Ostatnie flamenco w Madrycie

Ostatnie flamenco w Madrycie

Flamenco dancer Vanesa Coloma performs at the Corral de la Moreria flamenco show restaurant during celebrations for being awarded a Michelin star, marking a first of its kind, in Madrid, Spain, November 22, 2018.,Image: 457009944, License: Rights-managed, Restrictions: , Model Release: no, Credit line: SERGIO PEREZ / Reuters / Forum

Klub Casa Patas znajduje się w madryckiej Lavapiés, tętniącej życiem wielokulturowej i artystycznej dzielnicy, pełnej muzeów i tawern. Jeszcze pół roku temu gromadziły się tam tłumy widzów, a z samego klubu (tablao) wydobywały się ekspresyjne dźwięki flamenco. Widzowie, głównie zagraniczni turyści, przez dziesięciolecia cieszyli się oglądaniem ponad 300 pokazów rocznie, a tablao Casa Patas dbał o doskonałą jakość swojego programu, co czyniło go obowiązkowym punktem dla wszystkich, którzy chcieli zobaczyć flamenco w najczystszej postaci. W tablaos artyści flamenco ożywają Grywały tu największe sławy hiszpańskiego folkloru, o czym przypominają zdjęcia na ścianach, przedstawiające wielkich artystów flamenco, którzy tam występowali – piosenkarza Diega el Cigalę, tancerkę Sarę Baras, cygańskiego gitarzystę Tomatita, a także stałych gości, takich jak zmarły kilka lat temu wirtuoz gitary Paco de Lucía. Teraz miejsce jest ciche i opustoszałe. Po 32 latach kurtyna w Casa Patas opadła, skończyły się tętniące życiem pokazy. Epidemia zadała dramatyczny cios hiszpańskim tablaos. „Podstawowym powodem, dla którego zamykamy nasz klub, jest utrata większości klientów, a co za tym idzie – naszych regularnych obrotów, które spadły o 90%. Szczególnie dotkliwy okazał się brak zagranicznych turystów – mówi dla „El Universal” Martín Guerrero, właściciel Casa Patas i dyrektor generalny firmy. – Mam wiele powodów, by żałować zamknięcia, jest to przedsiębiorstwo rodzinne, które założył mój ojciec. Reakcja ludzi była niezwykła, dostawałem mnóstwo telefonów i mejli ze wsparciem. Wszyscy wyrażali żal z powodu utraty przestrzeni, która miała określoną wartość, była rozpoznawalna i pełniła ważną rolę dla popularyzowania flamenco w Madrycie”. Flamenco narodziło się przed wiekami wśród biednych Romów w Andaluzji. To coś więcej niż zwykły taniec: to dźwięk gitar, śpiew i ubiór razem wzięte, mieszanka wpływów różnych kultur, m.in. arabskiej, perskiej, żydowskiej czy hinduskiej. W 2010 r. zostało wpisane na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. I choć słusznie kojarzy się z południem Hiszpanii, to jednak  za światową stolicę flamenco uchodzą nie Sewilla czy Malaga, lecz Madryt. W stołecznym mieście znajdują się najlepsze tablaos, czyli bary powstałe w latach 60. XX w., w których odbywają się pokazy flamenco, przyciągające rocznie prawie milion turystów, głównie obcokrajowców. „W tablaos artyści flamenco ożywają. Bez tych miejsc, bez dużych sal czy pomieszczeń, w których organizuje się festiwale, ta sztuka nie mogłaby się rozwijać i powstawać – mówi ekonomista Federico Escudero, właściciel Torres Bermejas, jednej ze słynnych madryckich tablaos oraz prezes Narodowego Stowarzyszenia Hiszpańskich Tablaos Flamenco. – W tej chwili setki małych sal tanecznych i barów flamenco w kraju pozostają zamknięte. Tablaos nigdy nie doświadczyły tak poważnego kryzysu, zawsze radziły sobie bez dotacji”. W całej Hiszpanii działa około 100 tablaos. W Madrycie było 21, obecnie jest 19, po tym gdy Casa Patas oraz nie mniej słynny Café de Chinitas zbankrutowały. Bary flamenco walczą o przetrwanie, a z powodu epidemii koronawirusa coraz więcej małych tablaos zamyka się lub stoi na skraju bankructwa. „Zamknięcie Casa Patas jest ostrzeżeniem przed tym, co może nas czekać i ostrym wezwaniem do przebudzenia tego sektora”, mówi Martín Guerrero. „Aż 95% profesjonalnych artystów czerpie większość swojego dochodu z występów w tablao. Jeśli się zamkniemy, flamenco na żywo się skończy”, twierdzi Juan Manuel del Rey, dyrektor Corral de la Morería. Flamenco przed szachem Problemem tablaos jest właśnie to, że niemal wszyscy ich klienci to zagraniczni turyści. „Moje tablao jest dość duże, myślę, że jego prowadzenie mogłoby się opłacać nawet przy połowie klientów, ale problem polega na tym, że musieliby to nadal być turyści. A czy będą i kiedy to nastąpi?” – pyta Ivana Portoles, właścicielka madryckiego klubu. – Rząd próbuje promować krajową turystykę, ale daje to mizerne efekty. Już dawno powinniśmy zacząć promować markę tablaos i w te miejsca, które na to zasługują, powinniśmy spróbować sprowadzić Hiszpanów z powrotem, zachęcić, aby spędzali czas w naszych lokalach, by wrócić do hobby, które z różnych powodów utraciliśmy”. Sytuacja jest paradoksalna: flamenco to obok brutalnej

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2020, 34/2020

Kategorie: Obserwacje