Niech żyje nam górniczy stan! Ale za czyje pieniądze?

Niech żyje nam górniczy stan! Ale za czyje pieniądze?

1,7 mld zł straty i brak skutecznego pomysłu na poprawę – to sytuacja polskiego górnictwa węgla kamiennego w przeddzień Barbórki

Do końca września sprzedaż węgla kamiennego z polskich kopalń wyniosła 53,4 mln ton. Jak wyliczył katowicki oddział Agencji Rozwoju Przemysłu, na każdej tonie sprzedanego węgla stracono 34,42 zł, co daje łączną stratę sektora w wysokości ponad 1,67 mld zł! Niewykluczone, że strata górnictwa w całym roku 2015 przekroczy 2 mld zł. Ubiegły rok sektor węglowy kończył, mając ponad 2,2 mld zł na minusie.
Górnictwo węgla kamiennego przynosi straty od 2013 r., ale wtedy, w porównaniu z obecnymi, były one niewielkie – 273,5 mln zł. W latach wcześniejszych zyski branży liczono w miliardach złotych rocznie. W rekordowym 2011 r. górnictwo zarobiło ponad 3 mld zł, w latach 2010 i 2012 – ponad 1 mld zł rocznie. Spółki węglowe były przedstawiane jako wzorowe przedsiębiorstwa, a ich szefowie odbierali liczne nagrody. W 2012 r. Kompania Węglowa została firmą roku Europy Środkowej i Wschodniej, wyróżnioną na Forum Ekonomicznym w Krynicy. Wówczas była to gwiazda gospodarki i mediów, dziś jest jednym z największych problemów.
– Sytuacja w branży górniczej jest tragiczna, najgorsza od 1989 r. Z jednej strony, to efekt trudności na rynku węgla kamiennego w Europie i w Polsce, ale z drugiej – braku racjonalnego nadzoru właścicielskiego i jakiejkolwiek woli rozwiązywania problemów branży – mówi Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki, obecnie doradca PwC.

Nie sprzyja nawet pogoda

Trudna sytuacja na rynku w Europie to przede wszystkim znaczący spadek cen węgla. Od kilku lat utrzymują się bardzo niskie ceny surowców, także energetycznych, i węgiel nie jest tu wyjątkiem. Jeszcze w 2011 r. za tonę węgla kamiennego energetycznego w portach Amsterdam, Rotterdam i Antwerpia (określanych skrótem ARA; jest to główny wskaźnik cen węgla w Europie) płacono 120 dol., dziś niewiele ponad 50 dol., a w kontraktach na lata 2016-2019 cena spadła poniżej 50 dol.
Złe informacje dla górnictwa płyną również z krajowego rynku. Zmniejsza się zapotrzebowanie na węgiel w energetyce, będącej głównym odbiorcą tego surowca. W ślad za malejącym zapotrzebowaniem spadają ceny – w roku 2013 za gigadżul w węglu kamiennym płacono ok. 11 zł, obecnie ok. 9 zł, a w trakcie okresowej wyprzedaży przeprowadzonej wiosną br. przez Kompanię Węglową ceny spadły do ok. 7 zł. W ostatnich latach na górnictwo negatywnie wpływała nawet pogoda, podczas stosunkowo ciepłych zim zużycie węgla przez energetykę i odbiorców indywidualnych było mniejsze od oczekiwanego.
Jeśli chodzi o drugi czynnik, brak racjonalnego nadzoru właścicielskiego i woli do rozwiązywania problemów branży, najlepiej zobrazowała tę sytuację Elżbieta Bieńkowska w nagranej rozmowie z czerwca 2014 r. z ówczesnym szefem CBA Pawłem Wojtunikiem. Zajmująca wtedy stanowisko wicepremiera i ministra infrastruktury Bieńkowska powiedziała: „…żenada z tym całym górnictwem (…), po prostu takie zaniedbania. Prawda jest taka, że właściciel, czyli Ministerstwo Gospodarki generalnie w dupie miało całe górnictwo przez całe siedem lat. Były pieniądze, a oni, wiesz, pili, lulki palili, swoich ludzi poobstawiali, sam wiesz, ile zarabiali, i nagle pierdyknęło”. Zauważyła przy tym, że w górnictwie „jest, kur… banda na bandzie. Jest jedna banda profesorów, druga związkowców, trzecia banda zarządzających, czwarta banda firm, które z tego świetnie żyją”.
Gdy okazało się, że oficjalny optymizm nie jest w stanie ukryć fatalnego stanu branży węglowej, rząd PO-PSL próbował ratować sytuację m.in. poprzez wyjęcie górnictwa na początku 2015 r. spod nadzoru Ministerstwa Gospodarki i przekazanie pod nadzór Ministerstwa Skarbu Państwa. Nie przyniosło to spodziewanych rezultatów. Sytuacja w spółkach węglowych jest na tyle zła, że mówiło się nawet o zagrożeniu kolejnych wypłat zarobków.

Restrukturyzacja, ale jaka?

Rozważane są różne propozycje poprawy stanu sektora węglowego. Generalnie wiadomo, że sektor ten musi zostać zrestrukturyzowany, m.in. poprzez redukcję trwale nierentownych mocy produkcyjnych. Niełatwo jednak określić jej skalę.
Część ekspertów szacuje, że obecnie moce produkcyjne w Polsce, jeśli chodzi o miały energetyczne, są większe od zapotrzebowania o ok. 12 mln ton rocznie. Bardzo trudno sobie wyobrazić, aby w istniejących warunkach górniczo-geologicznych i przy niskich cenach na rynku międzynarodowym polski węgiel mógł być opłacalnie eksportowany.
– Nie zgadzam się z tą opinią. Dopóki istnieje import węgla do Polski, dopóty jest miejsce na polski surowiec. Połowa importu to tzw. węgiel gruby, poszukiwany przez odbiorców indywidualnych, ale połowa, czyli ok. 4 mln ton rocznie, to miały energetyczne – twierdzi Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki.
Swoje pomysły poprawy sytuacji w branży mają także związkowcy. – W pierwszej kolejności trzeba zakończyć działania przewidziane w porozumieniu z 17 stycznia 2015 r. zawartym przez stronę rządową i związkową. Niektóre zostały już zrealizowane, trwa proces przejmowania kopalni Brzeszcze przez Tauron, Węglokoks przejął kopalnie Bobrek i Piekary, część majątku Kompanii Węglowej i Katowickiego Holdingu Węglowego trafiła do Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK). Są to jednak kwestie drobniejsze. Wciąż na realizację czekają rzeczy najpoważniejsze, takie jak przyszłość Kompanii Węglowej oraz kopalni Makoszowy – mówi Dariusz Potyrała, przewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce (ZZGwP), wchodzącego w skład OPZZ.
Jak podkreśla, porozumienie z 17 stycznia nadal obowiązuje pomimo zmiany rządu i powinno być realizowane. – Chyba że nowy rząd będzie miał nowe, ciekawsze propozycje zmian w górnictwie. Wtedy chętnie się z nimi zapoznamy. Wychodząc naprzeciw rządowi, wystąpiliśmy z wnioskiem o zwołanie zespołu trójstronnego ds. górnictwa i teraz oczekujemy na spotkanie z przedstawicielami nowego rządu, z którymi chcemy porozmawiać o kontynuacji styczniowego porozumienia i bieżących problemach lub o nowych propozycjach – dodaje Potyrała.
Przypomina, że od podpisania porozumienia minął prawie rok, więc uzbierało się już dużo wniosków i spore doświadczenie w jego realizacji, które pomogą w podejmowaniu dalszych koniecznych decyzji dotyczących branży.
– Pierwszą rzeczą, jaką musi zrobić minister odpowiedzialny za górnictwo, jest skompletowanie zarządów spó­łek węglowych, żeby było wiadomo, kto za co odpowiada – mówi Jerzy Markowski. – Obecnie nie ma prezesa w Jastrzębskiej Spółce Węglowej, a w Kompanii Węglowej nie będzie prezesa od 1 stycznia 2016 r. Druga rzecz to zdobycie pieniędzy na bieżącą działalność spółek węglowych, głównie Kompanii Węglowej. W tym celu Kompania powinna jak najszybciej sprzedać wszystkie zapasy węgla ze zwałów, i to obojętnie po jakiej cenie, obojętnie komu, nawet na eksport. Ważne, żeby ten węgiel sprzedać i żeby w KW pojawiła się gotówka. Ten krok jest potrzebny, ponieważ Kompania nie ma już od kogo pożyczyć pieniędzy.
Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że wyprzedaż doprowadzi do znaczących spadków cen węgla na krajowym rynku, co uderzy w inne spółki, np. w Katowicki Holding Węglowy. Taka sytuacja miała już miejsce wiosną br. W ocenie Jerzego Markowskiego spadki cen węgla są rzeczą drugorzędną, najważniejsze jest zdobycie pieniędzy przez KW. – Wyprzedaż to mniejsze zło, tym bardziej że węgla do sprzedaży na zwałach jest nieco ponad 2 mln ton, a tyle nie doprowadzi do rewolucji na krajowym rynku – uważa Jerzy Markowski.
Potem powinny zostać podjęte inne działania, np. przeprowadzenie analizy kondycji poszczególnych kopalń i opracowanie programów naprawczych dla każdej z osobna.

Kwestia społeczna

Górnictwo to nie tylko problem ekonomiczny, ale i społeczny, co tłumaczy, dlaczego kolejne rządy tak ostrożnie obchodzą się z branżą. Największa spółka węglowa w Polsce (a także w Unii Europejskiej), czyli Kompania Węglowa, zatrudniała na koniec wrześ­nia br. 34,9 tys. osób, Jastrzębska Spółka Węglowa – 24,7 tys., a Katowicki Holding Węglowy – 15 tys.
Jeżeli nadprodukcja miałów energetycznych wynosi ok. 12 mln ton rocznie, odpowiada to produkcji czterech-sześciu kopalń zatrudniających tysiące ludzi. Zamknięcie tych kopalń musiałoby się przełożyć na wzrost bezrobocia.
Część pracowników górnictwa zdaje sobie sprawę z fatalnego położenia branży i jest gotowa zrezygnować z niektórych przywilejów. We wrześniu br. zarząd JSW podpisał z reprezentatywnymi organizacjami związkowymi, w tym Solidarnością i Federacją Związków Zawodowych Górników Jastrzębskiej Spółki Węglowej (wchodzącą w skład OPZZ), porozumienie zakładające ograniczenie części świadczeń na rzecz pracowników, co ma się przełożyć na poprawę płynności finansowej JSW w najbliższych trzech latach. Szacuje się, że z tego tytułu koszty pracy za lata 2016-2018 zmniejszą się o ok. 2 mld zł.
JSW jest jednak w innej sytuacji niż Kompania Węglowa i Katowicki Holding Węglowy – jest spółką notowaną na giełdzie i wydobywa głównie węgiel koksujący. Na razie nie zanosi się na to, aby podobne porozumienie zawarto w KHW i KW.
– W porozumieniu z 17 stycznia br. zapisano, że z chwilą powołania nowej Kompanii Węglowej jej zarząd i działające tam związki zawodowe rozpoczną negocjacje w sprawie uzgodnienia nowego układu zbiorowego pracy. Układ zbiorowy to najlepsze miejsce na zapisanie wzajemnych relacji płacowych. Związki zawodowe działające w KW, wiedząc o tym, deklarowały, że z chwilą powstania nowej Kompanii przystąpią do rozmów. Obie strony zgodnie z prawem mają rok na negocjacje – wyjaśnia Dariusz Potyrała.

Powrót do konfliktu?

Najbliższe kilka tygodni to okres tworzenia przez PiS szczegółowego programu dla górnictwa. Konkretnych decyzji można się spodziewać dopiero w 2016 r. Za górnictwo ma odpowiadać nowo powołane Ministerstwo Energetyki, na czele którego stoją minister Krzysztof Tchórzewski oraz wiceminister Grzegorz Tobiszowski. Jerzy Markowski daje szansę nowemu ministrowi: – Moim zdaniem, rolą ministra jest tworzenie polityki państwa wobec podległych sektorów gospodarki, do tego nie trzeba być fachowcem w tych dziedzinach, trzeba być natomiast politykiem, który umiejętnie dobierze sobie fachowców. Liczę, że Krzysztof Tchórzewski będzie to umiał.
Minister Tchórzewski już zapowiedział wznowienie prac górniczego zespołu trójstronnego, w którym zasiadają pracodawcy, przedstawiciele rządu oraz związkowcy. Być może zespół zbierze się jeszcze w grudniu, po zakończeniu szczytu klimatycznego w Paryżu.
Beata Szydło, odpowiadając w Sejmie na pytania posłów jeszcze przed głosowaniem nad wotum zaufania dla rządu, zapowiedziała, że sprawy górnictwa przez najbliższe tygodnie będą tematem wiodącym. – Biorąc pod uwagę nadrzędną rolę węgla kamiennego w polskiej elektroenergetyce, a także dramatycznie pogarszającą się sytuację sektora górnictwa węgla kamiennego, oczywistym jest, że rząd Rzeczypospolitej będzie realizował działania optymalizacyjne i restrukturyzacyjne w obszarze prowadzenia działalności gospodarczej i zasad funkcjonowania polskich kopalń – mówiła.
Choć sama premier bezpośrednio z górnictwem nigdy nie była związana, branża ta nie jest jej całkowicie obca, w latach 1998-2005 była burmistrzem gminy Brzeszcze, w której znajduje się kopalnia o tej samej nazwie. To największy pracodawca w okolicy. Kopalnia, wchodząca w skład Kompanii Węglowej, należała do najgorszych zakładów tej spółki, obecnie kończy się proces przejmowania jej przez grupę energetyczną Tauron.
Premier zapowiedziała, że rząd zamierza w trybie natychmiastowym przeprowadzić audyt sytuacji ekonomiczno-finansowej spółek węglowych oraz całego sektora. Taki audyt już się rozpoczął, jego wyniki mają być znane najpóźniej w pierwszym kwartale 2016 r. Beata Szydło przyznała, że najistotniejsze jest zapewnienie bieżącej, krótkoterminowej płynności spółek, w tym największej firmy, czyli Kompanii Węglowej.
Poinformowała też, że rząd PiS nie podejmuje inicjatyw dotyczących prywatyzacji sektora węgla kamiennego. Zadeklarowała, że priorytetem rządu jest „pozytywne przeprowadzenie procesów restrukturyzacji, których efekty pozwolą stabilizować długoterminową sytuację spółek. Trwale odbudowana sytuacja ekonomiczna będzie mogła być punktem wyjścia do opracowania dalszych strategii rozwoju spółek sektora węglowego, a wszystkie te rozwiązania będą uzgadniane w ramach zespołu trójstronnego”.
W trakcie kampanii wyborczej PiS przedstawiało się jako partia przyjazna górnictwu, teraz jednak trzeba się liczyć z realiami gospodarczymi i prawnymi. A te dla górnictwa są niekorzystne. Jeżeli PiS rzeczywiście będzie chciało uzdrowić sytuację w branży, z dużym prawdopodobieństwem uderzy to w górników, np. poprzez redukcję zatrudnienia czy zmniejszenie świadczeń socjalnych. Warto pamiętać, że w latach 2005-2007, w czasach poprzednich rządów PiS, dochodziło do licznych sporów między rządem a niezadowolonymi górnikami. W 2016 r. ta sytuacja może się powtórzyć.

Wydanie: 49/2015

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 5 grudnia, 2015, 12:59

    „Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki, obecnie doradca PwC”, czy to nie ten Steinhoff co zrobił ustawę by jego braciszek mógł nachapać sie kasy ?

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy