Niewolnictwo XXI wieku

Niewolnictwo XXI wieku

Amerykańscy więźniowie są masowo wykorzystywani do przymusowej pracy

Sceny z wyprodukowanego przez amerykański liberalny magazyn „The Atlantic” filmu dokumentalnego „Angola for Life” mogłyby dziać się 150 lat temu na dowolnej plantacji gdzieś na amerykańskim Południu. Setki czarnoskórych robotników w pocie czoła na ogromnym, odsłoniętym terenie zbierają bawełnę. Często kaleczą sobie przy tym ręce, bo nie mają odpowiedniej odzieży ochronnej. Zdarza się, że muszą przysiąść na ziemi i odpocząć, gorączkowo poszukują też przynajmniej skrawka cienia, bo pracują w pełnym słońcu. Gdy jednak przerwą zbieranie bawełny chociaż na chwilę, w tle słychać krzyk strażnika, który w niewybrednych słowach zmusza ich do dalszej pracy.

Problem polega na tym, że „Angola for Life” to nie fabularyzowany dokument o historii amerykańskiego niewolnictwa. To nakręcony trzy lata temu film pokazujący skalę i brutalność przymusowej pracy skazańców w amerykańskich zakładach karnych. Tytułowa Angola odnosi się do jednego z więzień w stanie Luizjana i pochodzi od nazwy dawnej plantacji obsługiwanej przez niewolników z Afryki, na miejscu której powstał zakład karny. 80% więźniów odsiadujących tam wyroki to Afroamerykanie. Niemal 90% z nich odbywa karę, pracując przeważnie na plantacjach bawełny. To wymowna ilustracja amerykańskiego systemu penitencjarnego, który coraz mniej wspólnego ma z resocjalizacją, a coraz więcej – z wartym miliardy dolarów rynkiem przymusowej pracy, który samym skazanym przynosi bardzo nikłe zyski.

Korzystają Starbucks i McDonald’s

Stany Zjednoczone są największym więzieniem świata. Wyroki w federalnych i stanowych zakładach karnych oraz aresztach administrowanych przez hrabstwa odsiaduje ponad 2,3 mln obywateli. Na 100 tys. dorosłych Amerykanów przypada niemal 700 więźniów. Wśród nich najwięcej jest właśnie czarnoskórych. Choć stanowią oni jedynie 16% społeczeństwa, wśród skazańców odsetek ten rośnie już do 40%, co czyni ich największą grupą etniczną w amerykańskich więzieniach. Od chwili przekroczenia bram zakładu karnego ich los spoczywa w rękach władz więzienia, które zadecydują, jak przebiegać będzie ich odsiadka. Choć słynna 13. poprawka do konstytucji zniosła niewolnictwo w 1865 r., jej zapisy dopuszczają wykonywanie przymusowej pracy w ramach odbywania kary za popełnienie czynów niezgodnych z amerykańskim prawem. W praktyce oznacza to istnienie w amerykańskiej gospodarce ogromnego rezerwuaru siły roboczej, która może być niemal dowolnie kierowana do pracy w zależności od potrzeb rynku i która jest spełnieniem marzeń wielkich koncernów. Z przymusowymi pracownikami pochodzącymi z więzień w zasadzie nie trzeba się liczyć. Jako skazańcy nie mają praw pracowniczych, takich jak pensja minimalna, dlatego często otrzymują za pracę niecałego dolara za godzinę. Nie mogą też się zrzeszać w związki zawodowe.

Nic więc dziwnego, że lista firm, które posługują się w łańcuchu produkcyjnym przymusową pracą skazańców, jest bardzo długa, a niektóre znajdujące się na niej marki mogą szokować. Więźniowie w Stanach Zjednoczonych zbierają bowiem i pakują ziarna kawy dla Starbucksa, wykonują proste zadania w szwalniach na potrzeby bieliźniarskiego giganta Victoria’s Secret, zajmują się konserwacją infrastruktury dla konglomeratu technologicznego AT&T. Szyją fartuchy dla pracowników McDonald’s i KFC, pracują w centrach telefonicznych dużych firm. Szyją nawet mundury i produkują elementy wyposażenia wojskowego. Telewizja Al-Dżazira podała, że tylko w 2016 r. więźniowie w USA wyprodukowali sprzęt militarny o wartości ponad 100 mln dol. Na porządku dziennym jest praca w rzeźniach, gospodarstwach mleczarskich i ogromnych przemysłowych fermach drobiu czy – jak w przypadku skazańców z więzienia Angola – na plantacjach bawełny.

Co ciekawe, aby odsiadywać wyrok w tak drakońskich warunkach, nie trzeba się dopuścić brutalnego przestępstwa. Doskonały przykład podała Wanda James, aktywistka z Denver, propagatorka rekreacyjnej konsumpcji marihuany i działaczka na rzecz reformy systemu penitencjarnego w Stanach Zjednoczonych. W niedawnym wywiadzie dla programu radiowego „POD Saves America” opowiadała, jak jej brat skazany na 20 lat więzienia za posiadanie 3 g marihuany spędził ponad połowę wyroku, zbierając bawełnę jako przymusowy robotnik.

Więzienny biznes

Szacuje się, że wartość całego rynku przymusowej pracy amerykańskich więźniów może wynosić aż 2 mld dol. rocznie. Statystyki te trudno doprecyzować, bo na temat pracy skazańców władze zakładów karnych wypowiadają się raczej niechętnie, podobnie traktując prośby o udostępnienie danych. Liczby te jednak nie wydają się oderwane od rzeczywistości. W samej Kalifornii wartość dóbr wytworzonych przez pracujących więźniów przekroczyła w 2017 r. 230 mln dol. Z kolei Federalna Agencja ds. Więziennictwa, będąca częścią amerykańskiego rządu, prowadzi program UNICOR, administrujący tzw. uprzemysłowieniem więzień w USA. Program, który opiera się na uchwalonej w 1979 r. ustawie pozwalającej amerykańskim firmom korzystać z pracy więźniów, pozwolił na wyprodukowanie dóbr o łącznej wartości przeszło pół miliarda dolarów. Pod kontrolą UNICOR znajdują się 83 fabryki w całych Stanach, w których na co dzień pracuje przeszło 12 tys. skazańców. Jeżeli dodamy do tego ogromne sieci prywatnych więzień – w Stanach zjawisko powszechne – które nie są objęte federalnymi programami wsparcia, a często wykorzystują więźniów jeszcze bardziej niż zakłady państwowe, łatwo dojdziemy do wspomnianych 2 mld dol.

Sumy te oczywiście w żaden sposób nie przekładają się na poprawienie jakości życia więźniów. Pozbawieni praw konstytucyjnych, nie mówiąc o pracowniczych, skazańcy często nie otrzymują żadnej gratyfikacji pieniężnej, a jeśli nawet coś dostają, kwoty są niewspółmierne do wartości generowanych dóbr. A produkty te wcale nie są sprzedawane po najniższych cenach rynkowych. Zyski trafiają przede wszystkim do administracji więzień. W przypadku zakładów prywatnych oznacza to nic innego jak kieszeń właściciela placówki lub inwestorów, którzy wyłożyli kapitał. Prywatne więzienia w USA nie różnią się bowiem niczym od innych rynkowych przedsiębiorstw. Najważniejszy jest dla nich czysty zysk, przy możliwie najniższych kosztach. W tej układance nie ma miejsca na prawa człowieka.

Modlitwą i pracą

Zdaniem wielu mieszkańców amerykańskiego Południa taka właśnie forma odbywania wyroku jest najlepsza. Dyrektor więzienia, Burl Cain, powiedział reporterom „The Atlantic”, że stworzony przez niego model przymusowej pracy, wsparty wspólną modlitwą i bardzo szeroką obecnością religii w życiu więźniów, to najlepsza metoda ich resocjalizacji. Według Caina praca, bez względu na intensywność, wartość i wynagrodzenie, jest dla jego podopiecznych jedynym sposobem na spłacenie długu wobec społeczeństwa. Resocjalizacja przez pracę i modlitwę ma im pomóc lepiej się przygotować do powrotu na wolność.

Problem w tym, że słowa Caina mają niewiele wspólnego z prawdą. Prace, jakie wykonują skazańcy, to z reguły zadania niewymagające kwalifikacji, wykorzystujące jedynie ich siłę fizyczną. Z pewnością nie poszerzają one wachlarza umiejętności przydatnych w szukaniu pracy już poza więzieniem. W dodatku cały ekosystem przymusowej pracy więźniów, powielający wszystkie rasowe skrzywienia amerykańskiego więziennictwa, utrwala stereotypy na temat gospodarki południowych stanów USA. 150 lat po delegalizacji niewolnictwa nadal rozwój przemysłowy odbywa się rękami przymusowych pracowników, spośród których większość stanowią Afroamerykanie i Latynosi. Naprawdę trudno w tym przypadku uniknąć analogii historycznych.

W dodatku nic nie zapowiada, żeby sytuacja w najbliższych latach miała się zmienić. W czasie drugiej kadencji Barack Obama przygotował pakiet legislacyjny mający ograniczyć niezależność prywatnych więzień, jednak zdominowany przez republikanów Kongres wybił ustawom zęby. Donald Trump wielokrotnie zdążył już publicznie pochwalić amerykańskich szefów więzień i zadeklarował, że nie zamierza wprowadzać zmian w funkcjonowaniu zakładów karnych. Nie same prywatne placówki są tu jednak problemem. Ameryka potrzebuje całościowej, bardzo głębokiej reformy systemu więziennictwa. W przeciwnym razie delegalizacja niewolnictwa pozostanie jedynie wybiórczo stosowanym zapisem konstytucji.

Wydanie: 15/2018

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy