Nie śpij, centrolewico!

Nie śpij, centrolewico!

Wydawać by się mogło, że czas jest stosowny. Rządząca prawica kompromituje się już nie tylko stylem uprawiania polityki. Spór o samolot do Brukseli, o krzesło przy stole, toczony przez prezydenta z premierem przy akompaniamencie pyszałkowatych, aroganckich i, co tu dużo mówić, niemądrych wypowiedzi ludzi z ich najbliższego otoczenia, ukazuje właściwy poziom uprawianej dziś w Polsce polityki. Coś pośredniego między maglem a piaskownicą. Śmieją się z nas za granicą, ale co gorsza, siła naszego głosu na arenie międzynarodowej przez to słabnie.
Społeczeństwo reaguje prawidłowo. W prasie ukazały się dziesiątki dowcipów i rysunków satyrycznych. Swej złości i zniesmaczeniu ludzie dają wyraz na forach internetowych i w codziennych rozmowach. Wedle badań opinii publicznej, w tym głupim, kompromitującym sporze tracą obie strony. I prezydent, i premier. I naprawdę nie ma większego znaczenia, kto ten konflikt zaczął. Zgoda, zaczął prezydent, który uparł się nie wiadomo po co lecieć do Brukseli na szczyt Unii Europejskiej, w dodatku wbrew stanowisku rządu.
Cała ta awantura przeniesiona z Polski na forum międzynarodowe pokazuje nie tylko małość dwóch najwyższych dostojników państwa, ale też kompromitująco niski poziom ich najbliższego zaplecza, słusznie określanego mianem dworu. Jak się okazuje, od królewskich dworów zarówno dwór prezydenta, jak i premiera różni się liczbą zatrudnionych błaznów.
Królewskie zatrudniały tylko po jednym. Zdarzało się przy tym, że taki królewski błazen, jak np. Stańczyk, był w dodatku intelektualistą.
Ten śmieszny i żałosny konflikt pokazuje, że na szczytach władzy żadnej współpracy nie ma, i zdaje się być nie może, że mamy nie jedną, ale dwie polityki zagraniczne.
Zacietrzewienie obu stron rokuje też jak najgorzej na przyszłość.
Konflikt Platformy z PiS ma cechy najgorszego konfliktu wewnątrz rodziny. Czym takie długotrwałe konflikty w rodzinach się kończą, wiemy doskonale. Lepiej nigdy nie będzie, będzie tylko gorzej.
Specjaliści spierają się o bezpośrednie skutki amerykańskiego kryzysu finansowego, ale jedno jest oczywiste. Nie bacząc na neoliberalną doktrynę, rząd Stanów Zjednoczonych zademonstrował interwencjonizm państwowy na skalę dotąd nieznaną. Blisko bilion dolarów wpompuje państwo w banki komercyjne. To musi być szok dla wszystkich, także polskich wyznawców neoliberalizmu, odrzucających dotąd ze wstrętem każdą myśl o jakimkolwiek interwencjonizmie państwowym nawet w minimalnej skali.
Dogmat neoliberalizmu został przełamany w jego ojczyźnie. To poważny argument w ręku socjaldemokratów w dyskusji z liberałami. Tylko kto u nas tę dyskusję podejmie? W zastępstwie słabych socjaldemokratów zapewne PiS!
Gdyby w Polsce istniała silna centrolewica, to zarówno sytuacja międzynarodowa, jak i wewnętrzna dałaby jej silny wiatr w żagle. Wiatr jest, ale zamiast żagla chybocze na falach mały żagielek (tak na oko 5-6% społecznego poparcia).
Gdyby istniała… Miałaby okazję zaproponować inną politykę, nie tylko inny styl jej uprawiania. W sytuacji, gdy energia PO i PiS jest zużywana w bezsensownej walce o sprawy trzeciorzędne, jak ta, kto poleci do Brukseli samolotem rządowym, a kto będzie musiał sobie samolot wyczarterować w LOT, kto na chwilę tylko przysiądzie na krześle przy stole, a kto rozsiądzie się na nim wygodnie i na dłużej, centrolewica mogłaby zaprezentować swoje pomysły na rozwiązywanie naprawdę ważnych dla Polaków i dla Polski problemów.
Prawica wciąż bardziej gotowa jest zajmować się polityką historyczną, a ściślej zajmować się realizacją historycznej zemsty.
Tymczasem trzeba myśleć o przyszłości. Jaka będzie Unia Europejska i jaka w niej będzie pozycja Polski. Zależy to w dużej mierze od tego, czy Prezydent RP wreszcie ratyfikuje traktat lizboński i czy rząd przyjmie całą Kartę praw podstawowych.
Ludzie czekają na poprawę warunków życia i opieki zdrowotnej. Ten ostatni problem rządzący chcą rozwiązać w sposób nader wątpliwy. Szpitale to nie fabryki, leczenie to nie wolny handel. Tu interwencjonizm państwowy nie tylko jest dopuszczalny, ale konieczny. Zagrożone są emerytury pomostowe. Poczucie zagrożenia mają setki tysięcy ludzi. Trwa spór o model edukacji, brakuje pieniędzy na badania naukowe. Roczny budżet na naukę jest porównywalny z budżetem pojedynczego dużego amerykańskiego uniwersytetu. Wszystkie pomysły min. Kudryckiej, bez lepszego finansowania nauki, Nagród Nobla nauce polskiej nie przyniosą.
Nakłady na kulturę są ledwie symboliczne. Tu też mecenat państwa musi być przed wolnym rynkiem.
W tej sytuacji najwyższy czas, by pokazać społeczeństwu, że dla rządów całej prawicy jest alternatywa, że naprawdę nie trzeba wybierać między PO i PiS.
Jest nią centrolewica i jej program dla Polski. Jej wizja polityki.
Tylko gdzie ta centrolewica? Gdzie ten program?
Gdzie energia i wola działania? Gdzie umiejętność wzniesienia się ponad osobiste urazy i antypatie? Gdzie lider?
Centrolewico, masz swoje pięć minut! Nie prześpij ich!

Wydanie: 43/2008

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy