Skansen?

Premier Buzek powołał do swego mniejszościowego rządu nowych ministrów i trzeba przyznać, że zrobił to na swój sposób dobrze.
Co znaczy “na swój sposób” – wyjaśnię to za chwilę. Natomiast w rządzie pojawiły się postacie wyraźne, o skrystalizowanych poglądach, a więc nie tylko ludzie, którzy po prostu lubią być ministrami, ale tacy, którzy traktują swoje urzędy jako instrumenty do realizowania własnych pomysłów.
Takim ministrem jest bez wątpienia p. Lech Kaczyński. Wiadomo, że p. Kaczyński razem ze swoim bratem – bo poglądy mają oni wspólne, jak przystało na bliźniaków – jest zwolennikiem kary śmierci i obniżenia wieku karalności dla nieletnich. Można się z nim zgadzać lub nie, ale wiadomo, o co mu chodzi. Chodzi mu też zapewne o to, aby wreszcie złapać za rękę ludzi odpowiedzialnych za policyjne śledzenie prawicy i pewnie tego dokona, nawet jeśli palec losu wskaże na jego poprzedniczkę na ministerialnym urzędzie.

Człowiekiem o jasnych poglądach jest minister Kropiwnicki; wiadomo, że z jego “studiów strategicznych” wynikało co innego niż z optymistycznych prognoz prof. Balcerowicza, dzięki czemu cieszył się on długotrwałymi przymusowymi urlopami i myślę, że teraz też będzie się upierał przy swoich prognozach i antyliberalnych poglądach gospodarczych. Nieco mniej wyraziście rysuje się nowy minister obrony, p. Komorowski, ale kiedy mówi on o przypieszeniu, energii i stanowczości w reformowaniu armii do potrzeb NATO-wskich, trafia dokładnie w słabe punkty swego poprzednika, p. Onyszkiewicza. Nie wiadomo jeszcze, kim będzie p. Bauc jako następca, a nie zastępca Balcerowicza, co zaś do sukcesji po ministrze Geremku – panuje zgodne przekonanie, że p. Geremek nie może przecież przez swoje odejście z rządu tak boleśnie osierocić Europy i powinien zostać jak najdłużej. W sumie jednak nowe nominacje rządowe dotyczą ludzi z charakterem i przez to wydają mi się dobre – na swój sposób.
Jaki mianowicie?
A no taki, że teraz nasza umiłowana Ojczyzna staczać się będzie szybciej i konsekwentniej niż dotychczas na pozycje skansenu Europy, państwa zaściankowego, przechowującego wsteczne fobie i poglądy, które wyparowały już z większości krajów cywilizowanych. Decyzje personalne bowiem, dotyczące ludzi z charakterem, są także decyzjami politycznymi. Wszyscy, którzy znają bliżej p. Lecha Kaczyńskiego, są zgodni co do tego, że jest to człowiek nieposzlakowanej uczciwości, prawości i konsekwencji. Ale co innego osobista uczciwość, a co innego polityka rządu. A ta ostatnia nie bardzo rymuje się z obecnym europejskim i światowym trendem, zakazującym kary śmierci, któremu hołduje także Unia Europejska.
Mogę zrozumieć zwolenników kary śmierci. Rozumiem to uczucie bezsilniej wściekłości na widok okrutnych i cynicznych zbrodniarzy, których nigdy nie spotka kara choćby w części porównywalna do męczarni ich ofiar. Mogę nawet uwierzyć w odstraszające działanie kary śmierci, argument, który podnosi p. Kaczyński.
Ale Europa i Unia Europejska ma na ten temat inne zdanie, i albo chcemy się do niej zbliżyć, albo nie.
Europa i Unia Europejska wrażliwa jest także na kwestię swobód obyczajowych i przeciwna dyskryminacji wszelkich mniejszości, także seksualnych. A w tej sprawie wymowny koncert dał nowo mianowany minister Kropiwnicki, reprezentując nasz kraj – nie bardzo wiadomo, dlaczego on właśnie? – na ONZ-owskiej konferencji praw kobiet. Dokładny opis tej facecji dała “Gazeta Wyborcza” (17-18.VI br.), dość więc na tym, że w głosowaniu nad zakazem dyskryminacji z powodu orientacji seksualnych Polska z min. Kropiwnickim głosowała razem z Algierią, Iranem, Libanem, Sudanem, Pakistanem i Watykanem – a więc państwami fundamentalistów religijnych – przeciwko reszcie świata. Podziwiam konsekwencję poglądów p. Kropiwnickiego, ale dokąd, jak nie na ciemne peryferie, prowadzi nas w ten sposób nasz rząd?
Obawiam się również, że obecny rząd, wzmocniony o kilku ludzi z niewątpliwym charakterem, lepiej pogodzi się z wewnętrzną falą zwyczajnego wstecznictwa, której jesteśmy świadkami. Jeszcze nie przebrzmiała skandaliczna sprawa wokół nazwania szkoły imieniem Jana Brzechwy, przeciw czemu protestował ksiądz i jego parafianie, niezadowoleni z rasowych cech wielkiego pisarza, a już w Rzeszowie rozgorzała sprawa tablicy – jeśli już nie ulicy – z nazwiskiem rzeszowianina Jerzego Grotowskiego, ponieważ Grotowski, reformator teatru światowego był, zdaniem władz Rzeszowa, najpierw za blisko lewicy, a potem za bardzo interesowały go religie Wschodu, aby mógł uchodzić za prawego rzeszowianina i prawego Polaka. W jakimś prawicowym piśmie – o czym czytam w “NIE” – ukazał się artykuł, wskazujący jasno, że ludziom takim jak Hoffman lub Kawalerowicz wara od “Ogniem i mieczem “ i “Quo vadis”, ponieważ mogą oni tylko wypaczyć narodowy i katolicki sens Sienkiewicza. Pewien biskup jawnie chwali naruszających wolność słowa kolporterów prasy, którzy odmawiają sprzedaży legalnie publikowanych pism ze względu na ich zawartość, a więc chwali cenzurę, inny zaś duchowny ma pretensję do prezydenta, że ten będąc w Izraelu przepraszał za marzec ‘68 i za antysemickie akcenty w “Radiu Maryja”, twierdząc, że nie ma za co przepraszać…
Można by takich zdarzeń przytaczać setki. Podnosi się w naszym kraju ciemny tuman, dokąd nas zaprowadzi – Bóg jeden wie. Nic nie wskazuje jednak na to, aby mniejszościowy rząd Buzka zamierzał mu się przeciwstawiać. Najbardziej zaś paradoksalne jest to, że wszystko to dzieje się w aurze zgodnych rzekomo deklaracji wszystkich sił politycznych – w tym rządu oczywiście – że zmierzamy w stronę Unii Europejskiej i można się tylko kłócić o datę naszego akcesu.
Nie uważam Unii za Ziemię Obiecaną, chociaż Polskę bez uczestnictwa w Unii widzę w czarnych barwach, jako kraj, w którym żyć się będzie coraz trudniej i wstydliwiej. Myślę natomiast, że pod rządami mniejszościowego rządu nasze starania o unijny akces rozbić się mogą nie o rolnictwo wcale lub inne konkrety, lecz o zwykły odruch niechęci, który u normalnych ludzi budzić musi widok obskuranta.
KTT

Wydanie: 26/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy