Ostatnie flamenco w Madrycie

Ostatnie flamenco w Madrycie

Klub Casa Patas znajduje się w madryckiej Lavapiés, tętniącej życiem wielokulturowej i artystycznej dzielnicy, pełnej muzeów i tawern. Jeszcze pół roku temu gromadziły się tam tłumy widzów, a z samego klubu (tablao) wydobywały się ekspresyjne dźwięki flamenco. Widzowie, głównie zagraniczni turyści, przez dziesięciolecia cieszyli się oglądaniem ponad
300 pokazów rocznie, a tablao Casa Patas dbał o doskonałą jakość swojego programu, co czyniło go obowiązkowym punktem dla wszystkich, którzy chcieli zobaczyć flamenco w najczystszej postaci.

W tablaos artyści flamenco ożywają

Grywały tu największe sławy hiszpańskiego folkloru, o czym przypominają zdjęcia na ścianach, przedstawiające wielkich artystów flamenco, którzy tam występowali – piosenkarza Diega el Cigalę, tancerkę Sarę Baras, cygańskiego gitarzystę Tomatita, a także stałych gości, takich jak zmarły kilka lat temu wirtuoz gitary Paco de Lucía.
Teraz miejsce jest ciche i opustoszałe. Po 32 latach kurtyna w Casa Patas opadła, skończyły się tętniące życiem pokazy. Epidemia zadała dramatyczny cios hiszpańskim tablaos. „Podstawowym powodem, dla którego zamykamy nasz klub, jest utrata większości klientów, a co za tym idzie – naszych regularnych obrotów, które spadły o 90%. Szczególnie dotkliwy okazał się brak zagranicznych turystów – mówi dla „El Universal” Martín Guerrero, właściciel Casa Patas i dyrektor generalny firmy. – Mam wiele powodów, by żałować zamknięcia, jest to przedsiębiorstwo rodzinne, które założył mój ojciec. Reakcja ludzi była niezwykła, dostawałem mnóstwo telefonów i mejli ze wsparciem. Wszyscy wyrażali żal z powodu utraty przestrzeni, która miała określoną wartość, była rozpoznawalna i pełniła ważną rolę dla popularyzowania flamenco w Madrycie”.
Flamenco narodziło się przed wiekami wśród biednych Romów w Andaluzji. To coś więcej niż zwykły taniec: to dźwięk gitar, śpiew i ubiór razem wzięte, mieszanka wpływów różnych kultur, m.in. arabskiej, perskiej, żydowskiej czy hinduskiej. W 2010 r. zostało wpisane na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. I choć słusznie kojarzy się z południem Hiszpanii, to jednak  za światową stolicę flamenco uchodzą nie Sewilla czy Malaga, lecz Madryt. W stołecznym mieście znajdują się najlepsze tablaos, czyli bary powstałe w latach 60. XX w., w których odbywają się pokazy flamenco, przyciągające rocznie prawie milion turystów, głównie obcokrajowców.
„W tablaos artyści flamenco ożywają. Bez tych miejsc, bez dużych sal czy pomieszczeń, w których organizuje się festiwale, ta sztuka nie mogłaby się rozwijać i powstawać – mówi ekonomista Federico Escudero, właściciel Torres Bermejas, jednej ze słynnych madryckich tablaos oraz prezes Narodowego Stowarzyszenia Hiszpańskich Tablaos Flamenco. – W tej chwili setki małych sal tanecznych i barów flamenco w kraju pozostają zamknięte. Tablaos nigdy nie doświadczyły tak poważnego kryzysu, zawsze radziły sobie bez dotacji”.
W całej Hiszpanii działa około 100 tablaos. W Madrycie było 21, obecnie jest 19, po tym gdy Casa Patas oraz nie mniej słynny Café de Chinitas zbankrutowały. Bary flamenco walczą o przetrwanie, a z powodu epidemii koronawirusa coraz więcej małych tablaos zamyka się lub stoi na skraju bankructwa. „Zamknięcie Casa Patas jest ostrzeżeniem przed tym, co może nas czekać i ostrym wezwaniem do przebudzenia tego sektora”, mówi Martín Guerrero.
„Aż 95% profesjonalnych artystów czerpie większość swojego dochodu z występów w tablao. Jeśli się zamkniemy, flamenco na żywo się skończy”, twierdzi Juan Manuel del Rey, dyrektor Corral de la Morería.

Flamenco przed szachem

Problemem tablaos jest właśnie to, że niemal wszyscy ich klienci to zagraniczni turyści. „Moje tablao jest dość duże, myślę, że jego prowadzenie mogłoby się opłacać nawet przy połowie klientów, ale problem polega na tym, że musieliby to nadal być turyści. A czy będą i kiedy to nastąpi?” – pyta Ivana Portoles, właścicielka madryckiego klubu. – Rząd próbuje promować krajową turystykę, ale daje to mizerne efekty. Już dawno powinniśmy zacząć promować markę tablaos i w te miejsca, które na to zasługują, powinniśmy spróbować sprowadzić Hiszpanów z powrotem, zachęcić, aby spędzali czas w naszych lokalach, by wrócić do hobby, które z różnych powodów utraciliśmy”.
Sytuacja jest paradoksalna: flamenco to obok brutalnej i kontrowersyjnej corridy jeden z najsłynniejszych kulturowych symboli Hiszpanii, a tymczasem Hiszpanie odwracają się plecami do tej sztuki. Owszem, na ulicach, na dużych festiwalach flamenco jest podziwiane, ale do tablaos chodzą praktycznie wyłącznie obcokrajowcy.
„Nie rozumiem, dlaczego Hiszpanie tak rzadko chodzą do tablaos. Wszystko jest prawdziwe. Taniec wypływa z naszego wnętrza”, mówi tancerka Cristina Hoyos, która pierwszy raz była w tablao w Sewilli, gdy miała 12 lat, a zanim skończyła 18 lat, zaczęła profesjonalnie zajmować się sztuką flamenco, także za granicą. – Tańczyłam nawet w Iranie przed szachem”.
W wyniku globalizacji flamenco stało się ciekawym folklorystycznym elementem wizerunku Hiszpanii. Dzięki licznym festiwalom, przyciągającym najwybitniejszych artystów, oraz specjalistycznym szkołom, w których wykonawcy z oddaniem wtajemniczają innych w niełatwe meandry tej sztuki, flamenco żyje i nieustannie się rozwija.
„Duże nadzieje wiążę z edukacją. W wielu szkołach odbywają się zajęcia flamenco, a akademii tego tańca jest więcej uczestników niż kiedykolwiek. Hiszpanie preferują oglądanie flamenco w dużych teatrach, ale kiedy to pokolenie dorośnie, pójdzie do tablaos. Nie znam nikogo, kto towarzyszył obcokrajowcowi i nudził się na tablao”, ocenia Escudero. Jednak, żeby do tego doszło, tablaos muszą przetrwać pandemię i brak turystów.
„Wszystkich moich znajomych artystów dotknęło bezrobocie. To jest druzgocące. Bez turystów wszystko jest stracone”, mówi tancerz flamenco z Barcelony El Yiyo, a tak naprawdę Miguel Fernández Ribas, który od siedmiu lat pracuje w różnych zakątkach świata.

Jeszcze stuknę obcasami przed pełną widownią

Kryzys i zamknięcie klubów flamenco obrazuje to, jak dla hiszpańskiej gospodarki i funkcjonowania wielu biznesów ważna jest turystyka. Znajduje się w niej jedno na osiem miejsc pracy i generuje ponad 12% PKB w drugim najczęściej odwiedzanym kraju na świecie. Ale od kwietnia Hiszpania przyjęła jedynie garstkę zagranicznych turystów.
Jak alarmuje „El País”, w Madrycie obroty części restauracji, sklepików z pamiątkami czy innych miejsc, które zarabiały dzięki turystyce, spadły o 65%. Plaza Mayor jest opuszczona, a dziesiątki biznesów zaczynają zamykać się w obliczu kryzysu.
Przewodniczka turystyczna Lara Rueda mówi, że przed pandemią jej grupy liczyły 25 lub 30 osób. „Teraz nie więcej niż 10. Ostatni raz widziałam zagranicznego turystę w marcu. Zniknęli uliczni artyści i zniknęło uliczne flamenco”. Większość jej klientów to Hiszpanie, głównie z Madrytu, którzy są ciekawi historii swojego miasta. „Jedyną pozytywną rzeczą jest to, że nigdy nie widziałam takiego Madrytu jak teraz. Niezadeptanego przez turystów”.
Turysta w Madrycie wydawał dziennie 270 euro, podczas gdy w Hiszpanii średnio 173 euro. Turystyka przyczyniła się do wzrostu dochodów stolicy Hiszpanii w 2019 r. W tym roku pracownicy sektora turystycznego są nastawieni bardzo pesymistycznie. „Centrum opiera się na turystyce. Obecnie jej nie ma”, mówi dyrektor generalny stowarzyszenia madryckich hotelarzy, Juan José Blardony Arranz. Brak gości w hotelach to również brak widzów w tablaos.
Rzesze artystów apelują do Hiszpanów i do władz, aby wsparli lokalne tablaos i nie pozwolili im zniknąć. Przypominają, że ratując te miejsca, mogą przyczynić się do powrotu turystyki w przyszłości. Escudero dodał: „Jeśli nas nie poprą, tablaos znikną. Wygląda na to, że zapomnieli, co oznacza flamenco dla Hiszpanii. To nie jest tylko forma sztuki, ale część naszej tożsamości narodowej”.
„Tablaos to święte miejsca, które pomagają flamenco pozostać przy życiu. Wspieram wszystkich artystów i ludzi, którzy chcą, aby flamenco nadal żyło”, napisała na Facebooku Rosalia, międzynarodowa artystka, która łączy flamenco z reggae.
Lokalne władze są świadome, jak istotne dla kultury i turystyki są tablaos. Wspólnota Madrytu zobowiązała się przekazać 4 mln euro na wsparcie hoteli oraz tablaos, aby te przetrwały brak turystów. Pytanie tylko, na jak długo takie wsparcie podtrzyma istnienie klubów.
Choć epidemia w Hiszpanii nie zwalnia, a wręcz przeciwnie, podobnie jak w całej Europie znów przyśpiesza, to Martín Guerrero i artyści mają nadzieję, że kiedyś Casa Patas ponownie zostanie otwarte. „Jest tu naprawdę szczególna energia, składająca się z lat historii, życia, śpiewu i tańca, radości, łez i emocji – powiedziała tancerka Mariana Collado. – Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś w blasku świateł scenicznych obrócę się i stuknę obcasami przed pełną widownią”.

Wydanie: 34/2020

Kategorie: Obserwacje

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy