzjaści mają powody do świętowania. Stanowisko Komisji Europejskiej jest bowiem dla nas przychylne: Polska spełnia kryteria i będzie gotowa do członkostwa w Unii Europejskiej. Radość jednych, a smutek innych. Bo mamy przecież także swoich eurosceptyków. Nie tak znowu licznych i silnych, ale za to wyrazistych i zdecydowanych na twardą walkę w obronie narodowej i ekonomicznej tożsamości. Tak jak ją pojmują. Nie mają żadnych wątpliwości i nie biorą pod uwagę żadnych argumentów. W przeciwieństwie do trzeciej grupy, czyli wątpiących i wahających się, głównie z powodu braku wiedzy. I to w tę stronę muszą być skierowane wysiłki zwolenników integracji, jeśli w majowym referendum Polacy mają pójść do urn i powiedzieć Unii Europejskiej „tak”.
Droga do struktur europejskich jest w polskim wydaniu trudna i wyboista. Reformowanie państwa i gospodarki jest dla wielu grup społecznych bardzo bolesne. Skala wyrzeczeń i społecznej frustracji, przekraczając granicę bezpieczeństwa, może być poważną przeszkodą w akceptacji kolejnych zmian, nieuchronnych po 1 stycznia 2004 r.
Rząd Millera, nadrabiając zaległości w negocjacjach, urealnił nasze nadzieje. Nie oznacza to wcale, że wszystko jest już za nami. Jesteśmy po prostu bardzo blisko celu. Wiele po drodze możemy zyskać i równie dużo zmarnować. Finały mają to do siebie, że wymagają czujności, nadzwyczajnego wysiłku i uruchomienia ostatnich rezerw. Jesteśmy o krok od decyzji, która swoim znaczeniem wykracza daleko poza standardy. Poszerzenie Unii Europejskiej w 2004 r o dziesięć państw będzie jedną z najśmielszych, wizjonerskich decyzji w historii naszego kontynentu. My, Polacy, mamy wiele powodów, by być aktywną stroną w nadchodzących wydarzeniach. Nasza przyszłość oraz nadzieje na rozwój cywilizacyjny i materialny ulokowane są w Unii. Tej nadziei i odblokowania szans na szybki rozwój potrzebujemy najbardziej. Społeczeństwa sfrustrowane i niezainteresowane zmianami skazane są na trwałą degradację, na odgrywanie podrzędnych ról.
A tego przecież naród wieszczów i powstań bardzo nie lubi. Tym więc, którzy straszą Unią, można powiedzieć tak: nie lękajcie się Europy, bójcie się polskiego piekiełka.

Wydanie: 41/2002

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy