Prof. Wiesław Godzic polemizuje z red. Tadeuszem Pikulskim, autorem tekstu „”Fakty” kontra „Wiadomości”” Tadeusz Pikulski, dziennikarz TVP, pokazał prawdę o rywalizacji TVN-owskich „Faktów” z „Wiadomościami” publicznej Jedynki, nie zostawiając cienia wątpliwości, po której stronie lokuje sympatie oraz komu czytelnik „Przeglądu” wierzyć powinien. Przypomnijmy pokrótce zarzuty: TVN jest wrogiem śmiertelnym publicznej i to, że ma mniejszy dostęp do telewidzów, to może i dobrze, a na pewno nie przeszkadza jej to w brutalnej ekspansji. Mariusz Walter jest człowiekiem niespełnionym, bo chciał być szefem telewizji publicznej, ale nic z tego nie wyszło (są winni: „postsolidarnościowi ortodoksi”). Walter uprawiał propagandę sukcesu, tworząc Studio 2, a teraz tylko kasa mu w głowie. Zachowanie TVN jest bezczelne, gdy stacja domaga się kwoty z abonamentu za emisję TVN 24, pierwszego całodobowego kanału informacyjnego. A szczytem bezczelności jest żądanie pełnego dostępu do archiwów, bo przecież na pewno sprawa skończy się na pokazaniu w negatywnym świetle Sławomiry Łozińskiej, członka KRRiTV (jednak wolę: członkini). Trzeba naprawdę dużo złej woli, żeby tak właśnie ująć problem rywalizacji stacji publicznej z komercyjną. Trzeba mnóstwo hucpiarskiego temperamentu, żeby kwestie najważniejsze dla współczesnej polskiej kultury zanurzyć w bagienku, zohydzić i podlać populistycznym sosem „skoku na kasę”. Gdybym nie znał finezji i zdystansowanego podejścia redakcji „Przeglądu” do kwestii telewizji, pomyślałbym, że mamy do czynienia z jakąś gigantyczną prowokacją, której ofiarą padł tygodnik. Dawno nie czytałem tak płaskich i naiwnych wywodów, dawno nikt tak nie „ustawiał przeciwnika”, a potem – dość prymitywnie – nie walił obuchem po głowie. Nie mnie pytać, kto i co za tym stoi – pytam jedynie, o co tutaj chodzi. Mało domyślnym proponuję prześledzić ostatnie wiadomości (fakty?) z frontu batalii o zmianę zarządu telewizji publicznej. Tadeusz Pikulski jest dziennikarzem TVP – i z tego powodu uważam za głęboko niestosowne, że zabiera głos w sprawie swojej firmy. Bardzo cenię go jako historyka telewizji i autora książek. Niestety, tak to już jest, że jego wiarygodność może być podana w wątpliwość w aktualnej sytuacji. Albo będzie nielojalny wobec pracodawcy i wtedy jego dni w firmie są policzone, albo narazi się na mój zarzut – właśnie braku wiarygodności i jednostronności. Uważam, że ocena konkurencyjności stacji powinna być zostawiona innym: mniej zależnym, jeśli nie całkowicie niezależnym (myślę, że znajdziemy takich). Zajmując tak pryncypialne stanowisko, spieszę donieść, że jestem akademikiem zajmującym się telewizją i z tego powodu stać mnie na dużą dozę niezależności. Wiem sporo o publicznej, nie tylko dlatego, że przez cztery lata działałem w radzie programowej oddziału TVP w Krakowie. Miałem też okazję doradzać kilkakrotnie TVN: odczuwać przyjemność, gdy z moich rad korzystano, jak i dostawać sporo do myślenia, gdy te oceny i opinie wrzucano do kosza. I dlatego z całą stanowczością sprzeciwiam się tonowi tej wypowiedzi, jest ona bałamutna, nieszczera i nieuczciwa. Najważniejsza, według mnie, wydaje się kwestia ostatnia Piukulskiego: „I mają jeden cel – kasę”. Na Boga – a jaki ustrój budujemy mozolnie od kilkunastu lat? Na pewno nie socjalistyczny, ale przeciwny, oparty na wolności ekonomicznej i zasadzie uzyskiwania finansowych zysków z rozmaitych przedsięwzięć. Powstanie prywatnych stacji nadawczych jest wyrazem takiej wolności i takiej normalności ekonomicznej, o jaką zdaje się zdecydowana większość światłych Polaków walczyła przez ostatnie kilkanaście lat. Stacje komercyjne pełnią ogromną rolę kulturotwórczą nie tylko dlatego, że są popularne, czyli upowszechniają wzorce zachowań i obyczaje. Dzięki nim człowiek uczy się sposobów życia w konsumpcjonistycznym społeczeństwie. Bez nich nie umiałby się poruszać we współczesnej przestrzeni kulturowej, czyli w, kulturze popularnej. One dostarczają rozrywki i przyjemności, bardzo często pomagają ludziom żyć, dostrzegać problemy innych i wyrażać uczucia. Zupełnie nieźle jak na „skok na kasę”. Rzecz jasna, tak zdarza się w rozwiniętych społeczeństwach informacyjnych, które wiedzą, jak korzystać z dobrodziejstwa telewizji: jak uczyć rozumieć przekaz, jak dyskutować w szkołach o „głupich” i popularnych programach, w jaki sposób pomagać znajdować programy wartościowe. Powiedzmy dobitnie – telewizje komercyjne nie są złośliwym nowotworem na zdrowej tkance świata medialnego. Są jej koniecznym i podstawowym elementem, który nadaje dynamikę temu światu. Są tłem, na którym mogą powstać inne formaty stacji – mogą, jeśli społeczeństwo będzie sobie tego
Tagi:
Wiesław Godzic







