Promile głupoty

Promile głupoty

Pijany sprawca wypadku, w którym zginęło kilka osób, wywołał nadzwyczajną aktywność polityków i mediów. Zaczęto się licytować, kto bardziej rozszerzy katalog kar. Tak jest zawsze, gdy wydarzy się coś strasznego. Tyle że o pijanych kierowcach łapanych przez policję mówimy już z taką samą regularnością jak o pogodzie. Wielkie wzmożenie w przypadku nieszczęść i impotencja w zapobieganiu. Gdyby zamiast jednego wielkiego wypadku były trzy mniejsze, to nawet tego wyścigu na kary by nie było. Problem z pijanymi kierowcami jest przecież tylko bolesnym wycinkiem tego, że codziennie setki tysięcy Polaków zaczynają i kończą dzień z procentami we krwi. Skoro więc jeżdżą pijani, a łapie się tylko mały odsetek, to podpici Polacy leczą, uczą, piszą, wygłaszają kazania i mowy sejmowe. Ktoś, kto z nami się napije, jest w porządku, lokuje się w kategorii swój człowiek. A wiadomo, ile znaczy swój człowiek w kraju, gdzie tak wiele spraw załatwia się po znajomości. Uważam za oczywiste, że dopóki wielu rodakom byle pretekst wystarczy, by się napić, i dopóki namawianie do picia będzie nie tylko powszechnie tolerowane, ale wręcz traktowane jako wyraz gościnności, będziemy mieli to, co mamy. Różni ludzie będą opowiadać, jak trzeba walczyć z pijaństwem, ale nawet wśród nich wielu nie będzie tej wiedzy stosowało wobec siebie. Nie ma, niestety, dziś w Polsce ani jednego zawodu, o którym można by powiedzieć: to wzór – patrzcie więc na nich. Przecież każdy z nas może szybko zrobić listę osób, które wsiadają do samochodu, będąc pod wpływem alkoholu. Każdy ma takich znajomych. A w małych społecznościach taka wiedza jest powszechna. No i co z tego? Absolutnie nic. Dominuje pogląd: moja chata z kraja. Dopiero kiedy dochodzi do nieszczęścia, okazuje się, że wszyscy widzieli i wiedzieli. Jednak do współwiny w razie wypadku nikt się nie poczuwa.
Co z tym wielkim problemem zrobić? Podręcznikowy problem i podręcznikowe rozwiązania. Niczego sensownego i skutecznego nie będzie bez kompleksowego, długoterminowego programu przygotowanego na podstawie doświadczeń międzynarodowych i wiedzy naszych ekspertów. Najmniej do tego są potrzebni politycy, choć bez ich decyzji się nie obejdzie. Zmiany w mentalności, kulturze i obyczajach to proces obliczony na pokolenia. Będą następowały w tempie proporcjonalnym do włożonego wysiłku finansowego, ale również edukacyjnego i wychowawczego. Zwolennicy szybkich efektów pomyślą, że to tylko takie przynudzanie albo zamulanie problemu, który można rozwiązać, podnosząc kary więzienia. Nic bardziej mylnego. Jeśli wyjeżdżając na ulicę, mamy mieć poczucie większego bezpieczeństwa, musimy za to zapłacić wieloma ograniczeniami. A jeśli ja miałbym wybierać, to najbliżej mi do rozwiązań skandynawskich.

Wydanie: 3/2014

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy