Niech Europa zamyka się jako całość, a nie dzieli się w środku, co jej teraz grozi.

Niech Europa zamyka się jako całość, a nie dzieli się w środku, co jej teraz grozi.

Smutek Europy, gdzie coś ładnego i ważnego się kończy. Smutek przejęcia władzy w Polsce przez ludzi smutnych i zaciętych w sobie. Smutek mojego depresyjnego listopada, jakbym się taplał w zamarzającym błocie. Też dlatego w tym tekście będzie trochę cytatów, tak mi łatwiej pisać.

Coś takiego musiało się zdarzyć, jak nie w Paryżu, to gdzie indziej w Europie, przykład został dany już przed laty w Nowym Jorku. Siedziałem w nocy, oglądając transmisję z zamachów, bo takie ambicje mają telewizje, by wszystko jak najdokładniej pokazać na gorąco i opisać, na czym zresztą zależy terrorystom. To ma być krwawe widowisko. To, co się stało, może zmienić Europę, zagrozić jej jedności, będzie także napędzać wyborców prawicy nie tylko w Polsce. W takiej sytuacji ludzie boją się i chcą rządów silnej ręki. Najlepiej to widać w dawnych krajach bloku wschodniego, gdzie cywilizacja Zachodu i kultury śródziemnomorskiej nie zakorzeniła się tak głęboko. Trudno o tolerancję. Kiedy czujemy się zagrożeni, wtedy jest zamykanie i grodzenie zamiast otwierania. Ale tak da się żyć, i to całkiem nieźle, czego przykładem jest Izrael sprzed kilku lat. Wszędzie były kontrole, lęk też był pod kontrolą, ale istniało poczucie wolności i funkcjonowała demokracja. Niech Europa zamyka się jako całość, a nie dzieli się w środku, co jej teraz grozi. To byłby brzydki koniec pięknej idei.

Na Wirtualnej Polsce mądrze o islamie i Europie pisze Jakub Majmurek. „Państwo Islamskie (PI) nie jest żadną manifestacją »cywilizacji islamu«, ale nihilistyczną, posługującą i żywiącą się przemocą organizacją, która dla mobilizacji swoich członków i sympatyków sięga po sztandary, symbole i święte teksty jednej z wielkich religii – islamu. Przy tym to sami wyznawcy islamu – nie dość radykalni dla PI – w największych liczbach padają ofiarami tej organizacji. (…) I to przed nim uciekają przybywający do Europy uchodźcy.

Walki z PI nie da się wygrać, uderzając w islam i identyfikując go jako wroga Zachodu. Taka polityka wzmacnia wyłącznie terrorystów, zniechęca społeczność muzułmańską do krajów zachodnich i wpływa na jej radykalizację. (…) Polityka wymierzona w PI, a uderzająca w muzułmanów czy mieszkańców Bliskiego Wschodu w ogóle, byłaby czymś tak samo bezsensownym jak rozstrzelanie przez CIA Lecha Wałęsy w ramach walki z komunizmem w latach 80. – był przecież politykiem z kraju komunistycznego. Większość muzułmańskich liderów opinii, duchownych i polityków ma się do przywódców PI tak jak Wałęsa do Breżniewa czy Czernienki. (…) Terror nie bierze się bowiem z jakiejś przyrodzonej krwiożerczości świata islamu, metafizycznej i ahistorycznej wrogości tegoż względem Zachodu, ale warunkowany jest przez sieć konkretnych, dających się gorzej lub lepiej opisać, politycznych, ideologicznych i instytucjonalnych czynników. Wbrew temu, co mówił pan Waszczykowski, nie oznacza to, że pomniejszamy winę terrorystów. Oznacza tyle i aż tyle, że szukamy takiego rozwiązania, które ryzyko terroru potrafi maksymalnie ograniczyć. Częścią każdego politycznego rozwiązania problemu terroru musi być znalezienie przez Europę jakiegoś modus vivendi z umiarkowanym islamem. Zarówno w granicach Europy, jak i poza nią”.

A my się przyzwyczajamy do niektórych nowych twarzy polskiego rządu, czasami przyzwyczajamy się, że nie można się przyzwyczaić. Polsce grozi teraz „tyrania większości”, przed czym w wieku XVIII ostrzegał Alexis de Tocqueville w książce „O demokracji w Ameryce”. Nawet w demokracji „tyrania większości – jest zagrożeniem dla wolności. Jeżeli kiedykolwiek wolność przestanie istnieć w Stanach Zjednoczonych, to będzie to wina tyranii większości. Bowiem większość, jeżeli nie napotka na swej drodze przeszkód, prawie zawsze jest zdolna wymusić siłą posłuszeństwo, podporządkowanie się mniejszości”. Zdaniem de Tocqueville’a, największym zagrożeniem jest brak zabezpieczenia przed tyranią. W naszym państwie tym bezpiecznikiem jest Trybunał Konstytucyjny. Od majstrowania przy nim zaczyna swoje rządy PiS, a to krusznie fundamentów demokracji.

Niedawny wybór Polaków uważa się za bunt odtrąconych i zmarginalizowanych. Ale czy nie można też mówić po prostu o sprycie polityków i naiwności obywateli? Co mają do stracenia ci, którzy zarabiają 1,4 tys. zł miesięcznie? Głosują na tych, którzy obiecują. PiS nie mówiło prawdy, ale kłamało w świętej sprawie przejęcia władzy. I zagrano fobiami, też strachem przed uchodźcami. I trzeba pamiętać, że na początku drogi do zwycięstwa był mit założycielski katastrofy smoleńskiej. Nastąpił splot wielu czynników i szykuje się katastrofa. Po exposé Beaty Szydło i wystąpieniu w Sejmie prezesa Kaczyńskiego, po ułaskawieniu przez prezydenta Mariusza Kamińskiego już nie mam wątpliwości, że zmierzamy w stronę nierzeczywistości.

Wydanie: 48/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy