Nie teraz, kochanie!

Nie teraz, kochanie!

Czy telewizor w sypialni zrujnuje nam życie seksualne?

Pomyślcie dwa razy, bo telewizor może wam zrujnować życie seksualne –- ostrzega Serenella Salomoni. Włoska seksuolog uważa, że pary z telewizorem w sypialni kochają się rzadziej niż pary bez telewizora. Jeśli przeciętnie uprawiają seks osiem razy w miesiącu, to w sypialniach, gdzie centralne miejsce zajmuje gadające pudło, do miłosnych uniesień dochodzi dwa razy rzadziej. Do tak rewelacyjnych wniosków Salomoni doszła na podstawie szczegółowej analizy ankiety przeprowadzonej wśród włoskich par.
Czy telewizor rzeczywiście może zrujnować nam życie seksualne? Czy to tylko włoska specyfika? W jakim stopniu te wyniki mogą się przekładać na stan rzeczy w polskich sypialniach? Ilu Polaków codziennie staje przed dylematem: kochać się czy oglądać? A może telewizor jest jedynie dobrą wymówką, a nie winowajcą? O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy polskich seksuologów.

Popęd a szum medialny

Prof. Zbigniew Lew-Starowicz zauważa, że nie jest to żadna nowa tendencja. – Dawniej było radio, dzisiaj jest telewizor. Gdy kilkadziesiąt lat temu w USA zgasło światło, gwałtownie wzrosła liczba zapłodnień. Ludzie nie słuchali radia, nie oddawali się innym zajęciom, tylko się kochali.
Socjolodzy przypominają jednak, że w sypialni powinniśmy myśleć jedynie o sobie i o dobrym śnie. Jeśli wpuszczamy telewizję, to znaczy, że szukamy dodatkowych atrakcji. Ale powinniśmy pamiętać o konsekwencjach. Tymczasem w wielu sypialniach telewizor jest ważniejszym meblem niż samo łóżko. Z analiz przeprowadzonych przez Pracownię Badań Społecznych wynika, że po zamknięciu drzwi do sypialni aż 76% Polaków ogląda telewizję. Tylko 9% uprawia miłość.
Te statystyki nakazują poważniej spojrzeć na rewelacje Serenelli Salomoni. – Niemal każdy zna to z autopsji: dajemy się wciągnąć w wir szumów medialnych i nim się obejrzymy, partnerka już smacznie śpi – żartuje dr Zbigniew Liber.
Jego zdaniem, wszystko ma jednak poważniejsze i zróżnicowane podłoże. – Telewizja zajmuje, rozprasza i przeszkadza. Ludzie potrzebują koncentracji i spokoju. Tymczasem trudno o koncentrację, kiedy na ekranie pojawiają się coraz to nowe obrazy. A także istotne informacje – polityczne, ekonomiczne, społeczne – które w prostym przełożeniu dotyczą życia każdego z nas. A warunki egzystencjalne mają bardzo duży wpływ na to, czy będziemy się kochać, czy też nie – uważa dr Liber.
Nie bez kozery mówi się, że przyciski pilota stały się antidotum na stres, problemy w pracy czy kłopoty finansowe. Z analizy badań włoskiej seksuolog wynika, że zgubny wpływ telewizji na nasze życie seksualne rośnie wraz z wiekiem. O ile średnia częstotliwość pożycia młodych Włochów maleje dwukrotnie, to już wśród osób po pięćdziesiątce z powodu telewizji w sypialni średnia spada z siedmiu razy w miesiącu (bez telewizji) do zaledwie półtora raza.
– Młodych ludzi niewiele spraw jest w stanie oderwać od seksu. Pary z pokaźnym stażem i długą więzią seksualną z większym wyczuleniem reagują na bodźce zewnętrzne. Dlatego szum medialny przeszkadza w życiu seksualnym. Jeśli rano słyszmy, że jest koalicja rządowa, a wieczorem straszą przyspieszonymi wyborami, narasta w nas niepokój i frustracja. Maleje zaś nadzieja na lepsze jutro i ochota na seks – twierdzi dr Liber.

Łatwiejszy w obsłudze

Okazuje się jednak, że w wielu związkach telewizor jest… ostatnią deską ratunku. „Daj spokój, jest dobry film” – tego typu wymówka w miarę łagodnie tłumaczy naszą niechęć do zbliżenia. A w niektórych przypadkach także nieumiejętność oddawania się łóżkowym igraszkom. Cóż, pilot jest łatwiejszy w obsłudze i reaguje na proste polecenia.
– Telewizja jest substytutem. Po latach nie potrafimy sobie umilać czasu w łóżku, więc oszukujemy się, że wypijemy drinka, obejrzymy dobry film i może… potem. Najczęściej zasypiamy, nie wypijając nawet drinka. Część z nas woli gapić się w telewizor, niż zajmować się leżącą obok partnerką. Bo często nie mamy na to pomysłu. Wraz ze stażem do sypialni wkracza rytualizacja – diagnozuje dr Liber.
Włoskie wyniki badań szokują i dają do myślenia. Trudno powiedzieć, w jakim stopniu można je przełożyć na polskie sypialnie. Często słyszy się bowiem, że wspólny seans telewizyjny jest formą gry wstępnej. Gdyby wszystko było proste, to nie becikowe byłoby najskuteczniejszą receptą na wzrost urodzeń, ale przerwy w nadawaniu nocnego programu.

 

Wydanie: 5/2006

Kategorie: Obserwacje
Tagi: Kamil Wolski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy