Niepoczytalni

Niepoczytalni

NSZ w oczach elity polskiego podziemia

Wybuch II wojny światowej był godziną próby nie tylko dla wszystkich Polaków, ale i dla wszystkich środowisk politycznych międzywojennej Polski. W pierwszej fazie okupacji powstało mnóstwo organizacji konspiracyjnych, z których najważniejsze zjednoczyły się pod sztandarem Armii Krajowej, będącej częścią składową Polskich Sił Zbrojnych (PSZ) podległych naczelnemu wodzowi – najwyższemu funkcyjnemu wojska powoływanemu na czas wojny. Zarówno PSZ, jak i AK były formacjami stricte wojskowymi, podległymi strukturom rządowym, wspieranymi przez różne partie polityczne. Natomiast Narodowe Siły Zbrojne były równoległymi wobec nich strukturami wojskowymi podlegającymi organizacji politycznej, której wizja państwa miała charakter monopartyjny i narodowo-katolicki.

Warcholstwo i niepoczytalność

„NSZ tak samo jak komuniści, i z podobnych powodów, zostali postawieni poza nawias Polski Podziemnej”, pisał w 1948 r. Zygmunt Zaremba. W skład AK weszło wiele różnych organizacji, w tym radykalnie lewicowych oraz skrajnie prawicowych o rodowodzie oenerowskim. Powstała na początku II wojny światowej Grupa „Szańca”, a później Związek Jaszczurczy były w opozycji zarówno do sanacji, jak i do ugrupowań centrowych oraz lewicowych współtworzących Polskie Państwo Podziemne i AK. W 1942 r. Związek Jaszczurczy skupił wokół siebie rozłamowców z Narodowej Organizacji Wojskowej, zwanych frondą w Stronnictwie Narodowym, oraz inne małe środowiska radykalnej prawicy, tworząc Narodowe Siły Zbrojne.

Powołanie do życia NSZ było aktem zbiorowego niepodporządkowania się polskiemu rządowi oraz utworzeniem struktur wojskowych równoległych do oficjalnych. Elita polskiego podziemia nie szczędziła słów krytyki zarówno wobec samego wydarzenia, jak i w ogóle działalności NSZ, podobne opinie wyrażała redakcja „Biuletynu Informacyjnego”. „Z ramienia Naczelnego Wodza i Ministra Obrony Narodowej wszystkie sprawy wojskowe na Kraj reguluje Komendant Sił Zbrojnych w Kraju; wszelkie przeciwstawianie się powyższemu jest robotą szkodliwą i zasługującą na potępienie”, czytamy na pierwszej stronie 11. numeru „Biuletynu” z 16 marca 1943 r. Artykuł o wymownym tytule „Warcholstwo” napisał ówczesny delegat rządu na kraj, prof. Jan Piekałkiewicz. Tak samo politykę tej formacji określał Tadeusz Bór-Komorowski w jednej z depesz do naczelnego wodza.

Prasa NSZ z kolei atakowała rząd londyński i naczelnego wodza, który mimo wszystko okazywał wyrozumiałość wobec działalności tego środowiska, a socjaldemokrata Jerzy Lerski wierzył w możliwość wpłynięcia na te struktury wojskowe. Nie miał okazji zweryfikować poglądu, gdyż jako emisariusz Sikorskiego w Polsce otrzymał zakaz kontaktowania się z narodowcami. „NSZ kategorycznie odmówili zastosowania się do dyrektyw Naczelnego Wodza i w swej ślepej nienawiści do tzw. żydokomuny, o którą podejrzewali pewne komórki sztabu Armii Krajowej, odmawiali poważnych rozmów na temat wcielenia do centralnej organizacji oporu”, pisze we wspomnieniach.

Gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek” w jednym z raportów dla prezydenta na uchodźstwie wprost nazywa kierownictwo polityczne NSZ niepoczytalnym. Trudno się nie zgodzić z poglądem Okulickiego, gdy zwróci się uwagę na inne materiały. W meldunku sytuacyjnym z 19 lipca 1944 r. Bór-Komorowski pisze: „W Białymstoku NSZ, wrogie wobec Armii Krajowej, wyrokują w imieniu Rzeczypospolitej przeciwko żołnierzom AK”. Lubelska komenda AK zakazywała nawiązywania kontaktów oraz wchodzenia w porozumienie z NSZ. Nazywała je „grupą warchołów sprowadzającą represje na ludność” oraz „plagą społeczeństwa”. Z kolei gen. Jan Zientarski „Mieczysław” melduje w listopadzie 1944 r.: „Dowódcy (NSZ – przyp. red.) kontaktują się i współpracują z gestapo. Wsypują partie komunistyczne. W terenie podszywają się pod AK, przy czym terroryzują i rabują ludność”.

Ofiarami oddziałów zbrojnych NSZ byli nie tylko komuniści. W literaturze przedmiotu spotykamy się z opisami ataków na jednostki Batalionów Chłopskich i PPS-WRN. Swoją walkę z oddziałami Huberta Jury „Toma” na Kielecczyźnie opisuje Antoni Heda „Szary”: „Należał do NOW, a po połączeniu się tej organizacji z AK pozostał w NSZ. (…) Przez siatkę organizacyjną doszedł do tego, kim jestem, i wyśledził mnie potem w Iłży, co nie było trudne, gdyż znało mnie tam wielu ludzi. Upewniłem się, że gestapo szukało sposobu na zlikwidowanie mnie. Postanowiono użyć do tego »Toma«, który miał wyciągnąć mnie jakoby dla przywitania się ze mną”. Co ciekawe, partyzanci podległego „Tomowi” oddziału „nie orientowali się w poczynaniach dowódcy i grupy morderców. Powoli jednak wiadomości te zaczęły do nich docierać. Kiedy zaś dostarczono do oddziału odpowiednie ulotki, zbuntowali się”.

Noc św. Bartłomieja

Jednym z najważniejszych działaczy politycznych polskiego podziemia niepodległościowego krytycznych wobec NSZ był związany ze Stronnictwem Pracy Stanisław Jankowski. Od lutego 1943 r. pełnił on funkcję delegata rządu na kraj. Walczył z ruchem komunistycznym, który uważał za radziecką agenturę, ale ostrzegał też przed zagrożeniem z prawej strony. W sprawozdaniach kuriera Tadeusza Chciuka można znaleźć taką wypowiedź Jankowskiego: „Oświadczyć muszę, że została stwierdzona ponad wszelką wątpliwość współpraca NSZ z Niemcami. Udało się przechwycić treść umowy, jaką NSZ zawarły z Niemcami. W zamian za usługi NSZ na polu antykomunistycznym i dla przyszłych walk z bolszewikami Niemcy zaczynają dostarczać NSZ-towi amunicji oraz obiecują zwalniać wszystkich członków NSZ-tu nawet aresztowanych z bronią. Zwracać się będzie również i broń. Zwracam na to uwagę premiera, żeby wiedział, jak wielkie niebezpieczeństwo grozi nam od strony skrajnej prawicy. ONR przez swoje fatalne postępowanie może zaprzepaścić cały nasz wojenny dorobek, może też stać się przyczyną znacznie ostrzejszych wystąpień bolszewickich”. Pogląd ten Jankowski wyraził po wymordowaniu przez NSZ 27 partyzantów Gwardii Ludowej pod Borowem 9 sierpnia 1943 r.

W 1944 r., jak podają m.in. Stefan Korboński i Tadeusz Manteuffel, za sprawą NSZ wydanych zostało Niemcom dwoje współpracowników Biura Informacji i Propagandy, Marceli Handelsman i Halina Krahelska. Jak pisze Korboński: „Zakończeniem akcji likwidowania niewygodnych dla NSZ osób miała być »Noc św. Bartłomieja«. Zostały przygotowane listy proskrypcyjne osób przeznaczonych na zgładzenie, gdy nastaną ku temu odpowiednie warunki, np. załamie się władza okupacyjna. Znaleźli się na tej liście wybitni przywódcy socjalistyczni, znani liberałowie i demokraci, osoby podejrzewane o należenie do masonerii. (…) Likwidacja tych osób miała ułatwić NSZ objęcie rządów nad Polską w drodze zamachu stanu”.

Część tych list zachowała się i można na nich znaleźć m.in. Irenę Sendlerową, Aleksandra Kamińskiego czy Ludwika Widerszala, zgładzonego
13 czerwca 1944 r. razem z Jerzym Makowieckim z Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK oraz jego żoną. Według Janusza Marszalca odpowiedzialność za mord ponosi skrajnie prawicowa grupa mafijna, do której należeli związani z kontrwywiadem AK Witold Bieńkowski i Władysław Jamontt (o przynależność do grupy podejrzewa się też Władysława Niedenthala). List było jednak więcej, a w ich sprawie interweniować musiały czynniki oficjalne. „Na listach tych widniało i moje nazwisko. Interwencja Delegatury Rządu Podziemnego zmusiła NSZ do zniszczenia karty z moim nazwiskiem… Kasznica (ostatni komendant NSZ – przyp. red.) stwierdza także, że zniszczył pozostałe arkusze”, pisał po wojnie Zygmunt Zaremba, przedstawiciel PPS w Radzie Jedności Narodowej od stycznia 1944 r.

Akcja scaleniowa i rozłamowcy

Polskie podziemie mimo problemów z NSZ dążyło do podporządkowania sobie ich oddziałów, co motywowano kwestiami wojskowymi. Zbliżenie NSZ z AK nie odpowiadało jednak lewicy, obawiającej się wzmocnienia żywiołów prawicowych w wojsku, oraz ludowcom – z powodu, jak pisał Bór-Komorowski, „licznych wypadków represji wobec chłopów”.

Rozmowy z NSZ rozpoczęto ponownie w styczniu 1944 r. 7 marca została podpisana umowa scaleniowa, a 13 kwietnia 1944 r. w „Biuletynie Informacyjnym” oraz „Szańcu” opublikowano rozkaz witający żołnierzy NSZ w szeregach AK. W rezultacie AK podporządlowało się od 10 do 15 tys. ludzi. Jednak struktury Związku Jaszczurczego, których liczebność trudno dokładnie ustalić, nie miały zamiaru wykonać tego rozkazu. Sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, gdy 22 kwietnia zmarł komendant NSZ płk Tadeusz Kurcyusz „Żegota”.

Śmierć komendanta uaktywniła radykalne skrzydło NSZ. Pełnomocnikiem ds. akcji scaleniowej został mianowany przez AK dotychczasowy zastępca szefa sztabu KG NSZ ppłk Albin Walenty Rak „Lesiński”. Skrajny odłam NSZ, na czele z mjr. Stanisławem Nakoniecznikoffem-Klukowskim „Kmicicem”, ogłosił rozwiązanie kierownictwa politycznego NSZ, Tymczasowej Narodowej Rady Politycznej, i powołał Radę Polityczną NSZ, awansując „Kmicica” na pułkownika i ogłaszając go komendantem NSZ. „Lesińskiego” próbowano zastraszyć. „Zatwierdzenie mnie na stanowisku p.o. Komendanta NSZ pchnęło dowództwo płk. »Kmicica« do niepoczytalnych kroków (…). W dniu 23 maja 1944 r. uzbrojona w rewolwery bojówka usiłowała sterroryzować przysłanych przeze mnie dwóch oficerów Sztabu Komendy NSZ, mając na celu zmuszenie mnie do niewykonania rozkazu Komendanta Sił Zbrojnych w Kraju – pisał do Bora-Komorowskiego. – Grupa »Kmicica« wydała na mnie »wyrok śmierci«, który jest zwykłą groźbą mordu mającą na celu zmuszenie mnie do niewykonania rozkazu Komendanta Sił Zbrojnych w Kraju”.

Rada Polityczna NSZ nazwała „Lesińskiego” i tych, którzy byli wierni jego linii, warchołami, mącicielami i szkodnikami. Uznała także, że płk Kurcyusz przed śmiercią mianował swoim następcą „Kmicica”. Prezes Rady Ministrów w przeddzień powstania warszawskiego wydał następujące oświadczenie, którego adresatem była Komenda AK: „Rząd Rzeczypospolitej potępia występną działalność pewnych kół byłego ONR i podległego ich wpływom skrajnego odłamu tzw. Narodowych Sił Zbrojnych, zmierzającą do rozbicia Armii Krajowej i nie cofającą się przed mordami bratobójczymi. (…) Wszyscy winni bezpośrednio lub pośrednio tej działalności będą ścigani z całą surowością prawa”. Polski rząd na uchodźstwie nie miał żadnej mocy dochodzenia jakichkolwiek racji po 1945 r. Trzeba jednak pamiętać, że 31 lipca 1944 r. zapowiedział wyciągnięcie konsekwencji za działalność NSZ w czasie II wojny światowej.

Noc długich noży

Po powstaniu warszawskim elita NSZ zgrupowała się w Częstochowie. Doszło tam do serii mordów wewnątrz NSZ. Zabici zostali Stanisław Żak (szef wywiadu NSZ) oraz Wiktor Gostomski (szef II oddziału NSZ). Obydwa zabójstwa były najprawdopodobniej dziełem „Toma”, który po ucieczce z Kielecczyzny przeniósł się do Częstochowy, gdzie wynajmował willę połączoną ponoć podziemnym tunelem z siedzibą gestapo. W piwnicy więziony był działacz Stronnictwa Narodowego Władysław Pacholczyk, który jako oficer NSZ podporządkował się AK. Ofiarami innych konspiratorów NSZ byli także Stanisław Nakoniecznikoff-Klukowski i kpt. Włodzimierz Żaba „Żniwiarz”, którego komendant NSZ chciał mianować dowódcą nowo powstałej Brygady Świętokrzyskiej. Sprawcą mordu, według Jana Pietrzykowskiego z Narodowej Organizacji Wojskowej, był Otmar Wawrzkowicz, członek Grupy „Szańca” i ścisłego kierownictwa politycznego NSZ. Posłużył się ludźmi „Toma”, z którym łączyły go kontakty z gestapo.

Przyczyny zgładzenia komendanta NSZ i mianowanego przez niego dowódcy Brygady Świętokrzyskiej nie są jasne. Zdaniem NSZ, Nakoniecznikoff-Klukowski chciał w porozumieniu z Julianem Skokowskim, byłym oficerem Związku Jaszczurczego, a później dowódcą Polskiej Armii Ludowej, podporządkować NSZ komunistom. Według innych wersji szukał porozumienia z AK i sprzeciwiał się współpracy Brygady Świętokrzyskiej z Niemcami.

Epilog

Po wymarszu Brygady Świętokrzyskiej na zachód jej żołnierze obawiali się poniesienia konsekwencji za działalność podczas II wojny światowej. Podporządkowali się nie 2. Korpusowi gen. Andersa, tylko armii amerykańskiej. W tej sytuacji rząd londyński nigdy nie uznał służby w oddziałach NSZ za służbę w armii polskiej.

Dopiero w 1988 r. prezydent Rzeczypospolitej na uchodźstwie Kazimierz Sabbat w dekrecie z 1 stycznia stwierdził, że partyzanci NSZ niescaleni z Polskimi Siłami Zbrojnymi, którzy brali udział w walce z Niemcami, spełnili obywatelski i żołnierski obowiązek wobec Rzeczypospolitej Polskiej. Był to jednak ukłon w stronę szeregowych żołnierzy, bez jednoczesnej legitymizacji całej formacji. 9 listopada 2012 r. Sejm VII kadencji zdominowany przez koalicję PO-PSL oddał hołd całej formacji i oddziałom ruchu narodowego walczącym zbrojnie w latach 40. i 50. We wrześniu 2017 r. Sejm kolejnej kadencji ponownie uczcił zbiorowe wystąpienie przeciwko państwu polskiemu, tym razem przez aklamację. Główny nurt polityki przejął retorykę apologetów NSZ i zrównał tę organizację z oficjalnymi siłami zbrojnymi Polskiego Państwa Podziemnego.

Wydanie: 12/2018

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy